Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
środa, 30 grudnia 2009

Słyszeliście kiedyś popularne w Stanach powiedzenie "once in a blue moon"? Najzgrabniejsze polskie tłumaczenie to "raz na jakiś czas" lub "od wielkiego dzwonu." Czyli bardzo rzadko. Przyznam, że nad pochodzeniem tego powiedzenia nigdy się nie zastanawiałam, przyjęłam je po prostu jako kolejny anglojęzyczny idiom. Tymczasem wczoraj w wiadomościach dowiedziałam się, że niebieski księżyc będzie jutro. Kolejny niebieski księżyc przypadający w Sylwestra będzie dopiero za 20 lat.

Mianem "blue moon" (niestety nie udało mi się znaleźć jak to zjawisko nazywa się poprawnie po polsku, więc pozwoliłam sobie na dosłowne tłumaczenie) nazywa się księżyc w pełni, który występuje drugi raz w tym samym miesiącu. W ciągu kalendarzowego roku zwykle jest tylko 12-cie pełni księżyca, jedna w miesiącu, ale raz na 2,7154 lat występuje 13-ta pełnia w kalendarzowym roku. Ta dodatkowa, druga w miesiącu pełnia to niebieski księżyc.

W Sylwestra roku 2009 mamy więc samego Sylwestra oczywiście, moją piątą rocznicę ślubu oraz niebieski księżyc. Do tego lada moment ma się urodzić mój bratanek. Może też jutro? Jeśli tak, to chyba sobie z radości zawyję. Do niebieskiego księżyca, ma się rozumieć.

Suplement:

http://www.cnn.com/2009/TECH/space/12/30/blue.moon/index.html

Normalnie wychodzę ze skóry. Napięta od suchości jak po operacji plastycznej, swędząca jakbym miała pchły i pokryta drobniusieńkimi ledwo widocznymi płateczkami suchego naskórka. Soczewki kontaktowe przylepiają się do suchych gałek ocznych i trzeba je co wieczór na siłę wyszczypywać z oczu. Ale co się dziwić? Dom mam nagrzewany wdmuchiwanym ciepłym powietrzem, samochód mam nagrzewany wdmuchiwanym ciepłym powietrzem, a w pracy chcą nas zamrozić na śmierć, więc pod biurkiem ogrzewam farelką - wdmuchiwanym ciepłym powietrzem. A na dworze niemały mróz. Nie pomaga picie litrami wody, używanie nawilżacza powietrza i nawilżaczy skóry. Po każdym myciu twarzy znowu to samo. Hm, może przestać się myć? Mam ochotę pójść do lasu, wybrać pokaźne drzewo o grubym pniu, zedrzeć z pleców koszulę i niczym niedźwiedź poorać się korą po pleckach aż zejdzie skóra. Ach, jakaż to odmiana od wilgotnego lata, kiedy człowiek ledwo wyjdzie spod prysznica i się ubierze, a już mokry. O ironio losu!

wtorek, 29 grudnia 2009

Polskie gazety. Morderstwo, kradzież napisu z Auschwitz, wypadek samochodowy, strzelanina, śmiertelna bójka, molestowanie ludzi czy zwierząt. Niezależnie od kalibru zbrodni z gazet i telewizji dowiadujemy się tylko, że Andrzej M., Mariola S., Tomasz Sz. czy inny Aleksander F. popełnili zbrodnię. Twarze podejrzanych są zamazane lub prezentowane z czarnym paskiem zakrywającym oczy, żeby delikwenta nie można było rozpoznać.

Amerykańskie gazety. Matka z pięciorgiem dzieci została zatrzymana za prowadzenie samochodu po pijanemu. Na drugi dzień w gazetach figurowało jej imię i nazwisko, wiek, adres i zdjęcie. To samo dotyczy każdej innej zbrodni oprócz zbrodni popełnionych przez nieletnich, których tożsamość się chroni ze względu na ich wiek.

