Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
sobota, 28 maja 2011

Kiedy w końcu śpisz przy otwartym oknie, w tygodniu budzi cię głośny świergot ptaków, a w weekendy krzyki dzieci. Lato! Z radosnym i dziecinnie głupawym uśmiechem wybywasz w różowej piżamie w motylki z kawą w garści na taras po to, by po raz pierwszy wypić ją na dworze. Usadawiasz się wygodnie, bierzesz głęboki oddech i... musisz czym prędzej odstawić kubek i grać w łapki z komarami. Idźta do diabła!

P.S. Powyższy wpis jest sponsorowany przez komary, które nie dały mi wypić kawy na tarasie.

15:37, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (7) »
piątek, 27 maja 2011

Tegoroczne anomalie pogodowe uraczyły nas wczoraj, w centralnym Nowym Jorku, ostrzeżeniami tornadowymi, deszczem, wichurą, gradem oraz burzą z piorunami, w zależności od okolicy. W rezultacie nastąpiły wszelakiej maści zniszczenia.

Dziś do szwagra do pracy zadzwoniła jego rozhisteryzowana 12-to letnia córka. "Co się stało?!" - pyta przerażony szwagier nie będąc w stanie niczego zrozumieć z jej bełkotu. Córka streściła przez łzy: "Internet nie działa!"

czwartek, 26 maja 2011

Samochód miał DUŻĄ dziurę (patrz poprzedni wpis). Trzeba było zdjąć przednie koło, część mechanizmu wycieraczek i całą masę innych ciekawych części o nazwach jakich żaden zwykły słownik z angielskiego na polski nie tłumaczy. Po dwóch dniach w warsztacie, podczas kiedy ja dojeżdżałam do pracy autostopem (no dobra, koloryzuję, jeździłam z kolegą z pracy), zwrócono mi dziś moje kochanie. Bilans taki: wykładzina nadal mokra, a do tego napuchnięta miejscami, dzwoniący dźwięk wiatraka jak się włączy ogrzewanie lub klimatyzację, którego wcześniej nie było, a szczyt drzwi i wnętrze błotnika (wheel well) zapaćkane smołą, proszę Państwa. Mój mąż mało na zawał nie zszedł jak zobaczył. Jeśli woda leje się litrami do wnętrza trzymiesięcznego niespełna samochodu, a odpowiedzią na ten defekt jest smołowanie, to chyba coś jest nie tak. Cdn.

W międzyczasie staram się pamiętać, że mimo wszystko wolę cieknący samochód, niż utratę życia czy dobytku w wyniku tornada. Na południu Stanów Zjednoczonych prawie 500 osób straciło w tym roku życie w tornadach, a to dopiero maj. Do tej pory było 50 tornad, podczas gdy średnia na rok wynosi 28. 

03:27, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 maja 2011

Nie ma to jak sobie kupić nowy fajny samochód i dwa miesiące później odkryć, że przy długotrwałej ulewie podłoga po stronie pasażera zmienia się w chlupoczący staw. Kiedy się jedzie w terenie górzystym, woda przelewa się wesoło z podłogi z tyłu na podłogę z przodu i z powrotem. Wybieranie wody szmatą (pompa kajakowa typu bilge się nie sprawdziła z powodu dywanu) zabrało mi spory kawał wieczoru i opiewało na ok. dwa galony. Wody do końca nie wybrałam, bo opadły mi ręce. Dosłownie i w przenośni.

niedziela, 15 maja 2011

Pisałam kiedyś o moich codziennych staraniach w prowadzeniu ekologicznego życia. Teraz moje starania ogarnęły nową przestrzeń – podróży.

Kiedy mieszkam w hotelu i żyję z walizki, nic poza garstką ubrań nie jest moje. Nie mam wpływu czy dane miejsce posiada recykling czy też nie, ani nad źródłem mojej żywności. Mimo wszystko staram się szanować środowisko.

Naczynia

Gdziekolwiek bym nie jechała, nie ruszam się bez stalowej butelki na wodę, kubka z wieczkiem, oraz łyżkowidelca (ang. ‘spork’). Te trzy proste przedmioty zaoszczędzają mi od kilku do kilkunastu niezużytych jednorazowych naczyń dziennie. Kiedy kupuję kawę czy herbatę na wynos, proszę o wlanie do mojego kubka. Nie kupuję wody w butelkach, tylko napełniam swoją z kranów z wodą pitną (nie wszędzie tak się da). Czasem liczę ile kubków kawy wypiłam dziennie i ile butelek wody, mnożę to przez dni i tygodnie i wychodzi mi pokaźna góra śmieci, której nie wyrzuciłam.

