Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
piątek, 28 maja 2010

Co ma kajak do zmiany oleju? To zależy. Jeśli znudzi ci się twój kajak, zabierz go na zmianę oleju. Jeśli uwielbiasz swój kajak, pod żadnym pozorem go nie zabieraj. Dlaczego?

Koleżanka kupiła w zeszłym roku fajny kajak z włókna szklanego po rewelacyjnej cenie. Kajak był zupełnie nowy, ale stary - w sklepie przeleżał 3 sezony, producent przestał go produkować, więc sklep "spuścił" towar po dużej zniżce. Parę tygodni temu koleżanka pojechała swoim jeepem prosto ze spływu do warsztatu na zmianę oleju. Mechanicy zapomnieli o cennym ładunku na dachu i uruchomili podnośnik. Kajak został zmiażdżony. Koleżanka dostała przyzwoitą kasę od ubezpieczyciela warsztatu i kupiła nowy kajak.

Moja koleżanka ze zdjęcia jest zarówno dobrą kajakarką jak i dobrym trenerem psów. Mój pies jest za duży na takie ekscesy, ale popatrzeć i popodziwiać jakże miło!

Psy kajakują

Fot. Kim W.

czwartek, 27 maja 2010

Cooper odnajduje się znakomicie w następujących rolach:

  1. Cooper Przytulanka. Uwieeelbia siedzieć na klatce piersiowej, zwłaszcza, jeśli jest coś ciekawego w pobliżu typu: guziki, kołnieżyk, zamek, falbanka, naszyjnik, włosy, pieprzyki, czy kawałek suchej skóry (darmowy peeling). Przytula się najchętniej po kąpieli, najlepiej go wtedy jeszcze zakryć ręcznikiem, żeby wystawała tylko główka. Przytula dziób do dołka w skórze i przymyka oczy. Potrafi tak przesiedzieć przez dłuższy czas. Uwielbia jak się go głaszcze i drapie po różnych częściach ciała, nawet podnosi skrzydełka, aby go podrapać pod spodem.
  2. Cooper Niszczyciel. Chociaż z naszą skórą obchodzi się delikatnie, ma jasno przejawiające się tendencje niszczycielskie. Koralikowe rączki pajacyka (papuzia zabawka) oderwał w dwie minuty, skórzany rzemyk od mego naszyjnika przeciął chirurgicznie na pół zanim się zorientowałam, drewno i wiklina z jego zabawek ląduje na dole klatki, a zęby plastikowego zamka kurtki zostały systematycznie usunięte na wysokości dzioba. Strzeż się właścicielu, aby nie zostawić ptaka bez opieki w niedozwolonym miejscu.
  3. Cooper Kieszonkowiec. Jego tendencje niszczycielskie wykazują talent i precyzję godne kieszonkowca. Srebrny łańcuszek został szybko i precyzyjnie pozbawiony zapięcia. Najpierw ptak rozpiął klamerkę uwalniając ją od jednej strony łańcuszka, a potem precyzyjnie uwolnił ją z drugiej strony odginając trzymające ją kółeczko. Niczego nie zepsuł, tylko rozparcelował.
  4. Cooper Bałaganiarz. Cooper specjalizuje się w rzucie jedzeniem na trzy stopy. Ptasia karma chrupie pod stopami w kuchni po jednej sesji śniadaniowej. Jagody lądują na klawiaturze mego komputera. Niektóre kąski zostają "odkurzone" przez psa, w inne się wdeptuje.
  5. Cooper Żarłok. Porównanie, że ktoś je tak mało jak ptaszek mogę wrzucić do lamusa. Na samym dole jest zdjęcie miski Coopera z rana. Wieczorem prawie wszystko jest wyjedzone. Do tego je nasiona, pestki i mieszankę suchej karmy dla papug. Chlebem, pizzą, kiełkami i kurczakiem też nie pogardzi. Teraz i pies i papuga domagają się resztek.
  6. Cooper Czyścioch. Uwielbia kąpać się we własnej misce z wodą. Na koniec jest tak przemoczony, że pomiędzy piórami widać gołą skórę. Wtedy szuka do kogo by się tu przytulić.
  7. Cooper Krzykacz. Krzyczy głośno i radośnie na powitanie jak również wtedy, kiedy się z kimś rozmawia przez telefon lub prowadzi dialog z sąsiadem, który akurat nas odwiedził. Wtóruje też szczekaniu psa. Sporadycznie, całe szczęście, bo jakby tak cały czas, możnaby ogłuchnąć.

czwartek, 20 maja 2010

Ludzie kochają swoje dzieci, ale zwykle nie o tym mówią, kiedy przychodzą do pracy. Częściej dzielą się prozą życia.