Z jednej strony ochrona tożsamości zbrodniarzy w Polsce mnie denerwuje. Dlaczego nie miałabym wiedzieć, że mój sąsiad jest mordercą? Dlaczego okrutnym zbrodniarzom należy się przywilej ochrony prywatności, zachowania pozorów niewinności? Z drugiej strony uważam, że podawanie tożsamości osoby całemu światu na tacy, jak to czynią media w Stanach, jest krzywdzące, tym bardziej, że czynione jest przed udowodnieniem winy. Zdjęcie i dane osoby figurują w gazetach i na internecie. Niezależnie od tego, czy osoba faktycznie była winna czy też nie, cały świat o tym wie. Twoi sąsiedzi, rodzina, pracodawca. Potrącisz kogoś niechcący samochodem? Wszyscy o tym wiedzą, nawet jeśli nie była to twoja wina. Za przewinienia małe i duże twoje dane osobowe na zawsze są wydrukowane z przylepioną pieczątką "WINNY" lub przynajmniej "jakoś zamieszany w tę brudną aferę." Taka szkarłatna litera.

piątek, 25 grudnia 2009

...że popełniłam polską tradycję wigilijną pierwszy raz od 11 lat. Dlaczego pierwszy raz od 11 lat, ktoś zapyta? Ano dlatego, że przez pierwsze 5 lat w Stanach mieszkałam z rodziną żydowską, która Bożego Narodzenia nie obchodziła, przez co ja też nie. A przez kolejne 5 lat chodziliśmy na wigilijną imprezę do siostry męża, a impreza ta hamerykańska była z grillem, mięchem, owocami morza i w ogóle polskich tradycji nie przypominała. W tym roku siostra męża imprezy nie robiła, więc wyszło na to, że będziemy w domu. A jak być w domu i nie robić Wiligii? Wprawdzie 12-tu potraw nie było, a jedynie pięć, ale za to jak najbardziej po polsku: bigos wegetariański (no, może to akurat nie bardzo po polsku, ale wedle tradycji bezmięsnej), pierogi z kapustą i grzybami, barszcz z uszkami, sałatka warzywna (w moim domu nazywana "kaczy żer") oraz jako produkt uboczny - sałatka z buraków. Gościa mieliśmy jednego, no i pusty talerz też był. W przyszłym roku zrobię łazanki z makiem, bo w tym roku jakoś nie pomyślałam. Kolacja była urocza, a ja wtajemniczałam męża i szwagra w szczegóły polskich tradycji. To tak na dobry początek.

czwartek, 24 grudnia 2009
środa, 23 grudnia 2009

Roczny rytm. Pory roku, plony, święta religijne. Czekanie na lato bo wakacje, bo dojrzałe czereśnie, truskawki i jagody, bo żniwa. Czekanie na jesień bo kasztany, bo jarzębina, bo grzyby, bo kolorowe liście. Czekanie na zimę bo sanki, bo łyżwy, bo lepienie bałwana i śliczne płatki śniegu. Czekanie na wiosnę bo śpiew ptaków, bo pąki, bo nowalijki. Czekanie na narodzenie Chrystusa, potem na zmartwychwstanie. Obrzędy chrześcijańskie obchodzone pieczołowicie według tradycji: adwent, post, rekolekcje. Wszystko według rytmu. Czekanie na specjalną okazję, żeby dostać wymarzony rower czy zegarek. Czekanie na specjalną okazję, żeby wreszcie zjeść łazanki, makowiec, mazurek, żurek czy zwyczajne młode ziemniaki albo świeżo wychylającą się z ziemi rzodkiewkę. Świadomość, że na wszystko w końcu nadejdzie pora jest słodka.

Amerykańskie społeczeństwo przyzwyczajone jest do instant gratification, czyli natychmiastowej satysfakcji. Potrawy z całego świata dostępne są o prawie każdej porze dnia i roku. Wymarzony rower można kupić dziś nawet jeśli się nie ma pieniędzy - stąd popularność wszędobylskich kart kredytowych. Po co odkładać i czekać, kiedy można mieć teraz, a zapłacić później? Po co czekać aż dojrzeją pomidory, kiedy w supermarkecie można je kupić przez 12 miesięcy w roku? Truskawki, maliny i jagody są dostępne importowane lub mrożone również przez cały rok. Nikogo nie obchodzi, że nie dojrzały na lokalnej działce, a przyjechały z Meksyku, Argentyny, Chile czy Ekwadoru. Nikt już nie rozeznaje się w sezonie ogórkowym ani nawet nie wie jak wygląda wyrastający z ziemi ziemniak. Na łyżwach można jeździć na sztucznym lodowisku również jesienią i wiosną. Zimą można popływać na krytym basenie albo pojechać na Florydę. Choinka stoi od Święta Dziękczynienia czasem aż do Wielkanocy. Laicki styl życia wymazuje religijny rytm towarzyszący poprzednim pokoleniom.

