Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA

Jedzenie

czwartek, 28 lipca 2016

Kiedy raz na parę lat gramy na loterii i bawimy się w "co bym zrobiła gdybym wygrała", zatrudnienie domowego kucharza jest zwykle na mojej liście. Wiem, że gotowanie jest dla wielu ludzi świetnym hobby, że można w domu tworzyć cuda dla podniebienia, ale nie mam do tego ani czasu, ani zapału, ani chęci, ani cierpliwości. Nie gotuję z przepisów, bo to za dużo zachodu i czasu. Ot, wwalam do gara co popadnie, improwizuję - ma być prosto i szybko. W tym roku podróże służbowe i stres tak mi dały w kość, że kiedy już byłam w domu myślenie o tym, co włożyć do talerza przekraczało moje możliwości.

O ile w przeszłości wszelkie reklamy na Fejsbuku spływały po mnie jak po kaczce, tak się złożyło że ostatnio ich reklamy trafiają w samo sedno moich słabych życiowych punktów. Tym sposobem dowiedziałam się o ciekawej usłudze (nie jednej - jest ich kilka), która ułatwia gotowanie w domu. Muszę przyznać, że jestem zachwycona.

Działa to tak: zapisujesz się, wybierasz typ tygodniowego pakietu - u nas 3 posiłki na tydzień dla dwóch osób. Możesz zaznaczyć, że jesteś wegetarianinem lub nie jesz wieprzowiny / wołowiny / owoców morza itp. Wybierasz dzień przesyłki. Firma raz na tydzień wysyła ci dobrze izolowany i wyłożony lodem karton ze składnikami na 3 obiady wraz z przepisami. Nie trzeba robić zakupów spożywczych ani szukać udziwnionych składników: wszystko jest w pudełku oprócz soli, pieprzu i oliwy. Jeden ząbek czosnku, czy łyżka mąki, czy też dwie łyżki octu. Rozdzielam składniki do trzech dużych plastikowych misek i wsadzam do lodówki (niektóre firmy mają już poodzielane w osobnych plastikowych torbach). Potem gotuję z nich obiady. 

Obiady są prawie zawsze pyszne. Niektóre trudniejsze, niektóre łatwiejsze do przyrządzenia, mniejszy lub większy bałagan w kuchni, ale zwykle mieszczą się w godzinie włącznie z ich zjedzeniem. Dwie porcje są dość duże, zwykle mam resztki na lunch lub nawet dwa. Uczę się nowych kuchennych sztuczek i łatwych w powtórzeniu pomysłów. Cenowo jest nieźle: przesyłki są darmowe, a cena jednego obiadu to $10. Fakt, samemu można zjeść taniej, ale zapatrzenie się w rzadko używane składniki byłoby drogie na początku, a składniki z czasem by się przeterminowały. W tym systemie oszczędzam mnóstwo czasu na nie planowaniu i nie wymyślaniu obiadów, potem na nie robieniu większych i bardziej skomplikowanych zakupów spożywczych. Oszczędzam też pieniądze, bo nie marnuję jedzenia i nie wychodzę do restaurcaji bo w domu "nie ma co jeść". Z dostawy w danym tygodniu można zrezygnować (aczkolwiek przed konkretną datą), można też zamieniać posiłki w menu na inne jeśli coś nie odpowiada.

Do tej pory próbowałam dwóch firm. Jedna ma większy wybór, ale mniej zaufane hurtowe źródła i używa dużo plastkiu w opakowaniach, druga mniejszy wybór, ale miejscowych zaopatrzeniowców i mniej opakowań. Są jeszcze przynajmniej dwie inne firmy, ale nie bardzo chce mi się bawić w dodatkowe testy. 

Jedyną wg. mnie wadą tego systemu jest nieekologiczność pomiędzy wysyłką a marnotrawstwem opakowań. Ogólnie jednak jest to naprawdę niezłe rozwiązanie dla bardzo zajętych ludzi: ktoś inny układa ci menu, robi zakupy i postawia pod sam nos, ty tylko gotujesz i zjadasz. 

Poza obiadami mam też doroczną działkę warzyw z miejscowego gospodarstwa rolnego. Pomiędzy jednym a drugim wypady po zakupy spożywcze stały się krótką i nawet przyjemną eskapadą.

Dodam, że moja wybrana firma oferuje też prenumeratę wina (małe, półlitrowe butelki, 6 na miesiąc), które przychodzą z opisem winnic i atrybutów samego wina i są łączone z obiadami. Można się więc przy okazji dokształcić na temat wina.

Poza poprawieniem sobie kulinarnej jakości życia, cieszę się bardzo fajnym latem. Fakt, jest susza, ale mi to nie przeszkadza - w końcu przestałam marznąć. Gościliśmy tego lata mego tatę, pojechaliśmy na wakacje do Arizony - w końcu zobaczyłam Wielki Kanion, byliśmy na kilku świetnych biwakach. Poza tym kajaki, rowery, spacery, książki. No i oczywiście pracuję pełną parą nad dwoma projektami, które jak do tej pory bardzo dobrze idą, a projektowanie obu rozwiązań przychodzi mi łatwo i sprawia dużo radości. Moja młoda współpracownica, którą mi przydzielono sprawuje się rewelacyjnie i muszę przyznać, że praca w parze jak do tej pory sprawdza się rewelacyjnie.

