Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
środa, 02 lutego 2011

Atmosfera oczekiwania na jedną z większych zamieci śnieżnych ostatniego stulecia, która ma ogarnąć znaczną część Stanów Zjednoczonych dziś w nocy. W Syracuse rano było kiepsko, ale się uspokoiło i na razie nie pada, co nie oznacza, że drogi nie są pokryte szarą, śliską, solankową breją.

Właśnie wróciłam ze spaceru z psem. Na osiedlu cicho jak makiem zasiał. Ani żywej duszy, ani samochodu. Wyjątkowo zdecydowana większość wjazdów odśnieżona do czysta, jakby właściciele posesji bali się, że jak nie odśnieżą już dziś, to się jutro nie odkopią. Co jakiś czas widać ruch zasłon i pojawiającą się skupioną twarz. Prawie jak czekanie na księdza po kolędzie. Jedyne co przerywa ciszę to stłumione szczekanie psów zza ścian mijanych domów. W cichych domach często zza szyby świecą kocie ślepia. Psy nasłuchują. Koty i ludzie wypatrują.

W domu plecak ze służbowym laptopem. Jeśli nas zasypie, będę pracować z domu. Mam nadzieję, że nie zabiorą nam prądu. Jakbym wiedziała na pewno, mogłabym sobie jutro trochę pospać, ale że nie wiem, wstanę rano, jak zwykle, żeby wyjrzeć za okno i posłuchać prognozy pogody. Szansa, że zamkną jutro biuro jest nikła. A nawet jeśli zamkną, wybór jest prosty: praca z domu lub dzień własnego urlopu. Z wrażenia chyba sobie strzelę piwko. Przed kolędą by nie wypadało.

statystyka