Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
piątek, 29 listopada 2013

Zawsze się zarzekałam, że nigdy przenigdy nie będę wstawać o nieludzkiej godzinie w czarny piątek, jak czyni wielu Amerykanów. W tym roku było inaczej. Najpierw wstałam o 3-ciej, potem po 4-tej, a od 4:30 do 5:00 szlifowałam z psem chodniki w narzuconej na piżamę puchowej kurtce.

Wizyty z psem u kogokolwiek, kiedy w grę wchodzi nocleg i inny pies, prawie zawsze są porażką. Pomimo, że psy się dogadują, mój pies jest zbyt poddenerwowany nową sytuacją i przeważnie odbija się to mu na zdrowiu. Nie zje - ma problemy z żołądkiem, zje co nie trzeba - ma problemy z żołądkiem, odwodni się - ma problemy z żołądkiem. Jakby na to nie patrzeć, jak nie urok to sraczka, a efekt jest taki, że podczas takiej wizyty prawie nigdy nie możemy się zrelaksować, bo wcześniej czy później coś rypnie z psem i trzeba się nim zajmować jak niemowlakiem. Chodzi w tę i nazad, nie usiądzie, nie położy się, chce wyjść, chce wejść i tak w kółko. Wizyty z psem trzeba po prostu skreślić z listy dostępnych opcji - jak opiekunka nie może go wziąć, znaczy mamy siedzieć w domu.

Wszyscy idą na zakupy, ja z torebką czekam kupy.

środa, 27 listopada 2013

Tegoroczne święta dziękczynienia po raz pierwszy spędzimy poza domem. Err, to jest odkąd się zamerykanizowałam i tu mieszkam, bo wcześniej rzecz jasna w ogóle ich nie obchodziłam. Mój szwagier kilka tygodni temu musiał opuścić - za pracą - śnieżny, mokry i zachmurzony środkowy Nowy Jork na rzecz miodem i mlekiem płynącej acz niemiłosiernie zakorkowanej północnej Virginii. Postanowiliśmy go wesprzeć i go tam odwiedzić, jako że on w nowej pracy nie ma wolnego piątku, a my tak. Nieopodal mieszka też mój drugi szwagier z rodziną, któremu zalegamy z odwiedzinami.

Oczywiście jak na złość w tym tygodniu bardzo popsuła się pogoda, a planowaliśmy jechać z obydwoma zwierzętami. Mróz i nieprzewidziane warunki drogowe w czasie jazdy mogłyby okazać się śmiertelne dla papugi, więc odetchnęliśmy z ogromną ulgą, kiedy udało się nam go ulokować na święta u znajomej rodziny. Będzie więc nam towarzyszył tylko pies, a jemu mróz nie straszny. Wyjeżdżamy jutro rano i wracamy w sobotę. To będą szybkie i męczące święta, ale na pewno sympatyczne, no i gotować będzie ktoś inny.

Czytelnikom z USA życzę smacznego indyka i relaksujących świąt!

16:47, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (9) »
wtorek, 26 listopada 2013

W niedzielę był wypadek. Małżeństwo z trójką dzieci miało zderzenie czołowe z naćpanym heroiną kierowcą, który podlega leczeniu psychiatrycznemu, ale przestał brać leki. Zjechał na ich pas. Jemu i jego pasażerce nie stało się nic. Matka trojga dzieci zginęła. Zginęła, bo wyleciała przez przednią szybę. Nie miała zapiętych pasów. Mam jej to za złe.

Nie mamy wpływu na to, kto i kiedy zjedzie na nasz pas, kto się naćpa, kto wpadnie w poślizg, ani jaką mamy pogodę. Ala mamy wpływ na to, jak się na taką ewentualność przygotujemy. Będąc za kierownicą, odpowiadamy nie tylko za swoje życie, ale za życie naszych pasażerów i przypadkowych osób, które w każdej chwili dzielą z nami drogę - w samochodach, na motocyklach, rowerach, w dorożkach, czy pieszo.

