Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
wtorek, 31 grudnia 2013

Skromny. To był skromny ślub. W samego sylwestra w mieście Liverpool, stan Nowy Jork. Najbliższa rodzina męża i garstka wspólnych znajomych. Suknia ecru z dodatkami przywieziona z Polski sprezentowana przez najukochańszego Dziadka. Kompletny chaos przygotowań z niewielkiego mieszkania pełnego gości. Obiad w restauracji po ślubie kościelnym, bez kapeli czy prawdziwego fotografa. Własnoręcznie robione dekoracje i typowo amerykańskie (lecz nie typowo weselne) płaskie ciasto typu sheet cake. Łagodne temperatury pozwalające pannie młodej paradować na dworze w krókim rękawku. Zero śniegu. Dzika radość i śmiech. Po obiedzie weselnym poprawiny sylwestrowe u szwagrów w domu. Była wódka, były ruskie piosenki śpiewane (po rosyjsku) przez mojego brata, który szarmancko i z gracją poupijał wszystkie panie. Oj działo się, działo i to zaledwie 9 lat temu. To był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Obecnie czytam bardzo ciekawą książkę autobiograficzną napisaną przez kanadyjskiego astronautę i pułkownika Królewskich Kanadyjskich Sił Lotniczych Chrisa Hadfielda pt. An Astronaut's Guide to Life on Earth: What Going to Space Taught Me About Ingenuity, Determination, and Being Prepared for Anything, czyli w tłumaczeniu Przewodnik astronauty do życia na Ziemi: czego latanie w kosmos nauczyło mnie na temat pomysłowości, determinacji i bycia gotowemu na wszystko.

Książka jest ciekawa z dwóch powodów. Po pierwsze, daje szczegółowy wgląd w niezwykle skomplikowaną, długą i trudną drogę do zostania astronautą oraz w niezwykle różnorodną i wyzywającą psychicznie i fizycznie pracę jaką astronauci wykonują na co dzień nawet jeśli nigdy nie polecą w kosmos. Po drugie, książka przedstawia kompletnie inne podejście do życia i daje do myślenia, a wiele przedstawionych technik dałoby się zastosować w codziennym życiu przeciętnej osoby. Myślę, że zapoznanie się z tak różnym sposobem myślenia może okazać się na dłuższą metę owocne dla czytelników tej książki. Tak czy inaczej, jest to bardzo inspirująca i ciekawa lektura.

Książka Sezon burz Andrzeja Sapkowskiego okazała się smakowitym świątecznym kąskiem. Początek trochę powolny i bezcelowy, ale później akcja nabiera prędkości wg. oczekiwań. Sporo dość brutalnych i makabrycznych scen nie bardzo nadających się do czytania przy obiedzie. Ale jak zwykle ten sam fajny jedyny w swoim rodzaju klimacik i dialogi. Okazja by się w nim popławić po raz kolejny jednocześnie doświadczając nowej akcji - bezcenna dla każdego wiedźmińskiego fana.

piątek, 20 grudnia 2013

Dziś w pracy (u mnie i u męża) ogłoszono zawody na najbrzydszy świąteczny sweter. Kto się naoglądał świątecznych amerykańskich filmów ten wie, że to jest sezon na różne pokraczno-śliczne włóczkowe stwory w kategoriach bałwanowo-choinkowo-reniferowych. Dzień zapowiada się ciekawie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Mąż. Sweter autorstwa jego koleżanki z pracy.

Pochwała powolności. Jak zwolnić tempo i cieszyć się życiem (orig. In Praise of Slowness: Challenging the Cult of Speed) to niezbyt porywająca lecz skłaniająca do ciekawych refleksji książka Carla Honore opisująca dziesiątki małych i wielkich pomysłów na poprawienie jakości życia. Autor podkreśla współczesne tendencje do ciągłego pędu i chronicznego braku czasu i ich negatywny wpływ na życie i samopoczucie człowieka, oraz podaje pomysły w wielu dziedzinach życia jak ten trend zmienić na lepsze - jak zwolnić.

piątek, 13 grudnia 2013

Syracuse to Mordor. Wiecznie ciemnie, zimne i nieprzyjazne. Wiecznie pochmurne. Można się o tym przekonać wracając skąd bądź. Jeśli lecisz, będzie słonecznie cały czas, kiedy nagle ogarną cię chmury, nadejdzie ciemność. Wiesz, że zaraz wylądujesz. W krainie wiecznych chmur. Kiedy wracasz skądś samochodem, będzie słonecznie już godzinę na południe. Wiesz, że dobijasz domu, kiedy robi się ciemno.

Syracuse ma specyficzny klimat z powodu Wielkich Jezior oraz innych, mniejszych jezior. Jest więc ogromne niczym morze jezioro Ontario, dość duże jezioro Oneida, małe jezioro Onondaga, jeziora palczaste i rozległe tereny bagniste. Przez to jest wilgotno, pochmuro i pada więcej śniegu niż gdziekolwiek indziej. Wielu ludzi cierpi na alergie, problemy z zatokami i depresję. Pod względem dni zachmurzenia w roku Syracuse konkuruje z Seatle, tyle że klimat ma dużo paskudniejszy.

Witaj w Syracuse, chmurnym mieście, lokalnej krainie Mordor.

