Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

W wolnych chwilach pocę się i wzdycham

To była (jest?) najszybsza zima mojego życia. Dziś było 75 stopni F, ludzie latali w szortach i krótkich rękawach. Niesłyszane u nas w marcu. Mąż wziął wolne i pojechał kajakować. Normalnie woda nie odmarza do początku lub połowy kwietnia.

Od początku kalendarzowego roku tyram jak wół. Dnie, wieczory, weekendy - sama praca nie jest problemem, lubię to co robię, mam czas na nadgodziny. Problemem jest realny strach niezdążenia. Idzie jak po grudzie w myśl zasady, że jak ma coś pierdyknąć, to na pewno pierdyknie. Jestem zmęczona, najbardziej psychicznie. Pod koniec pierwszych dwóch tygodni w trasie nagle się przeziębiłam. Dopadło mnie ostro, tak, że rano zemdlałam w hotelu, co mi się nigdy nie zdarza, i nie mogłam zjawić się w pracy, bo bałam się prowadzić samochód z racji niemożności utrzymania się w pionie i gorących potów. Wszystko mnie bolało, myślałam, że to grypa, ale po powrocie do domu nagle miałam zwykłe przeziębienie, które minęło w ciągu tygodnia. Klient zmienił zdanie i trzeba było kupę rzeczy przerabiać. Dostarczyli dane bardzo późno i w ogromnych ilościach. Projekt przekroczył budżet. System zastępuje dwa inne oddzielne systemy SAP i integruje się z trzecim SAP.  Z racji zmian wymagań w ostatniej chwili trzeba było przerobić grafik, dzięki czemu zyskałam całe 2 tygodnie w domu akurat na wyzdrowienie i wykaszlanie płuc w prywatności własnego domu. Zabunkrowana w domu nadal się nie wyrabiam. W niedzielę wyjeżdżam i będzie 5 tygodni trasy pod rząd, bo data końca projektu się nie zmieniła. Będę w domu tylko w soboty, o ile nie spóźni się samolot. Szkolenie FL, go-live NJ, go-live FL, go-live CA, szkolenie FL. Potem tydzień w domu, tydzień na konferencji organizowanej przez moją firmę, na której prezentuję, i ostatni go-live na Florydzie. Potem tydzień pracy w biurze i koniec projektu. Liczę dni i godziny. Tylko dlatego, że ciężko jest żyć w takim stresie i przepracowaniu na dłużą metę. Za to umysłowo nigdy w życiu nie funkcjonowałam na wyższych obrotach: ciągle intensywnie myślę i rozwiązuję nowe problemy. Żadna szkoła, żadne studia ani inna praca mi takiego wyzwania nie dały i muszę przyznać, że to uwielbiam. Czuję się stworzona do myślenia i rozwiązywania problemów, czuję się z tym bardzo szczęśliwa i zwyczajnie uzależniona. Martwię się jak będzie wyglądać moje życie po tym projekcie, kiedy nagle stanie się chwilowo bezproblemowe. No i ciekawi mnie jaki będzie następny projekt. Ogólnie, pomimo obecnych trudności, uważam że pracę wygrałam na loterii: wpisuje się idealnie w moją osobowość.

A teraz o wolnych chwilach, których jest mało. Przestałam sobie ustalać zasady co powinnam, czego nie i kiedy żeby nie dodawać sobie stresu. Pilnuję się odnośnie głównych punktów zdrowia żeby utrzymać się w dobrej formie: ćwiczenia, sen, zdrowe i umiarkowane jedzenie, odpowiednie nawadnianie organizmu - ale przestałam być żywieniowym nazistą wobec samej siebie i po prostu jem na co mam ochotę. Tak się złożyło, że bycie ciągle zajętą stemperowało mi apetyt, w związku z czym nareszcie i bez wysiłku wróciłam do swojej ulubionej wagi sprzed roku. Trochę biegam, staram się wyrobić przynajmniej 6000 kroków dziennie (obiektywnie to nie jest dużo, ale przy moim obecnym grafiku jest) i kiedy jestem w domu chodzę na zajęcia jogi, którą naprawdę uwielbiam. I tu dochodzę do sprawy wzdychania: często podczas zajęć jogi instruktor/ka poleca nam głośno wzdychać aby "wypuścić" stres dnia jak również parskać (horse breath) - co jest rewelacyjne na rozluźnienie mięśni twarzy. Joga jest balsamem na moje ciało i duszę i to wzdychanie też pomaga. Zajęcia przynoszą mi ogromne ukojenie.