Rocznie pokonuję 20 tys. mil samochodem. Prywatnie, bo służbowo kolejne 5 tys. Bardzo cenię sobie swoje życie i staram się być bardzo ostrożna: zapinam pasy, wymagam zapinania pasów od swoich pasażerów, jestem uważna, używam opon zimowych zimą, nie jem, nie piłuję paznokci, nie SMSuję w czasie jazdy - po prostu kiedy prowadzę, staram się tylko prowadzić. Słucham radia lub rozmawiam przez telefon, ale tylko przez głośnik używając komend głosowych, które nie wymagają ode mnie spuszczania wzroku z jezdni. Przez wiele lat mogłam się poszczycić bezwypadkową jazdą. Do czasu.

Trzy lata temu miałam wypadek. Była połowa lutego, siarczysty mróz. Drogi były skute grubym, lśniącym lodem. To był piękny, słoneczny poranek, wszystko błyszczało brylantową bielą. Jechałam do pracy w żółwim tempie w korowodzie bardzo ostrożnych samochodów. Bardzo, bardzo powoli. Przed skrzyżowaniem korowód zaczął wyhamowywać, ja też. Najpierw ostrożnie zredukowałam biegi, potem lekko jak motyl dotknęłam hamulca. W tym momencie auto wpadło w poślizg i przestało odpowiadać na jakiekolwiek próby z mojej strony. Bezradnie patrzyłam jak wolno prześlizguję się na przeciwległy pas i jadę na czołówkę z toyotą pickupem. W desperacji odbiłam kierownicą w stronę przeciwległego rowu. Prawie się udało. Toyota, która też nie mogła wyhamować na czas, uderzyła o mój tył i zepchnęła mnie w rów równolegle do drogi. Czekałam na nagły wstrząs czy uderzenie, ale nie nastąpiło. Nastąpiło powolne, miękkie lądowanie w rowie, gdzie samochód zatrzymał się bokiem o puchatą śnieżną zaspę. Oba samochody doznały dużych szkód, ale nikomu się nic nie stało. Mój samochód poszedł do kasacji, nie wiem, co stało się z pickupem. Przyjechał szeryf i długo przesiedziałam na tylnym siedzeniu policyjnego samochodu, gdzie dostałam pierwszy w życiu mandat. Za zbyt szybką jazdę do warunków jazdy. Miałam szczęście, bo dostałam tylko jeden. Drugi mógł być za jazdę niewłaściwym pasem szosy. Tamtego poranka zanotowano 186 wypadków w moim hrabstwie.

W Stanach są dwa typy mandatów dla kierowców: moving violation i non-moving violation, czyli mandat za prowadzenie i parkowanie. Ten pierwszy ma dużo cięższą wagę: punkty karne, spora suma pieniędzy i zła reputacja u ubezpieczycieli. Ten drugi jest mało ważny. Mój mandat był ciężkiego kalibru i groziły mi 3 punkty. Wynajęłam prawnika. Prokurator zaoferował redukcję mandatu do non-moving violation w zamian za ukończenie 6-cio godzinnego kursu bezpiecznej jazdy (defensive driving) i zapłacenie mandatu. Tak też zrobiłam.

Kurs bezpiecznej jazdy podziałał mi na wyobraźnię przede wszystkim pod kątem praw fizyki. Co się stanie jeśli pasażer za mną nie zapnie pasów? Być może przy zderzeniu ukręci mi głowę przelatując nam moim siedzeniem. A ciężki plecak na tylnym siedzeniu? To samo. Wszystko co ciężke i luźne przemieści się czyniąc szkody osobom w samochodzie.

Tyle się mówi o pasach, że ratują życie. Tymczasem matka trojga dzieci pozwala sobie tych pasów nie zapiąć. Tyle jest śmierci od nieuważnych kierowców, tymczasem tysiące ludzi pisze SMSy w czasie jazdy, bo ich wiadomość jest ważniejsza od czyjegoś życia. Kiedy jestem za kierownicą, moje zmęczenie, nieuwaga, nierozwaga, głupota, bezmyślność, niecierpliwość czy lenistwo w jednym ułamku sekundy mogą spowodować, że jakaś matka, mąż, córka czy syn nie wrócą dziś do domu. Że będą cierpieć z mojej ręki lub że osierocą bliskich. Czy te 5 minut wcześniej w pracy czy jeden SMS są warte czyjegoś życia lub zdrowia? Tysiącom ludziom wydaje się, że tak.

