Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
wtorek, 31 marca 2009

Do kiszenia kapusty, buraczków, czy ogórków najlepszy jest garnek kamienny. Bezskutecznie szukałam takiego w Stanach. Podczas mojej ostatniej wizyty w Polsce oczy moje spoczęły na małym kamiennym garnuszku w kuchni mego ojca i na moją prośbę ojciec mi go podarował. Mój dom rodzinny roi się od różnej wielkości garów, garnków i garnuszków kamiennych. Ten mały bardzo mnie zadowolił. Porządnie umyłam zgrabny acz okurzony garnczek, napakowałam skarpetami na podróż żeby się nie rozbił i bezpiecznie dowiozłam w progi mego amerykańskiego domu. Na razie niczego nie kiszę, więc garnek stoi na widoku i codziennie cieszy oczy przypominając mi mój rodzinny dom.

Wczoraj wzięłam garnuszek do ręki przyglądając mu się z bliska i ku mojemu przerażeniu na jego dnie odkryłam martwą kolonię... wołków zbożowych. Brązowych robali nie widziałam od ponad 10 lat, odkąd wyjechałam z kraju. Nigdy wcześniej nie widziałam ich w Stanach. WTF?
poniedziałek, 30 marca 2009
  • 1 puszka 16 oz. ciecierzycy/cieciorki(?) (chickpeas/garbanzo beans)
  • ¼ szklanki (cup) płynu z puszki po ciecierzycy
  • 3-5 łyżek (Tbsp) soku z cytryny
  • 1½ łyżki (Tbsp) pasty sezamowej (tahini)
  • 2 zmiażdżone ząbki czosnku
  • ½ łyżeczki (tsp) soli
  • 2 łyżki (Tbsp) oliwy z oliwek

Wszystkie składniki wrzucić do robota kuchennego / blendera i utrzeć na jednolitą masę przez około 3 minuty. Doprawić do smaku. Podawać na zimno lub ciepło z chlebem pita lub zwykłym, zamiast masła na kanapkach, jako dip do pokrojonych warzyw, jako nadzienie do burrita, albo paluchem prosto z blendera. W zależności od gustu można ekperymentować z innymi ziołami i przyprawami, np. dodać 3-4 suszone posiekane pomidory (najlepiej w oliwie), ¼ szklanki (cup) posiekanej kolendry, curry lub czerwoną paprykę.

Hummus with pine nuts Fot. Wikipedia

http://pl.wikipedia.org/wiki/Hummus 

http://en.wikipedia.org/wiki/Hummus

niedziela, 29 marca 2009

Niedzielny poranek zawsze zaczynam od gotowania. Wstaję pomiędzy 7 a 8 rano, piję kawę, jem naleśniki z jagodami i siemieniem lnianym zrobione przez męża, czytam wiadomości i znajome blogi na internecie, a potem zabieram się za kuchnię.

Gotuję gar zupy na cały tydzień, brązowy ryż i pęczak, które mrożę w porcjach, oraz soczewicę. Do tego robię hummus z suszonymi pomidorami i świeżą kolendrą i sałatkę z ogórka, pora i kolendry (przepis Futrzaka). Tak zaopatrzona mogę liczyć na zdrowe i szybkie obiady, lunche i przekąski przez resztę tygodnia. Potem spacer z psem, prysznic i... czas ładować kajaki.

Jak ja uwielbiam niedziele!

czwartek, 26 marca 2009

Na blogu Futrzaka alkud zamiescił taki oto wierszyk znaleziony w internecie:

Biega, krzyczy pan Hilary:
“Gdzie podziały się dolary!?”
Bowiem z racji stanowiska,
Musi dbać, by koncern zyskał.
A tymczasem forsy rzeka,
Gdzieś na boki mu wycieka.
Szuka zatem oszczędności,
W Dystrybucji, w Księgowości.
Budżet obciął już Ha-eR-om,
Normy zwiększa Presellerom.
Skraca produkcyjne linie,
Zwęża ściany w magazynie.
Likwiduje Dział Vendingu,
Tnie etaty w Marketingu.
Co się da centralizuje
Albo też outsoursinguje.
Już zamykać chce depoty,
Już sprzedawać chce pół floty,
Nagle - spojrzał do lusterka,
Nie chce wierzyć, znowu zerka,
I już wie, że zyski zżera
JEGO PENSJA MENEDŻERA

środa, 25 marca 2009

Ketmia piżmowa (okra) to lekko puchate ciemnozielone warzywko wielkości małego palca nieco przypominające w wyglądzie cukinię. Nie trzeba jej obierać ani obcinać końcówek, wystarczy umyć. Można spożywać na surowo, podsmażyć z innymi warzywami i podać z ryżem, ugotować w wodzie lub na parze i używać do zup. Nasiona ketmii piżmowej zawierają zdrowe oleje nienasycone takie jak kwas oleinowy typu omega-9 oraz kwas linolowy typu omega-6.

