Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA

Zwierzęta

środa, 17 września 2014

Na naszej działce namiętnie polują koty z sąsiedztwa doprowadzając naszego psa do szewskiej pasji. Stąd mamy oplute okno. Dziś rano znaleźliśmy na wjeździe świeżutką daninę: malutkiego, ślicznego, aczkolwiek nieżywego kreta. Nie było też wątpliwości, z której części naszej działki został wykopany, bo były tam ślady łap, rozorany tunel i dziura. To prawie tak jakby kot zostawił tabliczkę: Widzisz, ja się przydaję. Masz tu na pociechę.

sobota, 06 września 2014

Kiedy biwakujemy z pudlem i papugą i zabieramy papugę na spacery razem z psem, oraz śpimy w tej samej blaszanej puszce z obydwoma zwierzakami, jesteśmy ekscentryczną nowością dla naszych sąsiadów. Niemniej jednak ktoś nas w minionym tygodniu przebił: była para z dwoma wielkimi białymi puchatymi psami i udomowioną świnią. Boskie!

Od kilku lat interesuję się udomowionymi miniaturowymi świniami, ale zdecydowanie nie jako dodatek do moich dwóch zwierzaków, których mi zdecydowanie na dzień dzisiejszy wystarcza, ale jako opcję w jakiejś dalekiej przyszłości. Świnie są bardzo inteligentne.

Jeśli chodzi o spanie z psem w przyczepie, bestia wcale nie zajmuje 25% powierzchni szerokości, a dobre 30%+. W rezultacie nauczyłam się spać na wampirka, tj. podczas spania na plecach krzyżuję przedramiona na piersi, bo ręce wzdłuż ciała mi się zwyczajnie nie mieszczą (tzn. wszystko zależy od tego jak pies akurat śpi). Od czasu do czasu muszę przestawiać łapy, bo lądują na mnie w dziwnych miejscach, albo przez sen puchacz kopie niczym kangur. Całe szczęście lubię spać na boku. A świnia to przynajmniej krótkie nogi ma.

środa, 05 marca 2014

Zgadłby ktoś, że papuga lubi spać pod kocem? Moja lubi. Odkryliśmy to przypadkowo. Kiedy na noc zakrywamy klatkę kocem, czasem kiedy jest wcześnie zostawiamy przód otwarty żeby Cooper mógł sobie jeszcze posiedzieć na swoim balkonie. Okazało się, że lubi włazić pod koc i tam zasypiać, zwłaszcza jeśli koc zakrywa przestrzeń z drążkiem, skąd go potem trudno wydobyć, bo się złości. Lubi się też miziać  kocem, trzeć o niego jak kot, podryzać i bawić. W końcu "zainstalowałam" mu poszewkę od małej poduszki w środku klatki, żeby miał gdzie się wtulić o dowolnej porze. Uwielbia!

A skoro już o spaniu mowa, drugie zwierzę kieruje się nie tylko wygodą, ale także bliskością swojego stada.

piątek, 29 listopada 2013

Zawsze się zarzekałam, że nigdy przenigdy nie będę wstawać o nieludzkiej godzinie w czarny piątek, jak czyni wielu Amerykanów. W tym roku było inaczej. Najpierw wstałam o 3-ciej, potem po 4-tej, a od 4:30 do 5:00 szlifowałam z psem chodniki w narzuconej na piżamę puchowej kurtce.

Wizyty z psem u kogokolwiek, kiedy w grę wchodzi nocleg i inny pies, prawie zawsze są porażką. Pomimo, że psy się dogadują, mój pies jest zbyt poddenerwowany nową sytuacją i przeważnie odbija się to mu na zdrowiu. Nie zje - ma problemy z żołądkiem, zje co nie trzeba - ma problemy z żołądkiem, odwodni się - ma problemy z żołądkiem. Jakby na to nie patrzeć, jak nie urok to sraczka, a efekt jest taki, że podczas takiej wizyty prawie nigdy nie możemy się zrelaksować, bo wcześniej czy później coś rypnie z psem i trzeba się nim zajmować jak niemowlakiem. Chodzi w tę i nazad, nie usiądzie, nie położy się, chce wyjść, chce wejść i tak w kółko. Wizyty z psem trzeba po prostu skreślić z listy dostępnych opcji - jak opiekunka nie może go wziąć, znaczy mamy siedzieć w domu.