A teraz o poceniu się. Zakup sauny okazał się hitem. Mamy ją już trzeci miesiąc i używamy prawie codziennie (tzn. kiedy jestem w domu). Gładsza skóra, wzdęcia stały się problemem przeszłości, lepsze samopoczucie, spadek wagi (waga mi ruszyła w dół odkąd używam sauny choć nie jest to jedyny powód) - nie był to jeden z tych zakupów, który się nudzi i idzie w kąt, choć to kiepskie porównanie w tym przypadku, bo sauna akurat stoi w kącie. Sauna stała się nową bardzo wyczekiwaną porą wieczornego relaksu. Po prostu nie wyobrażam sobie mojego życia przed sauną.

Trzecią rozrywką wolnych chwil jest czytanie. Skończyłam (w wielkich bólach - warta przeczytania ale straszliwie rozwlekła) Polskę James'a Michener'a, potem przerzuciłam się na rewelacyjną lekturę Anthony'ego Marra The Tsar of Love and Techno: Stories (polecam również jego książkę A Constellation of Vital Pheonomena), aby w końcu dotrzeć do niedawno zmarłej pisarki Harper Lee i nareszcie przeczytać Zabić drozda (To Kill a Mockingbird) oraz To Set a Watchman - obie pozycje serdecznie polecam.

Cieszę się swoją pracą w chwilach, kiedy mnie nie przytłacza. Kiedy mnie przytłacza też się cieszę, ale z cieniem zmęczenia i cynizmu. Projekt trochę uderzył mi do głowy. Kiedy jest się alfą i omegą takiego dużego przedsięwzięcia, to trochę puchnie ego. Całe szczęście mam wystarczająco dużo wszelakich potyczek, żeby nie latać zbyt wysoko. Oby to końca. Cieszę się wolnymi chwilami, które znaczą o tyle więcej, kiedy jest ich mało. No i kończy się zima, rano słychać świergotanie ptaków za oknem. Powietrze pachnie wiosną. Idzie wiosna. Idzie lato. Będą wakacje i biwaki. Wszystko najlepsze przede mną. Stan obecny jest przejściowy. Minie.

czwartek, 10 marca 2016, anetacuse

Polecane wpisy

  • A może już czas?

    Coś napisać? Jak się może domyślacie, praca porwała mnie i przepuściła przez wyżymaczkę. Nie wiem, czy da się w skrócie, ale spróbuję. Po fabryce soku pomarańcz

  • Notka z frontu

    Pomimo kilku błędów taktycznych, nieprzewidzianych i licznych potknięć w manewrach i małej armii - powoli wygrywam. Trzy fabryki na systemie, czwarta w gotowośc

  • Drobne radości

    Ostatnio mam apetyt na literaturę amerykańską, zwłaszcza klimaty południowe. Przeczytałam "Zabić drozda", a teraz czytam "Przeminęło z wiatrem". Czytałam tę lek

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/03/13 22:44:29
minie. i cale szczescie, bo i wpis czyta sie tak szybko, jak Twoje zycie pewnie teraz wyglada.
i ja odzylam w pracy :) trzymam kciuki aby Jay dostal pozycje GC. a na razie robie mniej administracji, a wiecej compliance. bardzo mi to odpowiada :)
statystyka