  1. Dzieci trzech znajomych par, chłopców w wieku 5-9 lat, mają kłopoty z robieniem kupy. Potrafią nie robić przez kilka dni, nawet tydzień. W przypadku jednego chłopca rodzice wymuszają, żeby w końcu zrobił. Każą mu siedzieć i już. Jak już zrobi, zatyka na dycht muszlę. Jedna matka w toalecie publicznej wyłowiła zawartość do torebki żeby potem wyrzucić, bo jej wstyd było zostawić taką zatkaną muszlę. Inna poszła z synem do lekarza, przepisał środki, w rezultacie których dziecko nie ma samokontroli. Nie może iść do szkoły, a matka do pracy, a sprzątania co niemiara.
  2. Córka znajomych nie usiądzie na muszlę, która ma automatyczne spuszczanie wody. Trzeba szukać innej toalety.
  3. Syn znajomych w wieku 5-ciu lat nadal robi w pieluchę. Matka celowo go nie uczyła, żeby jeszcze nie musiał iść do szkoły. Szkoły nie przyjmują dzieci w pieluchach. Dopóki dziecko w domu, ona nie musi iść do pracy. A naprawdę nie chce.
  4. Małe, duże, średnie dziecko jest chore. Nastolatek czy niemowlak, osoby z dziećmi chorują najczęściej i przynoszą wirusy do pracy.
  5. Kręglarz chwalił się, że zapłacił za ostatni semestr studiów córki i tym samym zakończył płacenie za studia swoich dzieci. Mam nadzieję, że córka to docenia, nie wszystkich rodziców stać. Znajomi odkładają przejście na emeryturę z roku na rok, bo jeszcze muszą zapłacić to za studia, to za ślub. Inni zapożyczają się na hipotekę.
  6. Ludzie przyprowadzają dzieci do pracy, bo nie mają ich z kim zostawić. Kiedy szkoła jest zamknięta z powodu śniegu, kiedy nauczyciele mają naradę, kiedy niańka nawaliła.
  7. Znajomi rodzice świeżego absolwenta planują, aby syn płacił im czynsz jeśli wróci mieszkać do domu. Pierwsze trzy miesiące za darmo, a potem czynsz i dokładanie się do kosztów życia. Chcą, żeby zmobilizował się do dorosłości.
  8. Dylemat wielu, czy kupić dziecku samochód czy nie. Jeśli nie kupisz, jesteś wieczną taksówką. Nastolatki mają bardzo różnorodne zajęcia pozalekcyjne, więc cały wieczór nie wysiadasz z samochodu. Jeśli kupisz, zapłacisz furę za ubezpieczenie samochodowe i siedzisz w domu i drżysz o bezpieczeństwo pociechy. Wypadki samochodowe są nagminne.
  9. Organizacja opieki nad dziećmi, zajęć pozalekcyjnych, półkolonii na ferie, kolonii na lato pochłania dużo czasu i środków.
  10. Aparat na zęby. Połamane i zwichnięte kończyny, gips, kule, szwy, wizyty w pogotowiu.
  11. Niejedzenie. Jedzenie. Nastolatki znajomych pożerają tony jedzenia, rodzice nie nadążają z zakupami. Maluchy jeść nie chcą, trzeba przekonywać, kupować, próbować, starać się.
  12. Nie myje się, muszę go zmuszać. One bierze strasznie długi prysznic i zajmuje wszystkim łazienkę.
  13. Dostęp do internetu, Facebook, My Space i innych portali. Trzeba monitorować. To samo z SMS'ami.
  14. Żargon, trendy, pop kultura, bycie na czasie ze swoim dzieckiem. Zupełnie inny świat.
  15. 9-cio letnia córka wyglądająca jak Lolita lub Iris z "Taksówkarza." Koronkowy biustonosz wyłaniający się zza dużego dekoltu, wulgarny makijaż i przerysowana biżuteria. Do szkoły. Matka nie widzi w tym nic złego, a szkoła nie reaguje.

