Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
sobota, 01 lutego 2014

Kiedy byłam dzieckiem, mleko kupowało się w litrowych szklanych butelkach okapslowanych grubą aluminiową folią. Złotą, jeśli mleko było pełne, srebrną, jeśli chude. Po odkaplsowaniu nowej butelki przez naciśnięcie kciukiem w sam środek złotka ukazywała się gruba warstwa śmietanki, która odseparowała się od mleka i osiadła na jego wierzchu. Tę uważnie wybierałam łyżeczką i z lubością kota zjadałam.

Myślę, że ten dawno zapomniany zwyczaj na zawsze umknąłby mojej pamięci gdyby nie to, że znowu zbieram śmietankę z mleka. A to dlatego, że odkąd otworzył się rzeźnik, który sprzedaje mięso, nabiał i warzywa z miejscowych gospodarstw rolnych, i odkąd uzależniłam swego uprzednio niekawowego męża od picia latte w weekendy, zaczęłam tam kupować pełne mleko do weekendowych latte, a mleko to jest niehomogenizowane (nie mylić z pasteryzacją, pasteryzowane jak najbardziej jest). Ilekroć otwieram nową, niestety plastikową, butelkę, zanurzam łyżeczkę celem zdjęcia śmietanowego korka oddzielającego mleko od reszty świata. I oczywiście jej zawartość zjadam. Z lubością kota.

statystyka