Wszyscy idą na zakupy, ja z torebką czekam kupy.

poniedziałek, 11 listopada 2013

W ten weekend mieliśmy gości z Virginii. Mój pies uwielbia gości, bardzo się wtedy ożywia. Poza tym, że bywa nachalny w wymaganiu pieszczot i nie umie się zachować przy małych dzieciach, jest dość dobrze wychowany i od lat nie wyrządził żadnych szkód materialnych, dzięki czemu cieszył się naszym pełnym zaufaniem. Niesłusznie, jak się okazało, bo wczoraj zeżarł szwagrowi słuchawki do telefonu. Może nie tyle zeżarł, co zmiażdżył na drobinki. Pies ma absolutnego świra na punkcie czegokolwiek co dotyka wnętrza ludzkiego ucha i przejadł swoje jeśli chodzi o korki do uszu, których strzeżemy jak złota. Ma też na koncie jedną słuchawkę Bluetooth. Zupełnie nie przyszło nam do głowy ostrzec gości, aby trzymali podobny sprzęt poza zasięgiem, ale uczynimy tak w przyszłości. Że też nikt jeszcze nie wpadł na pomysł na produkcję psich ciastek o smaku ucha.

Od lat wieszam przed domem karmniki, przy których gromadzą się tłumnie wszelkiej maści ptaki, wiewiórki, wiewiórki ziemne, a nawet zające. W weekend uwielbiam obserwować cały ten kiermasz, wygląda ciut nie z bajki o królewnie Ścieżce, brakuje tylko sarenek i śpiewu. Gołębie koło wiewiórek, drobne wojny pomiędzy ptakami - taki zwykły raban. Wszystko było dobrze aż do piątku. Wracam z pracy, a tu calutki ganek mam pokryty łuskami nasion słonecznika i ptasimi odchodami. Skąd im się to wzięło, żeby nagle brać nasiona "na wynos" i pożerać je nad gankiem siedząc na rynnie?! Obrażona w ten weekend nie uzupełniłam bufetu.

piątek, 27 września 2013

Moja papuga też karmi psa, ale zrzuca jedzenie na podłogę i potem patrzy, jak pies je. Tymczasem można w bardziej cywilizowany sposób, proszę bardzo:

 

(Jorge Alberto Magaña)

wtorek, 10 września 2013

Czyli o niedziubkowaniu się z papugą po śniadaniu.

Mąż rano:

-Did Cooper get hot pepper today?
-Yeah.
-My lips are on fire!

Przynajmniej wiem, że dzieciak zjada swoje warzywa.

wtorek, 23 lipca 2013

Cooper ma pszczółkę. Dostał ją od swojej opiekunki wakacyjnej. Na punkcie pszczółki oszalał. Potrafi z nią wysiadywać godzinami: to ją delikatnie skubie, to ociera ją sobie o dziób, to drapie się nią za uchem, albo zakłada ją sobie za głowę i pociera nią piórka, albo po prostu trzyma ją w łapie w trakcie przeczesywania sobie piórek. Potrafi zejść na sam dół klatki tylko po pszczółkę, która mu upadła. 

Gdzie ja znajdę drugą taką pszczółkę jak tej zabraknie? Gdzie sprzedają takie mikropluszaki?

P.S. Przepraszam za kiepską jakość zdjęć, ale nijak nie byłam w stanie skłonić aparatu do ustawienia poprawnie ostrości. Obiecuję Wam jednak, że kiedy para osławionych fotografów odwiedzi mnie tego lata, ładnie ich poproszę o przeprowadznie profesjonalnej sesji zdjęciowej z pszczółką oraz o zgodę opublikowania papuzio-pszczółkowych zdjęć.

środa, 17 kwietnia 2013

Gazowy kominek w saloniku ma blaszaną rurę odprowadzającą spaliny do wylotu komina. Ilekroć pada deszcz, krople donośnie stukają o blachę i słychać je doskonale w środku. Ostatnio coraz częściej przytrafiają się nam prywatne stukkoncerty dzięcioła stukającego w szczyt komina. Wrażenie dość niesamowite: turbo-stukot, pauza, turbo-stukot, pauza. Równie dobrze mógłby stukać w ścianę od wewnątrz, tak dobrze się niesie. Jak się człowiek wystarczająco cicho wymknie z domu, to nawet może go (ją?) poobserwować w akcji. A wszystko przez inwazję niezidentyfikowancych robali na kominowej ścianie, które dzięciołowi najwyraźniej smakują. Niestety ostatnio spryskaliśmy i koncerty się skończyły. Robale (miejmy nadzieję), też.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
statystyka