Ludzie mówią, że fajnie mieć dzieci. Z ich opowiadań tak wcale nie wynika. Dobrze, że chociaż w blogosferze szale radości i smutków rodzicielstwa są w miarę równe i można dostrzec także te dobre strony.

poniedziałek, 17 maja 2010

Pewien bloger od kilku dni wysiaduje na portalu Gazeta.pl i zostawia komentarze na każdym z trzech blogów promowanych codziennie przez Gazetę, niezależnie od wpisu, autora, czy tematyki. Komentarze są krótkie, miłe i ogólne. Na tyle ogólne, że wpasowują się jak raz nawet jeśli się wpisu nie przeczyta. Pod każdym słodkim komentarzem znajduje się link do blogu komentatora. Bloger również używa mylących tagów na swoim blogu, które nie mają nic wspólnego z tematyką wpisu, za to znajdują się na liście bieżących hot topics.

Można i tak.

wtorek, 11 maja 2010

Od soboty mamy nowego domownika: Cooper, trzymiesięczna konura niebieskoczelna, w końcu był gotów na rozpoczęcie samodzielnego jedzenia, a co za tym idzie, przeprowadzkę do naszego domu.

W sobotę skoro świt wyruszyliśmy w półtoragodzinną podróż po odbiór papugi. Zostaliśmy wyposażeni we wszelkie istotne informacje dotyczące wychowania pierzastego, certyfikat wyklucia się, test DNA na określenie płci, torebki z jedzeniem i w końcu samego zainteresowanego, uczepionego pazurami do ściany klatki podróżnej. Bezruch papugi świadczył o zrozumiałym strachu przed nową sytuacją, jednak po niedługim czasie Cooper zaczął wydawać sporadyczne dźwięki i wspinać się po wszystkich czterech ścianach klatki. Ciekawość wzięła górę i ruch samochodu nie wydawał się mu przeszkadzać.

Klatkę przynieśliśmy do domu i tymczasowo umiejscowiliśmy na kanapie, żeby dać ptakowi czas na oswojenie się z kolejnym nowym wnętrzem. On jednak nie wydawał się przestraszony i z ciekawością rozglądał się wokół. Nasz pies ptaka w bezruchu w ogóle nie zauważył dopóki tamten nie wydał dźwięku, który wprawił psa w totalne osłupienie. Cooper akurat uczepiony był do boku klatki, kiedy Bauer podszedł go powąchać. Ku naszemu zdziwieniu Cooper nie wykazał strachu. Bauer najpierw bardzo ostrożnie powąchał jego łapy, szybko odskoczył na wszelki wypadek, powąchał jeszcze raz - znów odskoczył, po czym doszedł do wniosku, że bezpiecznie może się oddać wąchaniu. Nigdy nie był tak blisko żadnego ptaka jak w tamtym momencie, kiedy milimetr po milimetrze, przez grube pręty klatki, obwąchał ptasie łapy i pierzasty brzuch, podczas gdy Cooper spokojnie mu się przyglądał, a następnie zszedł na drążek i zaczął jeść. Kiedy psu minął pierwszy szok, nagle poczuł morderczy instynkt. Sfrustrowany niemożnością dostania się do papugi zaczął na zmianę warczeć i skomleć. Chwilę później rzucił się przednimi łapami na klatkę. Tego nie przewidziałam. Klatka się zatrzęsła, dźwięk metalu i uderzenie wystraszyły Coopera. Musiałam wyprowadzić psa na zewnątrz i postanowiłam przenieść papugę do docelowej, dużej klatki nieopodal.

Duża klatka natychmiast przypadła Cooperowi do gustu i zaczął ją stopniowo zwiedzać. Dla papuziego dziecka o jeszcze nie w pełni skoordynowanych ruchach, klatka okazała się trudna do manewrowania. Kiedy tylko osiągnął nowy cel, strząsał piórka i kwilił zadowolony z siebie. Szybko okazało się, że ma nie lada apetyt i lubi próbować nowych rzeczy. Banan, daktyle, jagody, pomidory, sałata, rodzynki, migdały, suszony ananas, kiełki ciecierzycy, ciasto od pizzy - podasz mu, a on z chęcią spróbuje. Zdecydowanie uwielbia banany i daktyle. Papugi mogą jeść wszystko, włącznie z mięsem, oprócz awokado, czekolady i alkoholu, które są dla nich trujące. Cooper zdecydowanie udowodnił, że lubi zróżnicowane menu. Przy jedzeniu większych kawałków trzyma je w jednej łapie, a stoi na drugiej, co jest nagminne u papug. Posługują się łapami przy jedzeniu tak jak my rękami.