Kto nie zna, niech spróbuje. Kto zna – już się dzielić przepisami proszę!

Ketmia piżmowa

Ketmia piżmowa - srodek
Fot. Wikipedia

poniedziałek, 23 marca 2009

Nigdy niczego nie sprzedawałam, aczkolwiek od lat z nutą zazdrości przyglądam się obrotnym osobom, które sprzedają na Ebay’u zarabiając na używanych rzeczach jednocześnie się ich pozbywając. W kupowaniu jestem ekspertem (he he, a kto nie jest?), ale w sprzedawaniu – nowicjuszem. Tymczasem nieużywane rzeczy walają się po domu i proszą się o wiosenny remament.

Moja szwagierka na jesieni się przeprowadzała i wyzbywała mebli i zabawek. Ogłaszała się za darmo na lokalnej Craigslist i zachwalała serwis pod niebiosa. Craigslist to serwis internetowy, na którym można zamieszczać bezpłatne ogłoszenia typu kupię, sprzedam, wymienię, oddam, potrzebuję itp. Ogłoszenie daje się na konkretny rejon geograficzny, stąd transakcje odbywają się osobiście i z użyciem gotówki, a nie za pomocą przesyłek i przelewów jak na Ebay’u. Craigslist nawet mi wydał się przystępny.

W końcu zebrałam się na odwagę i wystawiłam kilka rzeczy na sprzedaż, m.in. kolażówę swego męża. Opisałam najważniejsze komponenty roweru, załączyłam zdjęcia i zachęciłam do osobistego obejrzenia i wypróbowania. Rower jest wysokiej klasy i natychmiast cieszył się zainteresowaniem. Przez kilka dni korespondowałam z 6 różnymi panami, którzy zasypali mnie mnóstwem szczegółowych pytań, na które cierpliwie odpowiadałam. Wczoraj po raz pierwszy dostałam e-mail od kobiety: „Kiedy mogę obejrzeć rower?” A dziś jeszcze inna kobieta po prostu zadzwoniła i umówiła się na wieczorną jazdę próbną. Ciekawe, który styl zakupów („na pana” czy „na panią”) lepiej mi się sprawdzi?

Z kolei przy sprzedaży pianina elektronicznego zadzwoniła do nas elokwentnie brzmiąca kobieta i wyraziła zainteresowanie jak najszybszym obejrzeniem instrumentu. Niestety nie zostawiła nam swojego numeru telefonu, a jej numer wyświetlił się jako zastrzeżony. Zadzwonił też pewnien pan, do którego niezwłocznie oddzwoniłam. Pan nie miał pojęcia, o którym pianinie mówię, bo obejrzał bardzo wiele ogłoszeń i wykonał wiele telefonów, a w ogóle brzmiał na bardzo zdezorientowanego...

Wygląda na to, że moja przygoda ze sprzedawaniem będzie dużo barwniejsza, niż mogłoby się wydawać.

środa, 18 marca 2009

15 marca pogodę mieliśmy przecudną. Wybraliśmy się z grupą ponownie na Seneca River, tym razem na bardziej ambitny spływ 8-mio milowy. Pierwsze 4 mile były z prądem. Jakże prędko i przyjemnie się płynęło! W drodze powrotnej było gorzej, bo pod prąd, czasem pod wiatr, a na dodatek odzwyczajone mięśnie odmawiały posłuszeństwa i zaczynały boleć. Pozycja też nie była specjalnie dogodna, coś jak jazda rowerem po przerwie zimowej, tylko poza tyłkiem bolały też plecy oparte o siedzenie. Atrakcją spływu poza plotkowaniem, przepraszam, wymienianiem się informacjami na temat minionych dwóch miesięcy z życia, zajęci byliśmy obserwowaniem trzech bielików amerykańskich (American Bald Eagle) – dwóch dorosłych i jednego młodziaka. Dostojne to ptaszyska i warte widzenia.

Fot. Greg Ramsey

wtorek, 17 marca 2009

Sport Nordic Walking narodził się w Finlandii jako forma całorocznego treningu dla narciarzy biegowych. Od 1997 roku finlandzka firma Exel rozpoczęła produkcję wyspecjalizowanych kijów do Nordic Walking. Sport bardzo rozpowszechnił się w Europie jako forma rekreacji dostępna dla każdego niezależnie od wieku i kondycji. Do uprawiania Nordic Walking potrzebne są jedynie wygodne buty i para specjalnych kijów o dobrze dopasowanej długości.

