Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
poniedziałek, 23 listopada 2015

W czwartek Święto Dziękczynienia, a u mnie już głowa pełna zapachu żurawin i dyni piżmowej oraz oczekiwania na czterodniowy weekend... Już nic mi się nie chce, choć świat wcale nie zwolnił. 

Dostałam wezwanie na ławnika, więc tylko to mi trochę zatruwa spokój. Mam dzwonić codziennie żeby się dowiedzieć, czy mój numerek wypadnie czy nie. W zeszły piątek nie wypadł, a dziś się zobaczy. To dla mnie nowe doświadczenie, potenjalnie ciekawe a jednocześnie z bardzo realną możliwością pokrzyżowania mi wszystkich planów, zarówno prywatnych jak i służbowych.

Do końca roku pozostał mi tylko jednen (1!) pełny tydzień pracy. W tym tygodniu święta; w przyszłym ów pełny tydzień; kolejny tydzień też pełny, ale u klienta na Florydzie, więc chodziaż będę szkolić to roboty nie popcham, więc się nie liczy; potem znów wyjazd do Greenville na firmową imprezę świąteczną - 6 dni poszło się paść, bo wyloty, przyloty, spotkania i gdzieś tam trzeba odetchnąć; w tym samym tygodniu już BN; potem Nowy Rok. No a potem to już se można wpadać w depresję i cieszyć się PEŁNYMI tygodniami pracy aż do maja.

Robota goni, czas goni, wszystko goni. Normalnie chcę ten czas złapać za ogon i zatrzymać, żeby tak nie pędził, z wyjątkiem tego tygodnia, kiedy odliczam do czwartku.

wtorek, 17 listopada 2015

Magia sprzątania (ang. The Life-Changing Magic of Tidying Up: The Japanese Art of Decluttering and Organizing) to tytuł książki Marie Kondo o magii porządkowania. Bo sprzątanie (cleaning) to nie to samo co porządkowanie (tidying), no ale polski tytuł wyszedł dużo zgrabniej brzmiący, chociaż mniej dokładny w przekazie, od angielskiego. Oryginał jest, domyślam się, po japońsku.

Książka, pomimo irytującego wstępu w deseń "taka jestem ważna i popularna" oraz pewnych fragmentów, które pozostawiają czytelnika w lekkiej wątpliwości czy autorka jest w porywach zdrowa na umyśle, jest naprawdę dobra. Dobra dlatego, że pomaga zrozumieć psychologię rozstawania się z przedmiotami i daje praktyczne wskazówki, wraz z uzasadnieniem, jak podejść do oczyszczania swojej przestrzeni z lat zakumulowanych dóbr. Wprawdzie sama jestem na etapie około 80% odrguzowywania, i niezgodnie z opinią autorki czynię to nie na raz, a na raty, za to z dobrym rezultatem, książka dodatkowo utorowała i oświetliła mi drogę nowymi wskazówkami i pomysłami.

Odkąd skończył się sezon biwakowy, sprzątanie, organizacja i nawet gotowanie (!) przyczepiły się do mnie jak rzep do psiego ogona. Tak zorganizowanej i błyszczącej chałupy nie miałam chyba jeszcze nigdy. Myślę, że jest to mój mechanizm obrony przed stresem w pracy. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

It IS about Islam to książka Glenna Becka, którą zaczęłam czytać jeszcze przed atakami w Paryżu i polecam wszystkim, którzy czytają po angielsku. Tylko tyle i aż tyle. To nie jest blog polityczny i nie zamierzam tu otwierać dyskusji na ten temat, ale informacje zawarte w książce są warte znania, nawet jeśli nie jest się fanem opinii autora.

piątek, 13 listopada 2015

Mamy dwa samochody VW TDI. Tak, dwa całkiem nowe, ale obecnie zniesławione brudne diesle. Odkąd wybuchł skandal z emisjami, nasza skrzynka na listy notorycznie zapełnia się korespondencją wokół tematu w natępujących kategoriach:

  • Listy od biur prawniczych z całego kraju: Nie czekaj na proces zbiorowy, pozwij już teraz. Dostań pieniądze, wyduś pieniądze, wyciśnij pieniądze teraz i indywidualnie. My ci pomożemy. Należy ci się. Jesteś ofiarą. Okłamali cię. Zemść się.
  • Listy od Volkswagena: Przepraszamy. Zawiedliśmy twoje zaufanie. Damy ci kasę i pomoc drogową na dwa lata za darmo. Możesz otworzyć kartę kredytową z załadowaną sumką pieniędzy. No i jeszcze wszyscy dostaną konkretną większą sumkę. Naprawimy, będzie dobrze.
  • Listy od dealerów samochodowych: Bosz, masz brudną cytrynę, ale my ci pomożemy to naprawić. Jeśli teraz kupisz od nas samochód, to dostaniesze niesamowity rabat a na dodatek odkupimy od ciebie tego brudasa. Pozbądź się brudasa już teraz, bo jest be.