Cooper świat poznaje językiem, podobnie jak psy poznają świat węchem. Cokolwiek jest w jego zasięgu ląduje w dziobie. Kiedy włożysz rękę do klatki żeby go podrapać, Cooper próbuje twojej obrączki, zegarka, rękawa, a w końcu fałdek skóry na twojej dłoni, oraz paznokci. Chociaż dziób ma ostry jak igła i wystarczająco silny, aby otwierać łupiny orzechów, jego dotyk jest bardzo delikatny, a język mięciutki.

Cooper jest wyjątkowo słodki i przytulski. Nie dziobie, z przyjemnością oddaje się głaskaniu po całym pierzastym ciele oraz drapaniu główki, oraz lubi być trzymany blisko ciała na klatce piersiowej, gdzie przytulony bada dziobem i językiem wszystko w swoim zasięgu, od biżuterii po ubranie i włosy, sprawdzając smak, twardość i fakturę. Po dwóch dniach w domu wydaje coraz więcej dźwięków i coraz żywiej reaguje na naszą obecność.

Pies niestety cierpi. Niemożliwie zazdrosny i żądny krwi stracił apetyt i jest jawnie sfrustrowany. Na początku podchodził do klatki za każdym razem kiedy któreś z nas podchodziło i merdał ogonem - jakby myślał, że wręczymy mu ptaka na pożarcie, zwłaszcza kiedy głaskaliśmy Coopera. Stał jak warta pod klatką i skomlił. Teraz trochę mu przeszło, zamiast stać pod klatką, leży zrezygnowany na kanapie i obserwuje. Strasznie mi go szkoda, chociaż nadejście papugi wcale nie uszczupliło naszego czasu z psem. Nadal chodzimy na długie spacery, nadal z nami śpi, nadal poświęcamy mu uwagę. Niestety nie tylko jemu. Wiem, że nigdy nie będę mogła mu zaufać i że przez resztę jego psiego życia będę musiała chronić papugę przed jego morderczym instynktem.

P.S. Zdjęcia wkrótce, na razie poza psowo-papuzią dyplomacją borykam się też z remontem sypialni i gniazdem mrówek we wnętrzu zdemolowanej ściany. A demolka chyba przyczyni się do kolejnego wpisu z serii "Amerykańskie domy z kart."

Pies i papuga

Cooper

piątek, 07 maja 2010

Radiokomunikacja morska to radiowy system służący do wołania o pomoc, przekazywania komunikatów oraz porozumiewania się pomiędzy jednostkami pływającymi a portami, mostami, śluzami i przystaniami. Do radiokomunikacji służy stacjonarne lub przenośne radio morskie, które jest połączeniem odbiornika z nadajnikiem i działa w systemie simpleks, gdzie transmisja i odbiór nie mogą odbywać się jednocześnie. Radio odbiera na częstotliwości UHF – Ultra Krótkie Fale (ang. VHF–Very High Frequency)  pomiędzy 156 a 174 MHz i określone częstotliwości nazywane są kanałami.

Kanały

  • Kanał 16: Zarezerwowany jest do wołania o pomoc i nie powinien być używany do innych celów. Ratownicze służby wodne i większe jednostki pływające stale nasłuchują kanału 16 aby wyłapać komunikaty SOS.
  • Kanał 9: Również służy do wołania o pomoc, ale częściej do wydawania i nasłuchiwania ostrzeżeń.
  • Kanały 68, 69, 71 i 72: Służą do komunikacji pomiędzy jednostkami pływającymi.
  • Kanał 13: Służy do komunikacji pomiędzy jednostką pływającą a operatorem mostu. W kajakarstwie ten kanał jest rzadko używany z wyjątkiem nasłuchiwania i przewidywania ruchów dużych statków  w przypadku znalezienia się w bardzo zatłoczonym paśmie.

Międzynarodowy język radiowy

W przypadku niebezpieczeństwa należy zasygnalizować rodzaj kryzysu używając jednego z trzech komunikatów opisanych poniżej (mayday, pan-pan lub securite), następnie należy zaadresować dla kogo jest przeznaczony, np. all ships / all stations – do wszystkich jednostek, do wszystkich stacji lub konkretnej jednostki, a potem przekazać wiadomość podając: (1) kto wzywa pomocy; (2) swoją pozycję: współrzędne, jeśli są znane lub inne charakterystyczne punkty określające twoje położenie; (3) powód nadsyłania sygnału, wygląd jednostki, liczbę załogi; oraz (4) rodzaj oczekiwanej pomocy. Należy poczekać 4 minuty na potwierdzenie sygnału. Jeśli nie nadejdzie, powtórzyć. Gdyby niebezpieczeństwo minęło, należy odwołać alarm.