20:12, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (4) »
czwartek, 18 września 2014

Jest sezon na pomidory i co tydzień napływają do nas m.in. spore ilości wszelkich gatunków pomidorów z "naszej" farmy (mamy sezonową "prenumeratę" warzyw z miejscowego gospodarstwa rolnego, tzw. farm share). Sezon zaczął się deszczowo i początkowo zajadaliśmy się głównie sałatą i rukolą, w końcu jednak wszystko obrodziło fantastycznie. Nie ma nic lepszego niż soczyste pomidory w ogromnych ilościach, delektuję się więc nimi do oporu. Moja ulubiona forma ich konsumpcji to sałatka pomidorowa: pokrojone pomidory z awokado i/lub innymi warzywami z oliwą z oliwek i odrobiną sosu sojowego.

Odkryciem tego sezonu są dla mnie również tomatillo, które, chociaż do pomidorów podobne, mają dużo gęstszą konsystencję miąższu i najlepiej spożywa się je po przyrządzeniu termicznym. Wg. Wikipedii po polsku nazywa się to-to miechunka pomidorowa (brr). Podsmażone w jajecznicy są po prostu niebem w gębie!

16:11, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (7) »
środa, 18 czerwca 2014

Albo malinowe, truskawkowe, winogronowe - w zależności od owoca lub dżemu jaki macie :).

To jeden z moich ulubionych przepisów, a ja z tych raczej niepiekących. Łatwe w przyrządzeniu i niebo w gębie. A teraz kiedy jest sezon rabarbarowy - tym bardziej. Z góry przepraszam za miary imperialne, proszę samemu sobie przeliczyć ;).

Przepis jest na blachę 8 x 8 lub 9 x 9 cali, na długą blachę - podwajam. A w ogóle to piekę w szkle, a nie w blasze, ale to pewnie nie ma znaczenia.

1/2 szklanki masła - miękkie
1/2 szklanki brązowego cukru
1 szklanka mąki
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia albo sody
1/8 łyżeczki soli
1 szklanka płatków owsianych górskich

3/4 szklanki dowolnego dżemu (polecam rabarbar i malinę)

Wszystko oprócz dżemu wymemłać na masę, najlepiej ręcznie. 1/3 masy zostawić, a 2/3 wmemłać na równo na dno blachy paluchami, żeby był ładny równy spód. Na to napaskudzić dżemem i wyrównać jakąś szpatułką, tylko nie przy samych krawędziach. Jeśli macie świeże owoce, to trzeba je najpierw przesmażyć na papkę z odrobiną cukru. Na warstwę papki owocowej należy wrzucić kruszyny pozostałej masy, w stylu kruszonki na szarlotce. Wypiek wygląda zresztą jak szarlotka. Piec 35-40 minut na 350 stopni F.

Tak, wiem, to miały być ciasteczka. Po wyjęciu dać trochę się ostudzić po czym pociąć ciasto to-be ciasteczka w kwadraty. Jeśli nie pokroicie teraz a dacie wystygnąć, do tego zadania potrzebna będzie piła motorowa. Pokrojone ale nadal w blasze wsadzić do lodówki, potem powyjmować kwadraty z blachy na talerzyk. 

P.S. Jest 90 stopni F, a ja piekę. Nic nie poradzę, że rabarbar jest teraz, a nie w styczniu.

01:27, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (9) »
środa, 04 czerwca 2014

Nie dość że kwasowe to zielsko, to jeszcze wyjątkowo kreatywne. Pokolorowało mi uprzednio jednolity garnek tak:

Prawda, że pięknie?

sobota, 10 maja 2014

W zeszłym roku pisałam o latte o smaku dyni i o tym, że robię je w domu z użyciem kawiarki Bialetti, mleka i syropu. Po eksperymentowaniu z różnymi smakami tej zimy, m.in. czekoladą, karmelem i białą czekoladą, dokonałam prostego odkrycia: syrop klonowy komponuje się z kawą znakomicie! 

Syrop klonowy pozyskiwany jest w naszym regionie kraju na szeroką skalę i kupujemy go z tej samej farmy, z której kupujemy warzywa i miód. 

środa, 12 marca 2014

Kiedy się pracuje z domu w śnieżycę i nikt cię nie widzi...

Amerykanie gardzą sardynkami. Nie znam nikogo, kto by je jadł, na samo słowo każdy się krzywi. A jednak ktoś (poza mną) je kupuje, bo zawsze można je dostać w każdym supermarkecie. W puszce. Firmy Bumble Bee. Na której pisze: Product of Poland.