Jeśli nie szanujesz swojego życia, przynajmniej uszanuj życie innych. Twoje decyzje mają wpływ na resztę świata, czy ci się to podoba, czy nie. Nie możesz zmienić kto dziś wjedzie na twój pas, ani kto jutro wsiądzie za kierownicę pijany, ale możesz zapiąć pasy i jeździć defensywnie unikając innych kierowców, którzy twoje życie i zdrowie mają gdzieś.

niedziela, 24 listopada 2013

Wczorajszy dzień spędziliśmy na akcji zbrojeniowej: zmiana opon i mat na zimowe w obu autach, uruchomienie i zaparkowanie pługu śnieżnego w strategicznym miejscu oraz przyniesienie szufli i chemicznej posypki na ganek, coby móc odśnieżać i posypywać unikając rozbicia sobie zębów. Wysiłek nie poszedł na marne, gdyż późnym popołudniem nastąpił nagły, chociaż spodziewany, atak zimy: śnieżyca. Zasypało nas całkiem nieźle, a żeby było ciekawiej, wieczorem musieliśmy odebrać teścia z lotniska i odwieźć go do domu całkiem spory kawałek na północ, nad jezioro Ontario. Warunki jazdy były wyjątkowo paskudne: pokryte tłustą breją drogi, śnieżyca i bardzo silna wichura, przez co z marszu przeszliśmy wczesnozimowy chrzest bojowy. Dziś jest biało, bardzo puchowo, pięknie, słonecznie i mroźno. 

piątek, 22 listopada 2013

Jeśli szukacie czegoś miłego sercu i wywołującego uśmiech na ustach do czytania, gorąco polecam książkę Mary Ann Shaffer i Annie Barrows pt. Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek (orig. The Guernsey Literary and Potato Peel Pie Society). Jest to epistolarna powieść historyczna, której akcja dzieje się w powojennej Anglii w 1946 roku. Główna bohaterka, Juliet, jest pisarką i nawiązała korespondencję z osobami z wyspy Guernsey przy francuskim wybrzeżu na kanale La Manche. Wyspa była odcięta od świata podczas niemieckiej okupacji. Pomimo, że tematyka nie jest lekka, bo traktuje o cierpieniu ludzi w czasie wojny, książkę czyta się cudownie i wieje od niej romantyzmem, świeżością i nadzieją. Niestety nie wydaje mi się, aby została przetłumaczona na język polski.

Skończyłam czytać Filary ziemi i również bardzo polecam. Uprzedzam, że książka jest bardzo niebezpieczna, bo - tu zacytuję swojego osobistego ojca - "wciąga jak bagno."

czwartek, 21 listopada 2013

Jeśli kupujesz na serwisach takich jak Craigslist, oto jak możesz kupić taniej:

1. Znajdź produkt, który Ci odpowiada.

2. Odpisz na ogłoszenie. Ponieważ odpisanie na ogłoszenie ze strony serwisu kopiuje tytuł ogłoszenia wraz z ceną jako tytuł e-maila (np. Rower górski 19 cali używany - 200 zł - Tychy Górskie), wykasuj część tytułu z opisem, zwłaszcza z ceną.

3. W korespondencji zadaj sprzedającemu kilka pytań. Co drugi e-mail podpisuj się innym imieniem niż w koncie e-mailowym. Np. masz e-mail na jan.koza, ale czasem podpisuj się Jan, a innym razem Ziutek.

4. Absolutnie nie targuj się w e-mailu i nic nie pisz o pieniądzach.

5. Umów się na rozmowę ze sprzedawcą telefonicznie, aby ustalić miejsce spotkania. Wtedy wyjaśnij, że Ty jesteś Ziutek, a Jan to Twój tata.