Męczące to jest okrutnie, ale cóż. Ma się brudasa, kocha się brudasa, będzie się brudasem jeździć tak długo, aż nie padnie albo się nie znudzi.

Nie, że mnie to nie obchodzi. Obchodzi mnie. Obchodzi mnie środowisko, ocieplenie klimatu, oraz fakt, że ktoś zwyczajnie okłamał setki tysięcy ludzi dla zysku, bez sumiena i z pełną świadomością konsekwencji wypuszczenia takiego samochodu do użytku. Wielu ludzi - w tym ja - nie kupiłoby tego diesla gdyby prawda o emisjach była znana. Ale faktem jest, że jeśli go teraz sprzedam, nie zrobi to żadnej różnicy, bo będzie nim jeździł ktoś inny. Przynajmniej pali o niebo mniej od "czystych" monstrualnych SUV.

Jestem rozczarowana firmą VW, ale nadal kocham swój samochód. Za to wiem na pewno, że ten skandal zdecydowanie będzie miał wpływ na moje przyszłe zakupy samochodowe. 

piątek, 23 października 2015

Pomimo, że ogólnie staram się unikać tematyki wojennej, kilka książek, które mnie zachwyciły i poruszyły są o tematyce wojennej. O pierwszych dwóch na liście już kiedyś pisałam, za to ostatnie dwie są w miarę nowe i tylko jedna jak dotychczas doczekała się polskiego tłumaczenia. Nie wątpię jednak, że doczeka się i druga.

  • Hotel słodko-gorzkich wspomnień autorstwa Jamie Ford
  • Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek autorstwa Mary Ann Shaffer i Annie Barrows
  • Światło, którego nie widać autorstwa Anthony Doerr - nagroda Pulitzera 2014, dopiero niedawno wydana w Polsce, II wojna światowa
  • A Constellation of Vital Phenomena autorstwa Anthony Marra - również nagrodzona, tematyka dwóch wojen w Czeczeni, chyba jeszcze nie przetłumaczona na polski, ale jeśli czytacie po angielsku, to serdecznie polecam
środa, 21 października 2015

Wchodzę do atrium biurowca w najwyraźniej popularnej minucie przed ósmą. Po drugiej stronie schodów zgromadził się pokaźny tłum. Zastanawiam się co się stało. Po chwili konstatuję, że tłum czeka na windę. W budynku dwupiętrowym.

wtorek, 22 września 2015

To, gdzie teraz jestem w ogromnej mierze zawdzięczam swojemu znajomemu z Indii, Satyanowi. Traf chciał, że nasza wspólna znajoma nas ze sobą zapoznała. Satyan akurat kończył studia magisterskie z zarządzania informacją na miejscowym uniwersytecie i bardzo sobie ten kierunek chwalił jako uniwersalny i przyszłościowy. Zainteresowałam się, a Satyan przedstawił mnie pani dziekan. Po rozmowie z nią ustaliłyśmy, co muszę zrobić, żeby się dostać. Było pod górę, kazali mi skończyć inne, dwuletnie studia informatyczne w międzyczasie, bo mój polski licencjat był niewystarczający w porównaniu do tutejszego Bachelor's degree. No to skończyłam najpierw te dwuletnie, a potem te magisterskie.

Na moim kierunku było dużo Hindusów. Odzwierciedleniem tej demografii jest teraz branża IT. Wprawdzie w branży konsultingowej pracuję w większości z Amerykanami z urodzenia i garstką emigrantów z Europy, obserwuję, że wydziały dużych firm, zwłaszcza w dziedzinach intergracji i programowania, mają w więszkość hinduskie zespoły, i to nie tylko z punktu widzenia etnicznego, ale też lokalizacji. Projekt nad którym pracuję składa się z dwóch zespołów: mojego i  klienta. Zespół klienta zajmuje się integracją mojego systemu z ich systemem i składa się w większości z Hindusów, których część pracuje bezpośrednio dla firmy w Stanach, część na umowę-zlecenie również w Stanach, a jeszcze inna część na umowę-zlecenie w Indiach. Tym sposobem pracujemy tak naprawdę z trzema różnymi zespołami pod jednym parasolem i w co najmniej trzech strefach czasowych w samym USA nie wliczając dodatkowych stref czasowych w Indiach. Spotkania więc wypadają na różne dziwne godziny, zdarza się, że osoba po drugiej stronie globu zasypia podczas rozmowy, są problemy z odbiorem, echem i opóźnieniami, każdy mówi z jakimś łatwiejszym lub trudniejszym do zrozumienia akcentem, używa innych słów do opisu tej samej rzeczy, a przy projekcie pracuje tyle osób, że pół dnia schodzi na ganianiu dziesiątek e-maili, bo kilka projektów jest połączonych i często nie wiadomo, który kawałek do kogo należy. Kierowniczka zespołu mojego kawałka jest bardzo zorganizowana i kompetentna, ale i tak jest trudno. Czasem zastanawiam się, jak to jest możliwe, że cokolwiek udaje się zrobić, i że taka metoda jest tańsza (?), niż zatrudnianie mniejszego, ale miejscowego zespołu.