  • Mayday, mayday, mayday: Wołanie o pomoc w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia. Wywołanie powtarza się 3 razy aby uniknąć pomyłki co do treści komunikatu. Słowo pochodzi od francuskiego „m’aidez” – pomocy.
  • Pan-pan, pan-pan, pan-pan: Komunikat informujący o awarii lub nadchodzącym niebezpieczeństwie bez bezpośredniego zagrożenia życia. Słowo pochodzi od francuskiego „penne” –  awaria. W angielskim do słowa „pan” dorobiono znaczenie: „Possible Assistance Needed” czyli „potencjalnie potrzebna pomoc.” Komunikat może dotyczyć awarii lub pożaru na statku, człowieka za burtą, kolizji z inną jednostką, potrzeby pomocy medycznej, silnych wiatrów, oblodzenia szlaku morskiego, przeszkodach lub złym oznakowaniu nawigacyjnym itp.
  • Securite, securite, securite: Najmniej naglący z trzech komunikatów bezpieczeństwa służy do komunikowania ostrzeżeń pogodowych lub nawigacyjnych.

Inne słowa używane w łączności radiotelefonicznej:

  • Over: Używane na koniec komunikatu aby zasygnalizować odbiorcy, że skończyliśmy mówić i teraz słuchamy co odbiorca ma do powiedzenia.
  • Out: Używane na koniec komunikatu aby zasygnalizować odbiorcy, że rozmowa jest zakończona – skończyliśmy mówić i nie spodziewamy się odpowiedzi ani nie będziemy jej nasłuchiwać.
  • Roger: Tak.

Radio morskie a telefon komórkowy

  • Telefon może być poza zasięgiem.
  • Telefon wykonujesz tylko to jednej osoby na raz, a transmisja radiowa dotrze do wielu jednostek i wielu osób, np. do przepływającej obok ciebie łodzi. Otrzymasz pomoc szybciej.
  • Telefon na pogotowie może być nieprawidłowo przekazany jednostkom lądowym tracąc tym samym cenny czas na ratunek.
  • Radio usprawnia komunikację z ratownikami.
  • Telefon komórkowy nie jest wodoszczelny i kiedy zamoknie, nie działa. Radia morskie są wodoszczelne i nie toną.

Radio morskie w kajakarstwie

Każdy długodystansowy kajakarz powinien posiadać przenośne radio morskie. Ze wszystkich jednostek wodnych kajakarz znajduje się najbliżej wody, jest najbardziej podatny na warunki atmosferyczne i porusza się najwolniej. Usytuowany nisko przy powierzchni wody bywa niewidoczny dla innych jednostek, zwłaszcza przy większych falach. Przy długich spływach kajakowch w niedostępne regiony, przy rozbitej grupie, czy też przy nagłej zmianie pogody bez możliwości bezpiecznego dobicia do brzegu, radio może uratować ci życie. Poza możliwością uzyskania pomocy, radio ułatwia komunikację pomiędzy członkami tej samej grupy i pozwala na komunikowanie się z operatorami śluz bez wysiadania z kajaka. Radio morskie przydaje się zarówno w kajakarstwie morskim jak i śródlądowym.

Przenośne radio morskie to poręczna wodoodporna krótkofalówka, która poza wieloma kanałami do komunikacji odbiera też ostrzeżenia pogodowe. Siła odbioru znajduje się w przedziale od jednego do pięciu watów. Niektóre radia wyposażone są w GPS i światło stroboskopowe. Akumulator pozwala na 9-15 godzin odbioru w zależności od radia. Koszt wynosi od $85 do $240. Najbardziej znane firmy specjalizujące się w radiach morskich w Stanach Zjednoczonych to Icom, Standard Horizon i Uniden.

 

Źródła:

środa, 05 maja 2010

W mojej okolicy jest dużo nietoperzy. Pożyteczne bestie przyczyniają się do zmniejszania populacji komarów i innych insektów, których również mamy pod dostatkiem. Lubię obserwować nietoperze podczas wieczornych spacerów. Niedawno odkryłam, że na moim ulubionym szlaku kanałem Erie nietoperze mieszkają w szczelinach pomiędzy wilgotnymi kamieniami tam i mostów i kiedy tylko mam okazję, to je obserwuję. Kilka tygodni temu odkryłam też jednego nietoperza wiszącego na ceglanej ścianie w bramie pod budynkiem w drodze do pracy, w samym środku miasta. Wisiał tam przez 3 czy 4 dni i codziennie mu się z bliska przyglądałam jednocześnie podejrzewając, że on na tej ścianie chyba umarł. Po kilku dniach zniknął, więc chyba jednak nie.