Hotel

W niektórych hotelach wywieszone są karteczki, że hotel bierze udział w ekologicznym programie i jeśli nie mamy nic przeciwko powtórnemu używaniu ręczników, żeby je po prostu powiesić to ich nie zabiorą do prania, a jeśli chcemy wymiany, zostawić na podłodze. Mam w zwyczaju wieszanie ręczników tak czy siak, ale NIGDY nie zdarzyło mi się, żeby je zostawiono w spokoju. ZAWSZE je wymieniają, nie wiem dlaczego. Jak również wyrzucają ledwo napoczęte mydła czy plastikowe kubeczki. Mogłabym zawiesić wywieszkę na klamce, żeby mi nie sprzątano, ale tego nie robię. Czasem zostawiam notkę, żeby nie wyrzucano mydła. Zużywam jak najmniejszą liczbę ręczników, gaszę światło i wyłączam klimatyzator/grzejnik jak wychodzę, i wyrzucam tylko do jednego kubełka na śmieci zamiast dwóch, zaoszczędzając jedną plastikową torbę na śmieci dziennie. Chodzę schodami zamiast jeździć windą. I lewituję w czasie snu, żeby nie pobrudzić pościeli (żartuję, oczywiście). W pokojach hotelowych nie ma możliwości sortowania śmieci, nie widzę też osobnych kontenerów nigdzie indziej. Boli mnie, że chyba ich po prostu nie sortują.

Lotnisko

Lotniska są mało ekologiczne ze względu na ogromną ilość fast-foodów. Są i „normalne” restauracje z „prawdziwymi” talerzami, ale te są droższe i nie każdy ma czas na wysiadywanie w knajpie z pełną obsługą. Niektóre lotniska, na przykład to w Filadelfii, mają ładne i jasno opisane kontenery do segregacji śmieci. Niestety ludziom albo wisi, albo nie umieją czytać, bo w wielu przypadkach śmieci wywalane są byle gdzie bez sortowania. Takim osobnikom mam ochotę zrobić krzywdę, bo nie rozumiem jak komuś może nie zależeć, żeby utrzymywać NASZ jedyny świat w miarę czysto. Skoro już nie ma innego wyjścia niż zużyć pokaźną górę styropianu i plastiku przy posiłku lotniskowym, to przynajmniej wypadałoby poświęcić dodatkową sekundę na to jak wyrzucamy.

Samochód

Wynajmuję jak najmniejszy samochód z możliwych, ale to nie moja zasługa, tylko ekonomiczne podejście firmy. Ale żeby to były moje pieniądze, też wynajęłabym najmniejszy. Za to nie oszczędzam na paliwie, bo robię wypady na wycieczki krajoznawcze po pracy.

Jedzenie

Jeśli coś zamówię i nie skończę, marnuję jedzenie. Jeśli zabiorę ze sobą, marnuję styropianowe pudełko. Tak czy inaczej, jedzenie restauracyjne jest po prostu do d*** niezależnie od tego ile gwiazdek ma restauracja. Zwłaszcza, jeśli człowiek jest zmuszony jeść na mieście calutki tydzień. Kiedy mówię „do d***”, mam na myśli dokładnie to. Idzie w cztery litery i po prostu się tyje, nawet jeśli człowiek cały tydzień unika słodyczy i alkoholu i stara się ruszać kiedy tylko może. Tycie na dłuższą metę jest nieekologiczne i niezdrowe.

Czasem zastanawiam się, czy taki drobny wysiłek ma w ogóle jakiś sens, ale tak mi to weszło w krew, że po prostu robię swoje.  Wszelkie dodatkowe pomysły na „zielone” podróżowanie będą bardzo mile widziane!

piątek, 13 maja 2011

Mężczyzna z brodą, w koszulce i jeansach, z tekturowym plakatem na skrzyżowaniu. Widok bardzo znajomy. Z tą różnicą, że jego plakat nie oznajmia, że trzymający go potrzebuje pieniędzy czy żywności. Na plakacie pisze, że jest on bezrobotnym stolarzem z dwudziestoletnim stażem, który szuka pracy. Rozdaje ulotki z numerem telefonu.

środa, 11 maja 2011

Kiedy ty i twój mąż wypijacie razem po drinku przez Skype nadając z dwóch różnych stanów.

03:29, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 maja 2011

Ten rok dał wszystkim w kość pod względem pogody. W tym roku zalało sporą część stanu Nowy Jork, takich poziomów wody nie widziano tu od lat.

Photos by R. Harrod

statystyka