Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
środa, 29 sierpnia 2012

Ilekroć podjeżdżam do znaku stopu lub czerwonego światła moja lewa noga unosi się podświadomie w powietrze i lekko opada w pustą przestrzeń gdzie kiedyś było sprzęgło. Wilma jest moim pierwszym samochodem z automatyczną skrzynią biegów, co było jedynym kompromisem z mojej strony. Po dobie jazdy nie wiem nawet, czy mogę to nazwać kompromisem, bo już nie wydaje mi się, że ta cecha jej ujmuje. Wilma prowadzi się całkiem dobrze (jak każda porządna kobieta) bez mojego udziału, a może nawet lepiej. 

Ręczna skrzynia 6-cio biegowa w samochodzie dieslowskim nie jest łatwa do natychmiastowego opanowania, bo czuć ją zupełnie inaczej i silnik diesla pracuje na niższych obrotach niż spalinowy. Kiedy mąż kupił swojego diesla, nie znosiłam go prowadzić: miał "twarde" sprzęgło, zupełnie inny zasięg obrotów i zdecydowanie (jak na mój gust) za dużo biegów. Na początku zdarzało mi się zgasić silnik, co mnie irytowało do granic możliwości, a czasem zapominałam, że ma sześć biegów i jechałam na piątce. Z czasem jednak się przyzwyczaiłam i polubiłam, teraz prowadzę bez problemu i z radością. Mając to doświadczenie w pamięci, myślę że nie było złym wyborem zdecydować się na automatyczną. Zawsze przecież mogę ćwiczyć lewą nogę w samochodzie męża.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Victoria otrzymała imię stosownie do oczekiwań. Miała być prężną, zrywną zwycięzczynią pełną gracji i siły. Miałam ją kochać. Była piękna, korpulentna i potrafiła sprostać powierzonym jej zadaniom, ale brakło jej iskry i była dość ociężała. Jadła bez końca. Ciągle głodna, o ospałych ruchach, zamiast pełnokrwistego rumaka okazała się być żarłocznym mułem. Trwałyśmy razem przez jakiś czas, dopóki nie znużyła mnie swoimi ciągłymi wymaganiami i nie poszłam przyjrzeć się innym.

Wilma stała w szeregu dziesiątek sobie podobnych, ale była jedyna w swoim rodzaju. Wydało mi się, że szeptała moje imię. Była bliźniaczką Victorii, ale tylko z zewnątrz. Miała wszystko to, co było piękne w Victorii oraz wszystko to czego tamtej brakowało: była rumakiem o pięknej duszy, umiarkowanym apetycie i większym zrywie. Czekała na mnie.

Zamieniłam Victorię na Wilmę. Bez żalu. Wiem, że Victorię ktoś pokocha taką jaką jest razem z jej silnikiem benzynowym. Wilmę kocham już teraz. Jej silnik diesla mruczy do mnie nisko jak zadowolony kot. Na małej ilości śmietanki.

18:54, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (4) »
środa, 22 sierpnia 2012

Dziś mija 13. rocznica mojego przyjazdu do Stanów. Nie żałuję. Uwielbiam tu mieszkać, tu jest mój dom.

piątek, 17 sierpnia 2012

Wróciliśmy z pracy, a na podeście schodów do drzwi frontowych leżała wiewiórka ziemna. Nieżywa, jak się możecie domyśleć. Bez widocznych obrażeń. Żebym była przesądna, to wzięłabym to za zły omen.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Pisałam kiedyś o kooperatywie rolniczej, z której korzystam. Przed sezonem wykupuje się "działkę" (farm share) płacąc z góry, żeby potem przez 22 tygodnie sezonu co tydzień otrzymywać woskowane pudło pełne różnych warzyw, które akurat wyrosły.

W minionych latach, kiedy jeszcze byłam wegetarianką, całą działkę przejadaliśmy. Teraz w diecie mamy nieznaczne ilości mięsa i ryby (średnio raz w tygodniu jedno i drugie), a działkę częściowo wypijamy dzięki sokowirówce. Zamiast obierać, szatkować i gotować, czego nie przejemy przerabiamy na sok do wypicia "na teraz." Metoda sprawdza się znakomicie: mniej stoję przy garach, nie ogrzewam domu w upał, a warzywa się nie marnują. Świetnie sokują się buraki, marchew, cukinia, kalarepa, a korzeń fenkuła włoskiego dodaje wybornego smaku (wydaje mi się, że raczej nazywa się anyżek, tak czy inaczej chodzi mi o to).

