Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
piątek, 17 lutego 2012
czwartek, 16 lutego 2012

Zgodnie z obietnicą donoszę o sukcesie projektu "zakup polskiej książki elektronicznej na Virtualo.pl przez posiadacza Kindle mieszkającego w USA." Użyłam PayPala. Proces zakupu prosty, łatwy i przyjemny, format MOBI przesłany bezpośrednio na adres mojego Kindle.

Ciekawi Was co kupiłam? "Dom nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej. Dlaczego? Od lat czytam na wszelkich blogach jaka to świetna książka, ale do tej pory nie miałam do niej dostępu. Dwa miliony much rodaków nie może się mylić, prawda?

wtorek, 14 lutego 2012

Należę do osób, które lubią mieć życie pod kontrolą. Wszystko mam z grubsza uporządkowane i kiedy cokolwiek wypada z szeregu nie spocznę dopóki owego czegoś z powrotem w szereg nie wepchnę. Sporadyczna utrata kontroli kończy się czasem bezsilną furią, kiedy „nakręcam się” i marnuję energię wiedząc jednocześnie, że to niczemu nie służy. Oczywiście jak w życiu, mniejsze i większe rzeczy wypadają z szeregu z taką samą pewnością z jaką można oczekiwać wschodu i zachodu słońca.

Kilka miesięcy temu zaczęłam się interesować medytacją i kupiłam nawet w tym celu książkę. Inwestycja rzędu ośmiu minut dziennie miała mnie zbawić od samej siebie: poprawić koncentrację, pamięć, cierpliwość, obniżyć poziom stresu i co nie tylko. Udało mi się pomedytować dokładnie trzy razy zanim światły cel poszedł w zapomnienie.

Ostatnio zauważyłam, że kiedy przytrafia mi się coś przykrego lub niespodziewanego, denerwuję się dużo mniej. Niedawno napotkałam kilka irytujących przeszkód i jakimś cudem minęłam je z minimalnym uszczerbkiem emocjonalnym. Wydaje się, że pozwoliłam swoim negatywnym reakcjom przepłynąć przeze mnie, zamiast wciągnąć mnie w czeluść frustracji. Moje reakcje są na tyle różne, że zaczęłam się zastanawiać skąd taka drastyczna zmiana. Doszłam do zaskakującego wniosku, że to najprawdopodobniej fizykoterapia przyniosła tak pozytywny efekt uboczny.

Ćwiczenia zalecone mi przez fizykoterapeutę są dość statyczne i należy je wykonywać kilka razy dziennie w tempie głębkich powolnych oddechów z wdechem przez nos i wydechem przez usta. Jak się nad tym zastanowić, koncentracja na prawidłowej formie ćwiczenia i oddechu nie różni się zbyt od prostej techniki medytacji. Od ponad dwóch tygodni 2-3 razy dziennie przerywam tok pędzącego dnia i przez 10-15 minut tylko ćwiczę i oddycham. Zachęcona wstępnym postępem w redukcji stresu, planuję wkomponować te osiem minut książkowej medytacji w swój poranny grafik. Kto wie, może jeszcze wyhoduję sobie hippisowe alter ego?

21:26, anetacuse , Z życia
Link Komentarze (6) »
środa, 08 lutego 2012

Nasz milusiński papug, konura niebieskoczelna o imieniu Cooper, dziś świętuje 2-gie urodziny. Czy może "wykluczyny"?

niedziela, 05 lutego 2012

Wyczytane w Reader's Digest 2/12 i sprawdzone: naprawdę działa! Telewizor i lustro bez najmniejszej smugi. Polecam!

P.S. A do parzenia kawy polecam prasę francuską.

18:13, anetacuse , Jedzenie
Link Komentarze (4) »
sobota, 04 lutego 2012

Kilkakrotnie już pisałam o książkach elektronicznych i audio (Kindle w bibliotekach, wady i zalety elektronicznych książek,  wirtualna biblioteka, książki audio). Po długim zwlekaniu przy wyborze pomiędzy Amazon Kindle a Barnes & Noble Nook, w sierpniu zeszłego roku w końcu podjęłam decyzję i kupiłam Kindle 3 Keyboard Wi-Fi. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Książki kupuję na Amazon, często po bardzo niskiej cenie lub za darmo. Wypożyczam też książki z biblioteki, oraz przesyłam e-mailem pliki typu .doc i .rtf, które Amazon konwertuje na format Kindla i przesyła mi na czytnik. Prenumeruję też kilka magazynów. 