17:20, anetacuse , Praca
Link Komentarze (4) »

Biegunka umysłowa polega na tym, że w momencie kiedy osoba budzi się ze snu, jej umysł zalewa masa częściowych lub gotowych uporządkowanych rozwiązań do konkretnych problemów lub zadań, nad którymi dana osoba pracuje. Umysł, układający sobie różne kawałki układanki za kulisami i najwyraźniej w czasie snu, w momencie obudzenia po prostu wylewa wnioski i wyniki niczym drukarka włączona po nocy nieaktywności, która nazbierała zlecenia wydruków z całej doby a może nawet i tygodnia, a na dodatek wypluwa je w takim tempie, że człowiek nie wie, czy ma łapać za kartkę i długopis, czy po prostu mieć nadzieję, że za kolejne dwie godziny będzie to nadal pamiętał. Ja wiem, że to jest bardzo brzydkie porównanie, ale intensywność tego doświadczenia przypomina mi dokładnie TO.

Odkąd pracuję nad nowym projektem, zjawisko to napada mnie często. Na dodatek miewam częste "objawienia" w najmniej spodziewanych momentach dnia, najczęściej w czasie wolnym od pracy, czyli w weekendy. Muszę przyznać, że choć bywa to męczące, wdzięczna jestem, że moja szara masa tak kapitalnie ułatwia mi życie.

01:17, anetacuse , Praca
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 września 2015

Przyjechałam do fabryki przed czasem. Mój kontakt nie jest jeszcze gotowy. Nic, myślę, zajdę sobie do pokoju konferencyjnego i poczekam, popracuję - w końcu po to mam identyfikator z paskiem magnetycznym do otwierania drzwi.

Pierwsze, zewnętrzne drzwi otwierają się bez oporu po przejechaniu kartą. Drugie, wewnętrzne, ani rusz. Nic, myślę, usiądę sobie spokojnie w poczekalni i zaczekam. Wyciągam lapka i zaczynam pracować. 

Byłam akurat w połowie jabłka, kiedy przez drzwi frontowe weszło dwóch ochroniarzy. Nie było żadnych wątpliwości, że przyszli po mnie. Ani, że wiedzieli dokładnie gdzie jestem i kim jestem. Mówią, że moja karta wygasła. Parę słów wyjaśnienia, podaję im nazwisko mojego kontaktu. Z telefonu na stoliku, zaraz przy moim lewym łokciu, dzwonią do głownej siedziby ochrony sprawę wyjaśniać. Mój kontakt już został poinformowany, ma do mnie dołączyć za parę minut. Moja karta zostaje ponownie uaktywniona. Panowie ochroniarze uznają, że mogą mnie bezpiecznie pozostawić samej sobie do czasu przybycia mojego kontaktu i wychodzą.

Kończę jeść drugą połowę jabłka. Wstaję, wyrzucam ogryzek. Z braku jakiejkolwiek serwetki oblizuję palce. Przy moim lewym łokciu dzwoni telefon. Patrzę na dzwoniący aparat. Nie, nie będę go odbierać, przecież ja tu nie pracuję. Pewnie był do tych ochroniarzy, co tu byli. Ale on uparcie dzwoni. Zaczynam mieć przeczucie, że ten telefon jest do mnie... Odbieram, z wahaniem, przedstawiając się z imienia i nazwiska.

"Jeśli chcesz umyć ręce, to łazienka jest z tyłu za rogiem."

02:52, anetacuse , Praca
Link Komentarze (2) »

Siedzę przy bramce odlotu na terminalu na lotnisku w Charlotte i czekam na samolot do Tampy. Wsypują mi się maile tuzinami, więc zacięcie pracuję wstukując odpowiedzi kciukami na telefonie niczym dzięcioł.

Z transu wyrywa mnie ogłoszenie przez system PA w poszukiwaniu pasażera X do Cancun: ostatni dzwonek, jeśli się nie pojawi, już za momencik polecą bez niego. Nie ma to jak potencjalna tragedia bliźniego żeby wzbudzić moje zainteresowanie. Myślę sobie, że trzeba być kompletnym idiotą, żeby być na lotnisku i nie załapać się na swój lot. Myślę, może kawę bym wypiła. A może nie. Patrzę, idzie pan. O, to chyba ten zgubiony pasażer. Obserwuję namiętnie. Nie spieszy mu się wcale. Czy on słyszał?! A może to nie jest jego samolot? Hehe, puściutki terminal i tylko on sam. Zaraz, nie sam, jest jeszcze jedna osoba. Ja.

Gorącą falą uderza we mnie panika. Bramka do Tampy jest tuż obok tej do Cancun, obie puste. Przy mojej nadal są pracownicy linii lotniczych. Nie, uśmiechają się do mnie miło, mam kupę czasu. Nic to, że wszyscy już zdążyli się załadować oprócz mnie. Uff. Załapałam się. Ten pan zresztą też.

Idiota?

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76
statystyka