Nasze posiłki dyktowane są "pudełkiem-niespodzianką." Dziś na obiad zjedliśmy gotowane ziemniaki podsmażane z masłem i koprem. Tak, NA obiad, nie DO obiadu. Nasze obiady są jednodaniowe i prawie nigdy nie jadamy ziemniaków, więc dzisiejszy obiad był dla nas prawdziwym rarytasem. Innym hitem sezonu stała się grilowana, uprzednio zamarynowana w occie balsamicznym i oliwie, cukinia z cebulą (oraz bakłażanem lub papryką, jeśli są dostępne). Mogę to jeść kilogramami. Dziś z kolei po raz pierwszy ukisiłam kapustę wg przepisu Niny i mam nadzieję, że wyjdzie pomimo, że ziemniaki ugotowałam w skórce. Swoją drogą, moje życie okazuje się bardzo powtarzalne, w przeciwieństwie do stałego napływu przepisów Niny.

środa, 15 sierpnia 2012

Tak mi się wczoraj wymyśliło:

Zmieszać razem w dowolnych proporcjach. Pogrzać lub nie. Jeśli nie, to dać postać kilka minut żeby nasiona szałwi hiszpańskiej się zgalareciły. Zarówno komosa jak i nasiona szałwi są bardzo bogate w białko. Myślę, że całość byłaby jeszcze lepsza z lekko ubitą śmietaną zamiast mleka.

02:46, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 14 sierpnia 2012

Moja poranna rutyna składa się z ok. 45 minut spędzonych w kuchni. Wstaję trochę przed 6-tą, nastawiam kawę, włączam radio (stacja NPR) i zabieram się za przygotowywanie jedzenia dla siebie, męża i papugi. Lubię ten czas i tą strefę. Biada temu kto nieopatrznie wstąpi w mój trójkąt (przestrzeń między lodówką, kuchenką a zlewem) o tej porze dnia.

14:22, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Pierwszy "normalny" poniedziałek po wykańczającym maratonie jakim był wyjazd do Polski, zapaść i śmierć teściowej, burza w pracy, nowy rozkład wyjazdów służbowych, kilkutygodniowa alergiczna infekcja oczu, kosztowna naprawa (dość nowego) samochodu oraz parę innych mniejszych i większych pierepałek w tym ta, że pogryzł mnie kot. Dziś powitałam spokój i monotonię, które mam nadzieję zostaną ze mną na dłużej.

22:27, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 sierpnia 2012

Pogrzeb teściowej był pierwszym pogrzebem na jakim zdarzyło mi się być w USA. Było to długie, intensywne i, pomimo bólu, bardzo pozytywne wydarzenie. Dawno nie widziana rodzina, wspominanie życia zmarłej, anegdoty, miniaturowa choinka bożonarodzeniowa przed ołtarzem. Były łzy, był śmiech, była stypa. W trakcie przyjęcia, kiedy już wszystkim trochę odpuściło, nagle zaczęły płakać dwie bratanice mojego męża. Okazało się, że w trakcie pogrzebu mojej teściowej, a ich babci ze strony ojca, zmarła ich babcia ze strony matki. Brak słów.

00:38, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (1) »
środa, 08 sierpnia 2012

Słowo "teściowa" w dosłownym tłumaczeniu z angielskiego to matka wg prawa (mother-in-law). Moja odeszła dzisiaj. Jak większość bliskich mi zmarłych ona też została pozbawiona ostatnich okruchów godności przez raka.

Ta drobniutka i zawsze niezwykle elegancka kobieta, córka włoskich emigrantów, była przede wszystkim matką. Wychowała trzy piękne córki i sześcioro rosłych synów, którzy nie stronią od odkurzacza czy zmiany pieluchy i potrafią wybierać żonom ubrania i biżuterię okiem konesera. Nie mogę sobie wyobrazić lepszego męża, niż ten, który wyszedł spod jej ręki. Sama wychowała się w czasach depresji, więc zawsze starała się, aby jej dzieci były dobrze ubrane i nakarmione. Wszyscy ją znali z jej spacerów po mieście z rzędem drepczących za nią dzieci.

 

Wtorek 7.8.2012

 
1 , 2
statystyka