Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

Rozwijający areszt domowy

Firma wysłała mnie na szkolenie. Przez internet. 4 dni od 9-tej do 17-tej. Czasu kalifornijskiego, czyli od 12-tej do 20-tej czasu nowojorskiego. W praktyce wygląda to tak, że od 8-mej do 12-tej pracuję, a potem się szkolę. W zasadzie to dobrze, bo roboty za ciebie nikt nie zrobi i ma się cały ranek na ogarnięcie tego i owego. Ponieważ od poniedziałku do czwartku mam dwunastogodzinnie dni pracy, postanowiłam pracować z domu, żeby do tego wszystkiego nie dokładać sobie jeszcze godziny dojazdów.

Wszystko sprawdza się dobrze, poza tym, że siedzenie na tyłku przez tyle godzin jest bardzo męczące. Zajęcia przez internet sprawdzają się dużo lepiej, niż się spodziewałam, zwłaszcza, że grupa jest mała i wkładają nam do głowy nie tylko teorię, ale również praktykę: w wirtualnym laboratorium każdy dostaje swój własny komputer z oprogramowaniem i loginem i każdy robi indywidualne ćwiczenia. Do tego instruktor nas do tego stopnia angażuje, że człowiek ani nie pośpi, ani nie poczyta, bo w każdej chwili może być wyrwany do odpowiedzi. Uczestnicy są rozsiani po całych Stanach, każdy w innej strefie czasowej. Jest naprawdę fajnie.

W sensie fizycznym, jestem dosłownie przykuta do krzesła. Do południa jestem uwiązana mniej, bo tylko telefonicznie i mailowo, ale od kompa mogę odejść kiedy mam ochotę. Od południa przed kompem ze słuchawkami i mikrofonem, czyli na kablach. Dobrze, że mamy w miarę częste przerwy, a po pracy mąż donosi mi obiad pod sam nos. Za to nie muszę nigdzie jechać, śpię we własnym łóżku, jem własne posiłki, a wieczory spędzam z rodziną. Fajne mamy czasy.

środa, 16 lipca 2014, anetacuse

Polecane wpisy

  • Ona

    Z krainy pomarańczy wyszłam cało. Mój pierwszy lot solo. Po ogromnych turbulencjach i licznych problemach technicznych - wylądowałam. Z nieskazitelną reputacją

  • Wielkanoc w domu

    Niespodziewanie spędzam Wielkanoc w domu. Miałam dziś wylatywać o 3 rano, ale wszystko się zmieniło. Zmiana w ostatniej chwili, w piątek wieczorem dopiero wróci

  • Miasto, którym rzygałam

    Kto czyta mnie dłużej ten wie, że lata spędziłam na projektach z lokalizacją w Nowym Jorku. Miasto fascynuje mnie, ale przede wszystkim stresuje, hałas i zgiełk

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/07/16 22:44:14
dobrze, ze masz czeste przerwy... i jeszcze lepiej, ze szkolenie nie jest nudne ;)
statystyka