Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA

Ameryka Płn

czwartek, 26 maja 2016

Od pewnego czasu rozglądamy się za miejscem do przeprowadzki gdzie niebo jest bardziej niebieskie, powietrze bardziej rześkie, słońce promienniejsze, podatki niższe, ludzie milsi, samopoczucie lepsze i w ogóle raj, nieprawdaż. Poszukiwania huśtają nam się od wybrzeża do wybrzeża, mąż analizuje statystyki zachmurzenia, ciśnienia barometrycznego, wilgotności powietrza, rynku pracy (sobie, bo moja praca jest przenośna) i takich tam innych stóp podatkowych, podatków od nieruchomości, podatków stanowych od przychodów i w ogóle. Przez moje ostatnie podróże od wybrzeża do wybrzeża i z północy na południe z bólem dotarło do mnie, że jest jeszcze jeden czynnik, który może zepsuć całą zabawę, czyli pory wschodów i zachodów słońca, które, jak to uczono sto lat temu na geografii, nie są identyczne wszędzie, a różnią się w zależności od długości i szerokości geograficznej. Naprawdę!

Jestem dzieckiem północy. Suwałki, gdyby leżały na kontynencie Ameryki Północnej, byłyby odpowiednikiem położenia w północnej Kanadzie, tymczasem Syracuse jest na wysokości włoskiego Rzymu (włoskiego, bo nieopodal Syracuse mamy miejscowość o nazwie Rzym, a jakże, mamy nawet Polskę). Tak więc przyzwyczajona byłam do cudownie długich letnich wieczorów i kretyńsko wczesnych wschodów słońca latem. Uwielbiałam. Potrafiłam wstać o 3 rano po to tylko, żeby przechadzać się z przyjaciółką o tym bladym świcie i cieszyć się dniem i pustymi ulicami sąsiedztwa. To, że dni zimowe były nieludzko krótkie nigdy nie zaprzątało mojej uwagi. Kiedy więc jako osoba dorosła przeprowadziłam się do Syracuse, latem zwyczajnie BOLI mnie jak późno wstaje słońce i jak wcześnie zachodzi. Boli mnie co rok. To, że zimą dni są dłuższe nie obchodzi mnie w ogóle - i tak są za krótkie, i tak wychodzę z pracy po ciemku. Co lato tęsknię do długich, długich letnich dni, a przecież za tak niewieloma rzeczami z przysłowiowego "starego kraju" tęsknię.

Ostatnio znów byłam na Florydzie. Jest późna wiosna. Wychodzę do pracy o 6 rano. JEST CIEMNO. Zupełnie jak zimą. Tak, pięknie, ciepło, palmy i w ogóle, ale wieczory też nie są zbyt długie. I teraz zadaję sobie pytanie, czy byłabym w stanie, czy chciałabym, zmienić klimat kosztem dłuższych letnich dni? Mój umysł został tak jakoś zaprogramowany, że późne wschody i wczesne zachody porą letnią mnie dobijają. 

W czerwcu lecimy na wakacje do Arizony. Moja szwagierka mieszka tam już od lat i uważa ten stan za najlepsze miejsce do mieszkania w USA (poza tym, że tam sobie człowiek raczej nie pokajakuje). Już wiemy kiedy tam wschodzi i zachodzi słońce i jest to raczej rozczarowujące. Tak, świetna pogoda, ale ciemno, ciemno...

Myślę, że najlepiej spędzałoby mi się lato w północnej Kanadzie, a pozostałe pory roku na południu Stanów. Kto by pomyślał, że głupie pory wschodów i zachodów słońca latem pozostawią na mnie takie piętno.

środa, 21 października 2015

Wchodzę do atrium biurowca w najwyraźniej popularnej minucie przed ósmą. Po drugiej stronie schodów zgromadził się pokaźny tłum. Zastanawiam się co się stało. Po chwili konstatuję, że tłum czeka na windę. W budynku dwupiętrowym.

wtorek, 24 lutego 2015

Wszystkim chyba wiadomo, że w tym roku zima jest wyjątkowo paskudna nie tylko w centralnej części stanu Nowy Jork, ale w większości USA nie wyłączając południowych i zachodnich stanów. W Las Vegas padał śnieg, południowe stany pozamarzały, Boston został zakopany w śniegu, masa wypadków samochodowych - zimie nie widać końca, ciągle tylko nowe nawały śniegu i mrozu.