Gazety i magazyny na Kindle są w formacie okrojonym, co nie podoba się wielu wiernym czytelnikom, ale dla mnie to zaleta, a nie wada. Numery przychodzą przez internet, nie zawierają reklam, nie zawalają mi przestrzeni w domu i są rzeczowe bez zbędnych dodatków. 

Co lubię najbardziej w tej formie czytania to (1) możliwość posiadania ogromnej biblioteki przy sobie zawsze i wszędzie oraz (2) dyskrecja jaką zapewnia czytnik. Mogę czytać kilka książek równolegle i zmieniać co czytam w zależności od humoru bez dźwigania tomów. Kindle to dla mnie jeden z najbardziej udanych i kochanych zakupów.

Do tej pory szłam po najmniejszej linii oporu i nie eksperymentowałam z innymi formatami. Tymczasem niedawno odkryłam rewelacyjny i niezwykle rzetelnie pisany blog: swiatczytnikow.pl, na którym można znaleźć wszystko na temat czytników. Serdecznie polecam, jeśli temat Was interesuje. Pod wpływem tego bloga zaczęłam odwiedzać polskie serwisy oferujące książki elektroniczne i nawet ściągnęłam sobie "Lalkę" Prusa ze strony wolnelektury.pl w formacie .mobi, który bezproblemowo działa na Kindle. Myślę, że teraz moje horyzonty poszerzą się jeszcze bardziej. Jeszcze nie wiem jak polskie serwisy zareagują na amerykańską kartę kredytową, ale jak się dowiem, to napiszę. 

piątek, 03 lutego 2012

Przez dwa lata ignorowam ból biodra czekając, że może samo przejdzie, tymczasem się pogorszyło. W końcu zawlokłam swoje cztery litery na fizjoterapię i, poza wizytami dwa razy w tygodniu o 6:30 rano (co by moja produktywność pracowa nie ucierpiała), mam wykonywać ćwiczenia 4 razy dziennie. Mój problem, zdaje się, ma swoje źródło w asymetrii, trzeba więc wyrobić odpowiednie mięśnie i „przeprogramować” zarówno ciało jak i umysł na symetryczne użycie bioder.

Wdrożenie piętnastominutowych ćwiczeń 4 razy dziennie nie jest łatwe, ale wykonalne. Pierwsza seria w domu o 5:30 rano, potem w czasie lunchu na brudnym służbowym dywanie, potem jeszcze raz w domu tuż po pracy i przed snem. Podczas trzech z czterech sesji nie jestem sama, bo ktoś nade mną stoi, koło mnie leży, siedzi, wpatruje się, albo wtyka zimny mokry nos do mego ucha.

Bauer, największy przytulski, nigdy nie popuści okazji kiedy jedno z państwa znajdzie się w pozycji –nazwijmy ją – stacjonarnej. Jeżeli usiądziesz na kanapie / toalecie / krześle (niepotrzebne skreślić) lub położysz się na łóżku / kanapie / podłodze, puchaty przyjdzie i będzie domagał się uwagi, albo przygniecie cię swoim zbitym cielskiem, owinie się jak serpentyna wzdłuż twoich linii i upewni się, że jak największa powierzchnia jego ciała pokrywa się z twoją. Oczywiście najlepiej, żeby było miękko, bo na twardym jest niewygodnie. Tak więc kiedy kładę się do ćwiczeń, futrzasty szuka miejsca gdzie by tu przylegnąć, a jak nie znajduje to z góry spogląda mi w twarz z tymi swoimi zwisającymi puchatymi uszami i domaga się, żeby go głaskać / drapać / bawić się z nim. Ale jak mu się uściele poduszkę albo kocyk, to się ukontentowany położy.  Podobnie jest z innymi ćwiczeniami. Nie ma to jak wyciskać na ławeczce kiedy nagle poczujesz mokry nos wyniuchujący z lubością zakamarek twojej pachy. Dobrze, że waga kontrolowana, bo ze śmiechu można upuścić.

środa, 01 lutego 2012

Bauer, przytulanka nr 1, dzisiaj kończy 5 lat. 

statystyka