17:24, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (8) »
sobota, 01 lutego 2014

Kiedy byłam dzieckiem, mleko kupowało się w litrowych szklanych butelkach okapslowanych grubą aluminiową folią. Złotą, jeśli mleko było pełne, srebrną, jeśli chude. Po odkaplsowaniu nowej butelki przez naciśnięcie kciukiem w sam środek złotka ukazywała się gruba warstwa śmietanki, która odseparowała się od mleka i osiadła na jego wierzchu. Tę uważnie wybierałam łyżeczką i z lubością kota zjadałam.

Myślę, że ten dawno zapomniany zwyczaj na zawsze umknąłby mojej pamięci gdyby nie to, że znowu zbieram śmietankę z mleka. A to dlatego, że odkąd otworzył się rzeźnik, który sprzedaje mięso, nabiał i warzywa z miejscowych gospodarstw rolnych, i odkąd uzależniłam swego uprzednio niekawowego męża od picia latte w weekendy, zaczęłam tam kupować pełne mleko do weekendowych latte, a mleko to jest niehomogenizowane (nie mylić z pasteryzacją, pasteryzowane jak najbardziej jest). Ilekroć otwieram nową, niestety plastikową, butelkę, zanurzam łyżeczkę celem zdjęcia śmietanowego korka oddzielającego mleko od reszty świata. I oczywiście jej zawartość zjadam. Z lubością kota.

niedziela, 03 listopada 2013

PSL, czyli w skrócie po angielsku Pumpkin Spice Latte, to latte o smaku dyni z przyprawami, jeden z moich ulubionych smaków jesieni. O ile przez większość roku jestem kawoszem "prostym" - pijam ciemnopaloną kawę ze śmietanką half-and-half, czyli pół na pół mleko ze śmietaną (to jest gotowy produkt, niczego nie trzeba mieszać), o tyle jesienią poddaję się od czasu do czasu albo latte o smaku dyni, albo zwykłej kawie z odrobiną syropu o tym smaku - gdyż kawie smak nadaje właśnie syrop czy sos, jak kto woli. 

Pumpkin spice to mieszanka przypraw wykorzystywana przede wszystkim do pieczenia placków z dyni, ale jesienią amerykański rynek spożywczy jest cały pomarańczowy od promocji najróżniejszych napojów i słodyczy o tym smaku. Przyprawa do dyni to coś jak przyprawa do piernika - jest mieszanką kilku przypraw, które składają się na unikalny ostrawo-słodkawy smak. Składa się z cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej i korzennika (allspice) lub goździka. Syrop, poza przyprawami, składa się oczywiście z cukru i pomarańczowego barwnika.

Ostatnio latte o smaku dyni robię w domu z użyciem ciemno palonej kawy przyrządzonej w kawiarce, syropu i pełnotłuszczowego spienionego mleka. Weekendowe poranki stały się jeszcze atrakcyjniejsze. 

A co jest Waszym ulubionym smakiem jesieni?

13:57, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (5) »
wtorek, 08 października 2013

W sezonie letnio-jesiennym (czerwiec - listopad) mam wykupioną "działkę" warzyw z miejscowego gospodarstwa rolnego, mam też całoroczny dostęp do lokalnego rzeźnika i koleżankę z klubu kajakowego, która kupiła z mężem małą farmę i teraz dwa razy w roku hoduje sobie i znajomym kurczaki, indyki i świnie (dla mnie tylko drób z racji małego zamrażalnika). Ostatnio zastanawiałam się jak mogę sobie uatrakcyjnić miesiące zimowe, kiedy zakupy muszę robić w żmudnym trybie ręcznym, a większość owocowo-warzywnej "świeżyzny" przebywa tysiące mil, aby umilić mi podniebienie po zakupieniu w supermarkecie. Pomyślałam, że skoro na Florydzie hoduje się cytrusy, to pewnie można sobie zaprenumerować wysyłkowo na podobnej zasadzie jak warzywa z farmy. Okazuje się, że faktycznie można. Opcji jest bez liku, od wszelkich gatunków i rozmiarów do wyboru do koloru, po opcje częstotliwości wysyłki. Tak więc od listopada do kwietnia będę co miesiąc dostawać paczkę z pomarańczami i grejpfrutami. Zima zapowiada się soczyście.

czwartek, 22 sierpnia 2013

W swojej kuchni na co dzień w ogóle nie używam śmietany, tymczasem ostatnio nie tylko zaczęłam używać słodkiej, ale też z okazji napadu ogórków zakupiłam kwaśną celem zrobienia - pierwszy raz od jakiś 120 lat - mizerii. O ile dobrze pamiętam w kraju nad Wisłą sprzedawano śmietanę w butelkach o określonym % tłuszczu, a to czy była słodka czy kwaśna zależało od tego czy jest świeża. W kraju nad Mississippi natomiast sprzedają kwaśną w kubeczkach w różnych odmianach oraz słodką w karonach, też w różnych odmianach, ale jako zupełnie inne produkty, co sporadycznie przysparza mi kłopotów jako śmietanowemu antytalenciu. Ale odbiegam od tematu: wylizawszy łyżkę po kwaśniej śmietanie doszłam do wniosku, że smak ten nieodmiennie kojarzy mi się z Polską. Mizeria natomiast wyszła taka sobie - jakby pusta w smaku.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
statystyka