Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

Złość i parada

Ostatnio (bez definicji - ale wydaje mi się dość długo) nie jestem zadowolona z życia. Nie lubię siebie, jestem pełna złości, niecierpliwości i coraz głębiej zapuszczającego korzenie cynizmu. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej żyję od weekendu do weekendu, bywają momenty, że wolałabym nie być, bo zwyczajnie nie chce mi się być. Nie wiem czy to wymagająca i od jakiegoś czasu ponad moje siły praca tak mnie dobija, czy zwyczajnie mam kryzys wieku średniego... 

Właśnie dobiega końca trzydniowy weekend w okazji Memorial Day, czyli dnia pamięci. Po koniec zeszłego tygodnia wróciłam z trasy prywatno-służbowej (podpisanie papierów zakupu domu i UAT - User Acceptance Testing zaprojektowanego przeze mnie systemu) po ogromnym stresie i niedosypianiu, więc od czwartku obijam się po ścianach jak zombie i weekend poświęciłam na odsypianie, pakowanie się do przeprowadzki oraz innych obowiązkach rodzinno-towarzyskich. Dla siebie nie zrobiłam nic - od dawna joga leży odłogiem, a ja przytyłam kilka funtów.

Dziś był piękny dzień, a ja zaraz po przebudzeniu zaadoptowałam humor gradowy na samą myśl, że jutro trzeba do pracy i że w ogóle niczego fajnego ze sobą nie zrobiłam. Postanowiłam więc pojechać na zajęcia jogi na 9 rano. Niestety odcinek, gdzie mieści się moje studio właśnie zamykano na paradę świąteczną, więc wprawdzie się prześlizgnęłam zanim zamknęli barykady, ale na jogę dojechać nie bardzo było jak. Właściwie to może od tyłu dałoby się dojechać, ale na myśl, że mogłabym tam potem utknąć na parę godzin, ogarnął mnie paraliż i postanowiłam szybko się ewakuować. "Szybko" było już za wolno, bo drogę powrotną mi zamknęli i musiałam się dostać z powrotem trasą wybitnie okrężną. Tak byłam wściekła, że dobrze, że nikogo nie zabiłam. Jak już dojechałam do domu - bez mandatu całe szczęście, bo cała policja najwyraźniej była na paradzie - wpadłam na pomysł jak odratować sytuację. Otóż oznajmiłam mężowi, że za chwilę pojedziemy rowerami do miasteczka na paradę - pierwszy raz, odkąd tu mieszkamy. No i ostatni. Fajnie było, to niedaleko, zatrzymaliśmy się po drodze na śniadanie, a jak już zajechaliśmy do miasteczka... po paradzie nie było już ani śladu (za to moje zajęcia jogi jeszcze trwały). Tym sposobem dowiedziałam się o małomiasteczkowych paradach ekspresowych.

Jazda rowerem w piękny dzień mimo wszystko pomogła mi się rozchmurzyć, a po powrocie pojechaliśmy jeszcze na kajaki, a wieczorem pozbyliśmy się masy różnych rzeczy za pomocą Craigslist i krawężnika (co wystawisz, to zabiorą).

Byle do piątku...

wtorek, 29 maja 2018, anetacuse

Polecane wpisy

  • Tu i teraz

    Nie wiem kiedy dokładnie to się stało, ale te książkowe i filozoficzne porady o "życiu w teraźniejszości" stały się moją rzeczywistością. Przypuszczam, że spraw

  • A może już czas?

    Coś napisać? Jak się może domyślacie, praca porwała mnie i przepuściła przez wyżymaczkę. Nie wiem, czy da się w skrócie, ale spróbuję. Po fabryce soku pomarańcz

  • Notka z frontu

    Pomimo kilku błędów taktycznych, nieprzewidzianych i licznych potknięć w manewrach i małej armii - powoli wygrywam. Trzy fabryki na systemie, czwarta w gotowośc

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
statystyka