Mamy 3 nowe lokalne rekordy odkąd meteorolodzy zaczęli pomiary w Syracuse w 1902 roku:

1. Luty to najzimniejszy miesiąc od 1902.

2. Luty to jedyny miesiąc ostatnich 113 lat, w którym temperatury ani razu nie wzrosły powyżej 0 stopni C.

3. Osiągnęliśmy największą ilość dni w ciągu kalendarzowego roku (jak do tej pory 20), kiedy temperatura była poniżej 0 stopni F, czyli -18 stopni C.

Zdecydowanie jest to najsurowsza zima, jakiej udało mi się doświadczyć na własnej skórze. Świat dosłownie skurczył się od nawału śniegu, który dramatycznie pozwężał drogi, zakopał chodniki, i obwalił pobocza śniegowymi murami obronnymi, zza których nic nie widać. Dodam, że jest to również jedna z najbardziej słonecznych zim w Syracuse jakie udało mi się zaobserwować przez ostatnie 15 lat. Czuć też powiew wiosny: poćwierkują ptaki, słońce grzeje bardziej intensywnie, dni się robią coraz dłuższe. Jest nadzieja, że może odtajemy do września.

http://www.syracuse.com/weather/index.ssf/2015/02/syracuse_sets_another_record_for_cold_weather_in_february.html#incart_m-rpt-1

sobota, 25 października 2014

Jeżeli wszystko dobrze pójdzie z nową pracą, umożliwi mi ona w miarę bezstresowe danie nogi z krwiopijczego stanu Nowy Jork dużo szybciej niż nasz pierwotny plan 10-cio letni. Głównymi powodami, dla których nie zamierzam tu mieszkać na dłuższą metę są:

1. Niebotycznie wysokie podatki od nieruchomości.

2. Wyższy niż w wielu innych stanach podatek dochodowy (stanowy oczywiście).

3. Paskudne zimy z efektem jeziornym (to tylko w zachodnio-centralnej części stanu).

4. Zawyżone w stosunku do reszty kraju ceny paliwa.

5. Zbyt kosztowna i liberalna polityka socjalna.

6. Zbyt dużo upierdliwych praw i restrykcji nakładanych na mieszkańców - stan jest często złośliwie nazywany "stanem-niańką."

Lubię tu mieszkać, ale jeżeli mogę zaoszczędzić znaczną część swoich ciężko zarobionych pieniędzy gdzie indziej, to tak zamierzam zrobić.

Myślimy o wyprowadzce za 3 lata. Czas ten przeznaczymy na mniejsze i większe remonty w domu pod kątem sprzedaży. Póki co myślimy o zamieszkaniu w północno-środkowej Południowej Karolinie, albo południowo-środkowej Północnej Karolinie, ale to się może zmienić, gdyż z moją pracą mogę mieszkać w miejscu kompletnie dowolnym, o ile jest to kontytentalne przylegające USA.

Marzy mi się uproszczone małe lokum, coś ergonomicznego i łatwego w utrzymaniu, bez kosiarek i śnieżnych pługów, bez sterty roboty zawsze czekającej na zrobienie.

piątek, 08 sierpnia 2014

Po raz drugi wybraliśmy się na wakacje do miasteczka Bar Harbor na wyspie Mount Desert Island w stanie Maine, gdzie znajduje się słynny park narodowy Acadia National Park. Poza piękną pogodą i widokami, kilka rzeczy jest wartych udokumentowania.

Wspinaczka na górę Bee Hive

Góra wygląda tak:

Jak się dobrze przyjrzycie na zdjęciu poniżej, widać ludzi wchodzących na górę:

Były metalowe szczebelki, co by ułatwić turystom wchodzenie:

Było też kilka półek skalnych:

Wejście na szczyt było ekscytujące i zdecydowanie inne od zwykłego szlaku. Dodam, że mieliśmy ze sobą dwoje dzieci w wieku 9 i 8 lat.

Kajakowanie po Atlantyku

Pływaliśmy po zatokach Frenchman Bay i Seal Cove, gdzie widzieliśmy morświny (delfinopodobne), oraz po cieśninie Somes Sound, gdzie widzieliśmy morświny i foki, które wygrzewały się na ledwo widocznym kamieniu. Było ich cztery, ale udało się uchwycić trzy. To i tak o trzy więcej niż zwykle, bo mniejsze morskie ssaki są zbyt szybie, żeby w ogóle na czas uruchomić aparat, a co dopiero zrobić zdjęcie. 

