Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

Miasto, którym rzygałam

Kto czyta mnie dłużej ten wie, że lata spędziłam na projektach z lokalizacją w Nowym Jorku. Miasto fascynuje mnie, ale przede wszystkim stresuje, hałas i zgiełk nie są moją domeną, wolę naturę.

Głównym źródłem stresu przy nowojorskich projektach były dojazdy: dojechać, nie zgubić się, nie utknąć w korku, nie chcieć siku podczas utknięcia w korku, nie wjechać do nie tego co trzeba tunelu aby niechcący nie zmienić wyspy (zdarzyło się!), nie mieć awarii, znaleźć parking, wcisnąć się w nieludzko małą przestrzeń nie poobijawszy samochodu, nie dostać mandatu za parkowanie nie tu, gdzie trzeba (zdarzyło się!). Po latach w końcu to opanowałam, ale stres kojarzony z jazdą w mieście pozostał.

Przy obecnym projekcie przeważnie latam na Florydę i mam zero stresu podróżnego, za to sama praca stresuje mnie potwornie. Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy dziś dojechałam do Jersey City (miasto w New Jersey rzut kamieniem przez rzekę Hudson od Manhattanu) i nagle poczułam nie tylko wiatr w skrzydłach, ale zwyczajnie ukojenie. Miasto, z metrem, rzeką, drapaczami chmur, japońskimi restauracjami co dwa kroki (uwielbiam!), podziałało na mnie niespodziewanie kojąco. Przypomniało mi okres, kiedy jak już dojechałam i zaparkowałam, to naprawdę dobrze się bawiłam - praca, spacery, widoki, dobre jedzenie, czas na czytanie po pracy, ulice tętniące życiem, spotkania ze znajomymi blogerkami. Tego nie pamiętałam. Myślałam o Nowym Jorku jako etapie z przeszłości, którego nie chciałabym powtórzyć. Tymczasem dzisiaj Wielkie Jabłko - choćby oglądane zza rzeki - oraz miejska atmosfra przypomniały mi o dobrym okresie mojego życia i przeniosły mnie w aurę, która bardzo poprawiła mi samopoczucie psychiczne.

Dziękuję Nowy Jorku!

P.S. W tym tygodniu stawiam system w magazynie dystrybucji - pierwszej z 4 placówek. Stres będzie horendalny, ale od czego jest japońskie wino śliwkowe?

poniedziałek, 21 marca 2016, anetacuse

Polecane wpisy

  • Ona

    Z krainy pomarańczy wyszłam cało. Mój pierwszy lot solo. Po ogromnych turbulencjach i licznych problemach technicznych - wylądowałam. Z nieskazitelną reputacją

  • Tournée

    Już luty, czy dopiero luty. Styczeń był tak intensywny, że wydaje się ekwiwalentem pół roku, tymczasem minął jak z bata strzelił. Siedzę w domu, ładuję dane, po

  • Hinduska matrioszka

    To, gdzie teraz jestem w ogromnej mierze zawdzięczam swojemu znajomemu z Indii, Satyanowi. Traf chciał, że nasza wspólna znajoma nas ze sobą zapoznała. Satyan a

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: alinca, *.dsl.bell.ca
2016/03/21 04:40:44
Powodzenia! Życzy wierna czytelniczka z drugiej strony jeziora :)
-
2016/03/22 02:26:48
c'mon, a gdzie się spotkałyśmy pierwszy raz?! Big Apple! Mi się Nowy Jork bardzo dobrze kojarzy. Ale ja tam zawsze dla przyjemności bywam - to też pewnie dlatego :)
-
2016/03/22 02:42:46
O, ktoś tu jednak wciąż zagląda! Dziękuję!
-
2016/03/23 00:36:10
Duzym miastom, metropoliom mowie zdecydowane NIE. ( no chyba ze Boston)

Po przemysleniu tego co napisalam, musze dodac ,ze byc moze sa duze, szybkie miasta, ale o innym charakterze niz NYC. Taki Rzym dla przykladu, bardzo mi odpowiada. Montreal..
-
2016/03/26 17:40:05
Nowy Jork ma swoje plusy, jakkazde miejsce na ziemi chyba. Mnie niestety zaczyna juz meczyc, mysle o zmianie...
-
2016/03/28 19:54:15
mam nadzieje, ze kiedys tez tak powiem. dzisiaj jestem NYC zmeczona...
statystyka