O Nordic Walking dowiedziałam się w Polsce i po raz pierwszy „przywiozłam” nowe hobby z Polski do Stanów, a nie odwrotnie. Nordic Walking nie ma polskiej nazwy, ale często mówi się na nie „chodzenie z kijami.” Kiedy o tym sporcie usłyszałam, nie wydał mi się niczym nazwyczajnym. Nie widziałam sensu w podpieraniu się kijami, skoro nie mam trudności z chodzeniem. Dopiero kiedy zainteresowałam się bliżej i kupiłam książkę, zrozumiałam, że kije zupełnie zmieniają dynamikę treningu. Kupiłam więc kijki i wtedy przekonałam się na własnej skórze. Rezultaty bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły.

Nordic Walking angażuje mięśnie górnej połowy ciała, gdyż umożliwia chodzenie wydłużonym krokiem, który byłby niewygodny lub niemożliwy przy chodzeniu bez kijków. Poruszamy się do przodu szybciej i dłuższymi susami, gdyż teraz odpychamy się nie tylko nogami, ale również rękami i ramionami. Chód z kijkami umożliwia pracę ciała po przekątnej – lewa noga, prawa ręka— oraz rozłożenie ciężaru pomiędzy dolną a górną część ciała. W rezultacie pracują nie tylko mięśnie nóg, ale także mięśnie ramion, przedramion, szyi, pleców i brzucha. Stawiamy do przodu lewą nogę, jednocześnie wysuwamy daleko do przodu prawą rękę i stawiamy prawy kijek na ziemi, po czym się nim odpychamy jednocześnie odpychając się lewą nogą. To powoduje dość znaczną rotację tułowia. Wypracowanie dobrego rytmu nie przychodzi od razu, ale nie jest trudne. Chodzenie z kijkami spala dużo więcej kalorii niż chodzenie bez kijków i powoduje szybszą akcję serca przy chodzie o tym samym tempie. Dodatkowo chodzenie z kijkami redukuje nacisk na stawy kostek, kolan i bioder oraz na kręgosłup, dzięki czemu nadaje się do uprawiania przez osoby, które z normalnym chodzeniem mają kłopoty. Zauważyłam, że do chodzenia z kijkami należy się ubrać sporo lżej niż do chodzenia bez kijków, gdyż człowiek łatwiej się przegrzewa. Zauważyłam też, że po zaledwie kilku jednogodzinnych wyprawach z kijami zaczęłam szczupleć w talii i na brzuchu.

Kijki do Nordic Walking nie są takie same jak do trekkingu. Są cieńsze i lżejsze, mają asymetryczne rączki lewa-prawa i specjalne przymocowane do kijów rękawiczki, które się zakłada na dłonie; mają też wymienialne końcówki w zależności od podłoża: na asfalcie używa się gumowego „buta,” a na powierzchni miękkiej jak trawa, piasek, czy śnieg, używa się metalowej końcówki bez nakładki. Kijki bywają teleskopowe dwu- lub trzyczęściowe, oraz jednoczęściowe z włókna węglowego lub aluminium. Osobiście nie mam najlepszego doświadczenia z kijkami teleskopowymi, gdyż zsuwają się lub składają podczas chodzenia do krótszej długości, co jest irytujące. Najlepsi producenci kijków to Exel i Leki, najlepszy materiał to włókno węglowe, a najlepszy kijek to taki o stałej długości. Kijki z włókna węglowego naturalnie amortyzują nacisk, natomiast wiele kijków aluminionych ma wbudowane amortyzatory.

Długość kija zależy od wzrostu. Kijki nieregulowane zwykle występują w rozmiarach co 5 cm, a teleskopowe można ustawić do dowolnej długości. Aby wybrać długość kijka należy pomnożyć swój wzrost w centymetrach przez 0.7. Np. 170 cm wzrostu x 0.7 = 119 cm długości kijka. Metoda bardziej „na oko” to uzyskanie kąta prostego w zgięciu łokcia pomiędzy ramieniem a przedramieniem kiedy trzyma się kijek za rączkę i opiera się go przed sobą o podłoże pod kątem prostym. Wybierając kijek najlepiej jednak się z nim przejść po sklepie i sprawdzić, co jest wygodniejsze.