środa, 11 grudnia 2013

Czymże innym jest manicure, jeśli nie trzymaniem się za rączki z obcym? Salony manicure-pedicure wydają się być zdominowane przez Koreańczyków. Taki stereotyp pokutuje w USA, widać to np. w serialu Seinfeld. Rzecz w tym, że jak popatrzę dookoła, okazuje się, że to nie stereotyp - to fakt. Nie tylko ta dziedzina upiękniania jest (przynajmniej w centralnym Nowym Jorku) zdominowana przez Koreańczyków, ale też Koreańczyków obu płci. Coraz więcej panów świadczy usługi manicure-pedicure i równie często zdarza się trzymać za rączki z paniami, jak i panami. Za nóżki też. A jak to wygląda u Was?

Gra Endera (orig. Ender's Game) to niemożliwie wręcz wciągająca książka science-fiction o charakterze militarnym napisana przez Orsona Scotta Carda. Co mnie ujęło w niej najbardziej to aspekt psychologiczny, zarówno jeśli chodzi o sposób myślenia głównego bohatera Endera Wiggina jak i taktyk nauczycieli Szkoły Dowodzenia zastosowanych w stosunku do chłopca. Zupełnie inny punkt widzenia, inny świat, inne priorytety.

Więcej o fabule można doczytać z Wiki.

Zaraz po przeczytaniu Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek zabrałam się za równie wciągającą lekturę autora Jamie Forda pt. Hotel słodko-gorzkich wspomnień (orig. Hotel on the Corner of Bitter and Sweet). Książka jest również o II wojnie światowej, ale z kompletnie nowego, nieznanego większości Europejczyków punktu widzenia: chińskiego emigranta drugiego pokolenia, który zaprzyjaźnił się z Amerykanką japońskiego pochodzenia wkrótce po ataku na Pearl Harbor. Akcja dzieje się w Seatle w 1942 i 1986 roku. Główny bohater Henry Lee, niedawno owdowiały, opowiada historię swojego dzieciństwa w czasie wojny i przyjaźni z "wrogiem," której mu zabroniono. Dwunastoletni Henry pokazuje nam świat wojny, jazzu, ostracyzmu Azjatów, a w szczególności Japończyków, oraz japońskich obozów przesiedleńczych. Książka jest ciekawa i warta przeczytania pomimo pewnych niedociągnięć roku 1986.

czwartek, 05 grudnia 2013

"Wabi-sabi to estetyka opierająca się na umiłowaniu naturalnego piękna rzeczy oraz wszystkiego, co stare, zużyte, spatynowane, wytarte, podniszczone. Koncepcja ta, która ma źródła w filozofii zeń, została przejęta około XV wieku przez japońskich mistrzów ceremonii parzenia herbaty. Jej celem jest pokazanie krótkotrwałości i przemijalności wszystkiego, co istniej w świecie materialnym. Wabi-sabi odrzuca ostentacyjne bogactwo i blichtr, które oddalają nas od natury i od nas samych, przedkładając nad nie umiar i wyrafinowaną prostotę starych przedmiotów. Podobnie jak zeń, wabi-sabi nie jest czymś łatwo uchwytnym dla intelektu, możliwym do wyrażenia słowami. To powrót to życia oderwanego od bogactwa, pieniędzy, które są najczęściej źródłem lęku, niepokoju i zmartwień. Wabi-sabi to dobrowolne wybranie ubóstwa, rezygnacja ze zbędnych dóbr materialnych na rzecz tych, które kryją w sobie inne bogactwo. To umiejętność doceniania tego, co przelotne i, nieuchwytne, zadowalania się prostymi rzeczami. Estetyka wabi-sabi jest przeciwieństwem plastikowych przedmiotów produkowanych seryjnie, powielanych, ponieważ oryginał, z definicji, nie może być kopiowany. Osady rdzy, śniedzi, miedziane naloty... wabi-sabi czyni z nich artystów podkreślających ulotny charakter rzeczy i ich ciągłą zmienność. Czas staje się mistrzem, który dopełna dzieła, pokrywając je patyną."

-Dominique Loreau, Sztuka minimalizmu w życiu codziennym

Inspiracja aby dziś o tym napisać przyszła od mojego kolegi. Wczoraj poszedł z narzeczoną wybierać obrączki ślubne. To drugie małżeństwo dla nich obojga. Wybrał białe złoto. Jego ostatnia obrączka była z tungsten steel, bardzo popularnego w Stanach i niezwykle twardego stopu stali i wolframu odpornego na zadrapania i wgięcia. Wybrał białe złoto ponieważ chciał, aby obrączka pokazywała znaki zużycia wraz z małżeńskim stażem. Tamtej nie lubił, bo zawsze wyglądała jak nowa.

Zawsze lubiłam rzeczy pokazujące oznaki zużycia, wypolerowane od palców, wyświecone, lekko zadrapane. Nie lubię nowych rzeczy, bo są takie niczyje, bezosobowe. Dopiero po jakimś czasie ocieplam się do nich, tak jak one ocieplają się do mnie, docieramy się wzajemnie. Lubię ten proces docierania. Lubię też oryginały, zwłaszcza jeśli chodzi o sztukę czy przedmioty codziennego użytku robione ręcznie. Dopiero z tej książki dowiedziałam się, że moje dziwactwo ma swoją nazwę.

 
1 , 2
statystyka