Poza tym, oglądaliśmy wieloryby 30 mil od wybrzeża, już z komercyjnego statku, nie kajaka.

niedziela, 20 lipca 2014

Wreszcie zabrałam się za umycie tych cholernych okien. Cholernych, bo uważam mycie okien za marnotrawstwo cennych godzin życia. Na dzięwięć lat mieszkania w swoim domu okna zdarzyło mi się myć dopiero drugi raz i to tylko na górze. Jedynym powodem, dla którego było zza nich jeszcze cokolwiek widać to to, że mieszkam w USA gdzie nie pali się węglem, tylko gazem naturalnym. Nie ma sadzy pokrywającej szyby, jest tylko zwykły kurz i pyłki. No i jest pleśń i mech przy uszczelkach, bo klimat paskudnie wilgotny. Ale to nie wszystko: są jeszcze wielkie larwy.

Suwane okna, gdzie dół podjeżdża do góry, albo góra zjeżdża do dołu, otwierają się również tak, że można je złożyć zewnętrzną szybą do środka do umycia. Otwieram i odchylam więc najpierw dolną, potem górną część, unoszę osłonę z siatką i nagle do środka sypie mi się siano. Takie drobne sianko przypominające ptasie gniazdo. Patrzę, a w szynie siatkowej osłony zakolegowało mi się rzędem stado wielkich larw. Dobrze im tam widać, bezpiecznie. Ponieważ po odczepieniu ich patykiem wydawały dość obrzydliwą woń, najlepszą metodą wydało mi się je wyodkurzać, więc tak zrobiłam. (W najbliższym czasie NIE planuję opróżniać kanistra odkurzacza.) Larwy były we wszystkich oknach, niektóre kokony były puste i suche, ale większość wydała się zamieszkana.

Zastanawiam się teraz, czy akt eksmisji był słuszny. W końcu po pierwsze, one mieszkały na zewnątrz mojego domu, a nie wewnątrz, więc w sumie co mi do tego. Po drugie, skoro miejsce już było zamieszkałe, nikt nowy by się (chyba?) nie wprowadził. A tak, jeśli znowu będę kiedyś myła okna (no dobrze, przyznaję się, że obiecałam sobie robić to teraz raz do roku), pewnie znowu będę odkurzać siano.

Wie ktoś może, czym są moi byli lokatorzy?

 

środa, 09 lipca 2014

Mieszkamy (-liśmy?) we w miarę stabilnym klimacie, tymczasem wczoraj tornado zabiło 4 osoby o rzut kamieniem od mojej pracy. Rzucało domami, samochodami. Nigdzie już chyba nie jest bezpiecznie. Więcej informacji tu.

Jako ciekawostkę dodam, że National Weather Service, czyli krajowy serwis pogodowy, wysyła ostatnio ostrzeżenia na komórkę przed anomaliami pogodowymi w rejonie, w którym dana komórka się znajduje. Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy wczoraj w porze obiadu telefon zaburczał nieznanym mi dźwiękiem i zostałam poinformowana, że do mego regionu nadciąga tornado i mam szukać schronienia. Powiadomienia przyszły tylko na smarfona, a na głupie telefony już nie, chociaż powinny dojść do wszystkich.

poniedziałek, 07 lipca 2014

W miniony weekend Stany Zjednoczone obchodziły 238. urodziny. 4 lipca - Dzień Niepodległości - zawsze obchodzony jest bardzo hucznie, a w tym roku tym bardziej, bo wypadł w piątek, co oznaczało długi weekend. Obchody to wyjazdy, fajerwerki, pikniki, zgromadzenia rodzin i przyjaciół, świeże powietrze, dużo alkoholu i wypadki typu utrata rąk lub palców.

My spędziliśmy weekend w górach Adirondack biwakując. Poszliśmy pod prąd i zamiast jechać do miasteczka na oglądanie fajerwerków, oglądaliśmy zachód słońca. Pole biwakowe, napakowane do ostatniego poletka, było tamtego wieczoru kompletnie opustoszałe, bo wszyscy wybrali się na pokaz fajerwerków. Późnym wieczorem zrobiło się głośno, bo ludziska wrócili i świętowali do późnej nocy, za to ranek był wyjątkowo długo cichy jak makiem zasiał, bo każdy z kolei odsypiał. Dziś naród snuje się niemrawo i odpoczywa w pracy.

wtorek, 01 lipca 2014

Dusimy się we własnym sosie. Dobrze, że pracuję, bo w biurze klima, ale szkoda mi psa - on upały bardzo źle znosi.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

W weekend zaniosło nas kompletnie nam nieznaną trasą pomiędzy dwoma dobrze znanymi punktami. Trasa urzekła pięknem krajobrazu i dziesiątkami wielkich turbin.

Trasa wiodła drogą Rt 177 od Lowville nieopodal lewej granicy z górami Adirondack a jeziorem Ontario. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
statystyka