W Stanach Nordic Walking nie jest zbyt znane i trudno jest znaleźć kijki, gdyż przeważnie w sprzedaży są tylko trekkingowe. Mi udało się je znaleźć w L.L. Bean. W Polsce Nordic Walking jest znane i łatwo o kijki, ale trudno o kijki dobre. Jest masa firm produkujących ładne i tanie, ale kiepskie kijki, a te dobre są drogie i trudne do znalezienia. Mimo to proszę się nie zniechęcać.

Nordic Walking można uprawiać o każdej porze roku i w każdym terenie. Już spóbowałam w połączeniu z rakietami śnieżnymi i jest to rewelacja. Dla mnie Nordic Walking to nowy i ekscytujący sport, który z chęcią dodałam do swego repertuaru, ale jestem osobą początkującą, a nie ekspertem. Jeżeli więc, Drogi Czytelniku, wyrażasz zainteresowanie tym sportem, a mam gorącą nadzieję, że tak, to zachęcam do wyszukania odpowiedniej literatury instruktarzowej celem nauczenia się prawidłowej techniki chodzenia.

Więcej informacji można znaleźć tutaj:

wtorek, 10 marca 2009

Jarmuż, po angielsku kale, jest niebywale zdrowym warzywem z rodziny kapustowatych. Jest bogaty w witaminy, wapń i przeciwutleniacze zapobiegające rakowi. Sięgnęłam po niego niedawno, alebowiem sprzykrzyło mi się ciągłe słuchanie i czytanie o tym wychwalanym pod niebiosa, lecz mi obcym, pęku zielska. Postanowiłam spróbować.

Jarmuż bardziej przypomina sałatę niż kapustę. Do jedzenia należy go obrać z łodyg, umyć i porwać lub pokroić na małe kawałki. Najlepiej nadaje się w zupie albo gotowany w wodzie lub na parze, podawany odcedzony z przyprawami i jeszcze ciepły. Jest zaskakująco smaczny i łatwo się go żuje, gdyż nie jest łykowaty. Ponoć nadaje się na surowo do sałatek, ale tego jeszcze nie próbowałam. Doskonale nadaje się do soków warzywnych. Spróbujcie, może też go polubicie.

P.S. Wielokrotnie była tu mowa o braku znajomości nazw polskich dla owoców i warzyw napotkanych w Stanach, których nazwę znamy tylko po angielsku. Zdradzę Wam swój sekret: otóż wyszukuję w anglojęzycznej Wikipedii dane warzywo, kopiuję jego nazwę łacińską i wklejam do wyszukiwarki w polskiej Wikipedii. Przeważnie udaje mi się znaleźć odpowiednik, co najczęściej potwierdzają obrazki.

Jarmuz (kale)

Fot. Wikipedia

Po spacerze z psem w wilgotną i paskudnie zimną pogodę zaplanowaliśmy z mężem pojechać na lody, ale najpierw zatrzymaliśmy się zatankować, bo bak był pustawy. Dodam, że moja ulubiona Honda Civic dziś obchodzi swoje czwarte urodziny (od dnia zakupu). Jakaż więc spotkała nas nieprzyjemność kiedy na stacji paliw po naciśnięciu dźwigienki otwierającej drzwi baku owe drzwi się... nie otworzyły. Próbując tak i siak na próżno, pozostało tylko je wyważyć, na co się nie zdobyłam. Samochód z otwartą/urwaną klapą do baku paliwa to jak człowiek z brakującym przednim zębem. Paliwa nie kupiłam, za to zgrzytając zębami zbierałam się do wyjazdu do najbliższego mechanika bladym świtem, aby mi tę nieszczęsną klapę otworzył.

Zaraz po powrocie do domu, bo lodziarnię zamknięto nam dosłownie przed nosem, problem sobie wyguglowałam i dowiedziałam się, że jest dość powszechny i drogi do naprawienia. Wygląda na to, że zerwała się linka, bo w dźwigience nie ma żadnego napięcia. Niemniej jednak udało mi się znaleźć instrukcję jak owy mechanizm otworzyć po odkręceniu wyściółki wykładzinowej w bagażniku, czym natychmiast zajął się mój mąż i klapę niezwłocznie uwolnił. Cóż, kryzys chwilowo zażegnany, jutro będę mogła kupić paliwo i pojechać do pracy. Tymczasem muszę się zastanowić, czy wolę kupić maszynę do chleba, czy też naprawić tę cholerną klapę.

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Samochodzie z Otwartą Klapą. Wyglądasz teraz jak stara zdezelowana krowa.

P.S. O problemie można poczytać TU.

02:28, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2
statystyka