Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
piątek, 29 kwietnia 2011

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ślub księcia Williama i Kate Middleton mnie obchodzi. Od kilku dni oglądam wiadomości i nastawiam się na brutalną rzeczywistość wstania o 4 rano w celu obejrzenia tego wydarzenia. W sobotę. Po tygodniu ciężkiej pracy. Dopiero dziś wieczorem dotarło do mnie, że ślub nie jest wcale w sobotę, ale w piątek - jutro. "Jaki głupek decyduje się na ślub w piątek?" - myślę zdruzgotana. Potem przypominam sobie, że mój własny ślub był właśnie w piątek. A potem myślę, że skoro i tak wstaję do pracy o 5-tej (tylko w podróży służbowej, czyli akurat w tym tygodniu), to może uda mi się wstać o godzinę wcześniej na transmisję i załapię się przynajmniej na jakieś półtorej godziny, zanim będę musiała wyruszyć do pracy. Jutro rano się okaże. A godzina transmisji za jedyne 5 godzin. Oj.

statystyka