Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
wtorek, 19 sierpnia 2014

Dziś pożegnałam swojego tatę po bardzo fajnym i pełnym przygód pobycie. Niestety ostatni dzień skończył się niemałą przykrością.

Tata kupił sobie piecyk turystyczny BioLite na drewno.

BioLite Stove 

Fot. http://biolitestove.com

Od dawna interesował się tym produktem i nadarzyła się zarówno okazja jak i niezła przecena. Piecyk zasilany jest drewnem, można na nim gotować a przy okazji naładować elektronikę kablem USB. Jest naprawdę fajny i dobrze przemyślany, ma wbudowany wiatrak zasilający płomień (wiatrak ładuje się z gniazdka za pierwszym razem, potem ładowany jest energią z wypalanego drewna) no i nie trzeba do niego kupować paliwa. No cudo po prostu. Byliśmy razem na dwóch kempingach, więc grzechem byłoby cacka nie wypróbować - działa naprawdę dobrze.

Od początku podejrzewaliśmy, że może być problem z przewozem, więc doradziliśmy tacie zdać na bagaż, bo wiadomo było, że do samolotu z tym go raczej nie wpuszczą. No i zdał. Wkrótce po odwiezieniu go na lotnisko otrzymałam telefon od przedstawiciela linii lotniczej, że piecyk został wyciągnięty z bagażu przez agentów TSA i nie poleci. Jestem wdzięczna zarówno agentom TSA jak i reprezentantom linii lotniczych, że zamiast go po prostu skonfiskować, odszukali mego tatę na terminalu, powiedzieli mu o problemie, wzięli od niego mój numer telefonu i zadzwonili. Dali mi 24 godziny na odebranie piecyka, po tym okresie zmuszeni byliby go oddać TSA do konfiskaty i zniszczenia. Odebrałam. Wg. agenta powodem, dla którego piecyk nie mógł polecieć było to, że był używany. Jakby był nowy, mógłby lecieć, ale używany miał na ściankach pozostałości po paliwie, a więc lecieć nie mógł, bo stanowił zagrożenie pożarowe. Myślę sobie, że żeby to było większe lotnisko, to może nikt by się nie czepiał, ale na małym wszyscy mają dużo czasu na dokładne sprawdzanie wszystkiego. Tak czy inaczej, mam piecyk, a tata nie ma.

Jutro spróbuję go wysłać pocztą używając tajemnych trików doświadczonej Pani od Wysyłania Wszystkiego Wszędzie. Całe szczęście mam taką w pracy. Trzymajcie kciuki!

piątek, 08 sierpnia 2014

Po raz drugi wybraliśmy się na wakacje do miasteczka Bar Harbor na wyspie Mount Desert Island w stanie Maine, gdzie znajduje się słynny park narodowy Acadia National Park. Poza piękną pogodą i widokami, kilka rzeczy jest wartych udokumentowania.

Wspinaczka na górę Bee Hive

Góra wygląda tak:

Jak się dobrze przyjrzycie na zdjęciu poniżej, widać ludzi wchodzących na górę:

Były metalowe szczebelki, co by ułatwić turystom wchodzenie:

Było też kilka półek skalnych:

Wejście na szczyt było ekscytujące i zdecydowanie inne od zwykłego szlaku. Dodam, że mieliśmy ze sobą dwoje dzieci w wieku 9 i 8 lat.

Kajakowanie po Atlantyku

Pływaliśmy po zatokach Frenchman Bay i Seal Cove, gdzie widzieliśmy morświny (delfinopodobne), oraz po cieśninie Somes Sound, gdzie widzieliśmy morświny i foki, które wygrzewały się na ledwo widocznym kamieniu. Było ich cztery, ale udało się uchwycić trzy. To i tak o trzy więcej niż zwykle, bo mniejsze morskie ssaki są zbyt szybie, żeby w ogóle na czas uruchomić aparat, a co dopiero zrobić zdjęcie. 

Poza tym, oglądaliśmy wieloryby 30 mil od wybrzeża, już z komercyjnego statku, nie kajaka.

statystyka