6. Oflaguj ogłoszenie na stronie serwisu klikając którąkolwiek z kategorii, np. zła kategoria, zabronione lub spam. Wyślij link do ogłoszenia swoim znajomym, żeby też oflagowali. Po kilku flagach ogłoszenie z serwisu zostanie automatycznie wykasowane bez zgody i wiedzy sprzedającego. Puf! Nie ma ogłoszenia, nie ma ceny, inni zainteresowani przestaną pisać, a sprzedający nic o tym nie wie, bo nie ma powodu wyszukiwać własnego ogłoszenia na stronie serwisu.

7. Spóźnij się na umówione spotkanie. Spóźnij się na tyle, żeby sprzedający się zniecierpliwił i stracił nadzieję, że przyjdziesz, ale nie na tyle, żeby odszedł. Po jakimś czasie zadzwoń, że już jedziesz.

8. Bądź entuzjastyczny i uśmiechnięty. Sprzedawca oczekuje, że zapłacisz mu pełną sumę z ogłoszenia, albo że będziesz się targować. Kiedy przyjdzie do płacenia, daj mu mniej, ale zbij cenę tylko tyle, żeby nie ryzykować natychmiastowej odmowy. Na skonsternowaną minę sprzedawcy spytaj z troską: "Czy wszystko w porządku? To miało być za 160 zł, prawda? Tak powiedział mi tata." To zbije sprzedającego z pantałyku i najprawdopodobniej się zgodzi zastanawiając się usilnie, czy faktycznie dobił targu z Janem mailowo, w końcu tylu ludzi pytało o ten rower. Jakby sprzedający się jednak wykłócał o cenę i chciał doczytać te maile na smartfonie, tam żadnej ceny nigdzie nie ma. Ogłoszenia też nie ma. No, jest na jego prywatnej stronie, ale co to za dowód?

9. Śpij spokojnie. W końcu nikogo nie oszukałeś, bo sprzedający sam się zgodził na tak niską cenę, co nie?

czwartek, 14 listopada 2013

Czytam poleconą mi przez Torontończyków książkę "Filary ziemi" Kena Folletta. Jest bardzo dobra, tylko ścierają mi się od niej zęby. A to za sprawą ciągłych przeszkód na drodze ulubionych bohaterów oraz - przede wszystkim - pod wpływem fatalnej pozycji społecznej kobiet w dwunastowiecznej Anglii. Wiadomo przecież, że pozycja społeczna kobiet rzadko bywała dobra przez wiele tysiącleci, ale im dłużej czytam tym bardziej gratuluję sobie szczęśliwego przypadku urodzenia się w cywilizowanej epoce i kraju, skoro już kobietą musiałam się urodzić. Szkoda tylko, że ten problem nadal występuje w wielu miejscach na świecie i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle ustąpi.

Ostatnio prześladuje nas jakieś fatum. Był problem z kominkiem, piecem, sedesem, a teraz z samochodem. Kominek wyczyszczony, aczkolwiek sprawa ze źle działającą elekroniką nie została do końca rozwiązana, piec naprawiony, kibel wymieniony - to wszystko kosztuje - a teraz czeka nas bardzo droga naprawa samochodu, która zajmie dwa dni. Doprawdy mój mąż ma niezwykłego pecha do samochodów i mam wrażenie, że prawie mieszkamy w warsztacie, chociaż jego samochód nie ma nawet 4 lat. Dziś pracuję z domu, jutro mąż zawiezie mnie do pracy. Tak więc w tym roku na gwiazdkę zadowolimy się chyba tym nowym kiblem. W końcu, ku pokrzepieniu serc, jest wysoki jak tron, błyszczący, a woda w nim spływa niczym w Niagarze! Morał tej historyjki jest taki: nie kupuj domu, a jak możesz żyć bez samochodu, to samochodu też nie kupuj.

wtorek, 12 listopada 2013

Parallelogram to równoległobok. Pal licho geometrię, ale wymowa! Żaden woodchuck chucking wood nie dorówna poziomowi splątania języka. Proponuję popróbować z lektorem.

01:30, anetacuse , Język
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
statystyka