Wobec powyższych faktów, wydarzenie wczorajszej nocy wydaje mi się iście złośliwą ironią losu. Było późno i kładliśmy się spać. Poszłam ostatni raz do łazienki, włączyłam światło i zastygłam w pół kroku. Naprzeciwko drzwi, uczepiony jedną nogą do białej żaluzji zasłaniającej okno wisiał pokaźnych rozmiarów nietoperz. Jego mała głowa o szpiczastym pysku zwrócona była w moim kierunku.

-Yyyy-yyy-yyy! - wyartykułowałam nieinteligentnie pokazując palcem na okno.

-Co? - spytał z lekka poirytowany mąż.

-Yyyy-yyy-yyy! - kontynuowałam. - Ja wiem, że ja je lubię, ale nie w mojej łazience! - dokończyłam.

-Ale co?! Co tam jest? - niecierpliwił się.

-Nietoperz - wydusiłam.

-Nietoperz?!!!

Mąż podszedł do drzwi łazienki i również zamarł.

-Cholera jasna! Jaki wielki!

Pierwszą myślą było zapakować go do pudełka. Przyniosłam zmiotkę i pudełko, ale jedno i drugie było małe. Drugą myślą było wyguglowanie jak się pozbyć nieproszonych nietoperzy. Wiedza źródłowa nie była pokrzepiająca. Rada 1: Jeśli możesz, pootwieraj wszystkie okna i czekaj aż sam wyleci. Jasne. Otwórz okno, na którym siedzi nietoperz. Rada 2: Jeśli sam nie wyleci, możesz spróbować go złapać, ale najpierw załóż skórzane rękawice ogrodowe, żeby cię nie pogryzł. O! To one gryzą! Można złapać go w ręcznik, ale też trzeba mieć rękawice jak się przegryzie przez ręcznik. Nie, no coraz lepiej! Rada 3: Pod żadnym pozorem nie należy nietoperza tłuc rakietą do tenisa, bo rozbryzga się krew i można się zarazić wścieklizną. W tym momencie najbardziej atrakcyjną opcją wydało mi się sprzedanie domu i zamieszkanie gdzieś indziej. Poza tym nie miałam na celu mordu, a jedynie wyproszenie zębatego gościa. W końcu wymyśliłam sposób.

Plan był taki: Przynieść wiadro i zwinnie przyłożyć je otworem do okna wokół zwisającego nietoperza tak, aby go uwięzić dokładnie tam gdzie był. Potem, trzymając wiadro w miejscu, uważnie otworzyć okno oraz siatkę ochronną po czym podnieść żaluzje na ile się da, aby stworzyć dostęp do wolności. Potem "tylko" zdjąć wiadro uwalniając nietoperza, zamknąć go w łazience i mieć nadzieję, że sobie poleci.

W zasadzie plan się udał, choć nie zabrakło emocji. Mąż przyłożył wiadro, ja ostrożnie otworzyłam okno i siatkę i podniosłam żaluzje na 10 cm, bo tylko na tyle się dało przy sznurku uwięzionym wiadrem. Następnie wyszłam zamykając za sobą drzwi i zostawiając męża w bardzo małej łazience z nietoperzem. Dokładnie jak się obawialiśmy, w momencie odstawienia wiadra nietoperz zaatakował męża z piskiem i rozwartą paszczą pełną ostrych zębów. Słyszałam szamotanie. Atak odparty wiadrem wysłał nietoperza na dno pustej wanny, co dało mężowi czas na ewakuację. Zdążyliśmy zgasić światło i zamknąć drzwi. Staliśmy przez chwilę w korytarzu łapiąc oddech. Przez parę minut słychać było szamotanie nietoperza w wannie, a potem cisza.

Dziś rano poszłam na zwiady. Po bardzo ostrożnym otworzeniu drzwi i przejrzeniu każdego możliwego kąta, zamknęłam okno. Nasz lokator zniknął. Na wszelki wypadek zostawiliśmy drzwi do łazienki zamknięte. Mam szczerą nadzieję, że był to pierwszy i ostatni raz eksmisji nietoperza z domu. Jednak wolę je podziwiać we ich własnym środowisku naturalnym.

statystyka