To nie jest krytyka amerykańskiego społeczeństwa, to jest refleksja nad moim własnym życiem. Nie jestem religijna i nie obchodzę religijnych obrzędów. Jestem tu bez rodziny i z czasem szlag trafił rodzinne tradycje. Ba, nawet mój wegetarianizm automatycznie mnie wyłamał z konwencji. Moje menu jest takie samo przez cały rok zamiast nadążać za rolniczym kalendarzem plonów. Zarabiam i wydaję jak mi się podoba, kupuję co mi potrzeba według swojego widzimisię nie czekając na specjalną okazję. Nie wkładam specjalnego wysiłku w przygotowywanie świąt, bo mi się zwyczajnie nie chce. Mąż i ja tworzymy własne zasady, albo raczej ich brak, na każde święto roku. Jest nam z tym dobrze. Mimo wszystko, czasem nachodzi mnie refleksja, że jesteśmy odarci z czekania.

piątek, 18 grudnia 2009

Aneta jak koza czterema się zapiera
Przed rozpoczęciem
szóstki Weidera.
Ale że rezultat jest udowodniony,
Czas przestać się ociągać i rozpocząć skłony.

A ostatnio z frontu sportowego życia
Mroźne spacery i schody są nie do przebicia.
Dwa-trzy razy dziennie dziesięć pięter raźnym krokiem
Łatwiej jest pokonać niż biegać z psem pod bokiem.

wtorek, 15 grudnia 2009

Ostatnio lubuję się w piciu wszelakiej maści herbaty kupowanej luzem na wagę. Pijam herbatę białą, zieloną, oolong, mate, rooibos oraz wszelkie mieszanki herbaciano-ziołowe. Do tego celu mam specjalne naczynie firmy Teavana zwane Tea Rhapsody Glass Tea Tumbler. Jest to elegancki słoik-szklanka z wieczkiem, o podwójnych szklanych ścianach oraz z sitkiem, które zatrzymuje fusy. Można więc delektować się sypaną herbatą bezpośrednio z naczynia bez konieczności plucia liśmi na prawo i lewo.

Dzisiaj niechcący popełniłam groźną niedyskrecję. Otóż w weekend mieliśmy w domu świąteczną imprezę kajakową i ktoś przyniósł butelkę whisky Jack Daniel's. Nigdy nie lubiłam whisky, ale zawsze bardzo mnie fascynowało, bo wydawało mi się charakterne i z klasą. No więc wczoraj wieczorem zalałam dwie kostki lodu w kryształowej szklance odrobinką Jacka Danielsa celem spróbowania i zasiadłam na kanapie. Jeden łyk wykrzywił mi mordę jak mało co i stwierdziłam, że tego się pić nie da. Akurat miałam zrobioną herbatę, więc zawartość szklanki dolałam do herbaty. Pijalne to było całkiem całkiem, nawet dobre, rozgrzewające. Dziś rano, niewiele myśląc, zabrałam swój piękny kubek herbaciany z fusami z odzysku (herbaty sypane nadają się do dwukrotnego a czasem trzykrotnego zalania) do pracy i po przyjściu zaparzyłam sobie herbatki. Po wypiciu mniej więcej połowy zrobiło mi się dziwnie ciepło, po czym złapałam się ze zgrozą za głowę.

niedziela, 13 grudnia 2009

Gubernator Nowego Jorku poddał się presji nowojorczyków i ogłosił zaniechanie planu wprowadzenia nowych tablic rejestracyjnych. Hura!

środa, 09 grudnia 2009

Kiedy budzik wyrywa cię z głębokiego snu o ciemnym i zimnym poranku; kiedy zmuszasz się do opuszczenia ciepłych pieleszy, wsuwasz stopy w zimne kapcie, zakładasz szlafrok i po omacku trafiasz do kuchni; kiedy nastawiasz wodę na kawę i włączasz radio, a w radiu zamiast wiadomości słyszysz zimową litanię... wtedy wiesz, że przyszła zima. Nie musisz patrzeć za okno, żeby wiedzieć, że cię zasypało i nie obejdzie się dziś bez szufli. Przygotowujesz kawę i bezmyślnie słuchasz radia:

  • Szkoła A: opóźniona o dwie godziny;
  • Szkoła B: opóźniona o dwie godziny;
  • Szkoła C: opóźniona o godzinę;
  • Szkoła D: nieczynna;
  • Program pozaszkolny E: odwołany;
  • Przedszkole F: opóźnione o trzy godziny;
  • Przedszkole G: poranna sesja odwołana;
  • ...
  • Szkoła Z: opóźniona o godzinę.

Lista ciągnie się aż wymienią wszystkie, po czym za kwadrans zaczną od nowa. A ty wiesz, że w drodze do pracy będzie śnieżna breja, ale nie będzie korków, bo rodzice zostaną w domu z pociechami.

 
1 , 2
statystyka