Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

Za stara na biwak?

Tegoroczny biwak w parku stanowym Lewey Lake w górach Adirondacks był naszym pierwszym w tym roku. Planowanie okazało się koszmarem logistycznym, bowiem oryginalny plan miał być taki, że wyjazd po pracy w czwartek, pakowanie się w ciągu tygodnia, tymczasem dość późno wypadła mi podróż służbowa do Nowego Jorku od poniedziałku do czwartku. Główkowałam jak mogłam i w końcu wyszło tak, że zakupy i większość pakowania skończyliśmy w weekend, w poniedziałek mąż zawiózł mnie do pracy, skąd pojechałam z szefową samochodem służbowym do Nowego Jorku, skąd z kolei wyleciałam do Syracuse w środę wieczór (zamiast wracać samochodem w czwartek), mąż odebrał mnie z lotniska i w czwartek pracowałam z domu mogąc skończyć o dwie godziny wcześniej i dojechać w góry przed zmrokiem. Uff...

Biwak nie jest tym, co tygrysy lubią najbardziej. Nie biwakujemy z pasji spania na podłodze i odmrażania sobie tyłków, ale dlatego, że uwielbiamy góry, chodzenie po górach i kajakowanie, jak również trzymamy się z grupą ludzi, którzy biwakują. Lubimy naturę, ale nie kochamy biwakować. W tym roku przeanalizowałam wszystkie poprzednie wycieczki i doszłam do wniosku, że wspólnym mianownikiem dla nich jest stres. Ciągle gdzieś w biegu, na czas, bo spływ, bo klub, bo pływanie, wszystko na łapu capu. Do tego zimno, często mokro i brudno, wszysto byle jak. W tym roku postanowiłam to zmienić, postanowiłam skupić się na samym procesie biwaku i zmianie otoczenia. Obiecałam sobie, że nie będę niczego robiła pod sznurek, ale według własnego rytmu próbując złapać chwilę, a nie następną atrakcję.

Na miejsce dojechaliśmy około 7 wieczór, ciut po zachodzie słońca. Znaleźliśmy nasze poletko nad samym jeziorem Indian Lake, to samo co w zeszłym roku i przystąpiliśmy do rozbijania obozu. Pies poszedł obwąchać okolicę, dobrze już mu znaną. Udało nam się rozbić namiot sypialny i dzienny jeszcze przed kompletnym zmrokiem. Była pełnia księżyca. Zatrzymałam się, żeby popatrzeć na ogromny księżyc tuż ponad łańcuchem gór odbijający się jeziorze pomiędzy gałęziami krzywego małego drzewa na naszym poletku. Widok był pocztówkowy. Stałam i patrzyłam, zapisując go w pamięci.

Poszliśmy na nocny spacer odwiedzić znajomych w innej części parku. Zimno i ciemno nadeszły szybko, dużo szybciej niż w mieście. Ledwo po 9-tej poszliśmy spać. Tzn. chcieliśmy spać, ale było tak zimno, że nie dało się zasnąć. Mamy wkładki termiczne do śpiworów, więc po włożeniu ich oraz dodatkowych ubrań, w tym zimowych czapek, nareszcie udało się zasnąć. 

Wstaliśmy trochę po 6-tej. Czułam się, jakby mnie ktoś obił kijem baseballowym, ale zapowiadał się piękny dzień. Zaczęliśmy go od śniadania i kawy, po czym podjechaliśmy do daleko oddalonych pryszniców, żeby się wykąpać. Czyści, w lepszych humorach, pojechaliśmy odwiedzić jeszcze innych znajomych w jeszcze innej części parku. Pies był wniebowzięty.

Zanim wróciliśmy do obozu, ociepliło się znacznie. Poranna mgła znikła i słońce zaczęło prażyć dość gorąco jak na koniec września. Znalazłam płaski placek ziemi, gdzie rozciągnęłam swoją matę do jogi i zaczęłam ćwiczyć. Stojąc w pozycji wojownika spod przymrużonych powiek widziałam góry i jezioro, a na twarzy czułam gorące słońce. Poczułam, że po raz pierwszy od bardzo długiego czasu udało mi się naprawdę zrelaksować i zostawić wszystkie problemy dnia codziennego za sobą. Byłam zupełnie gdzie indziej, w środku gór, gdzie nie działają komórki i udało mi się być tylko tam, zarówno ciałem jak i duchem. Tego dnia nie popłynęliśmy z klubem na spływ, ani nie wyszliśmy z nimi na obiad. Leżałam na macie w cieniu i czytałam na Kindlu przysypiając od czasu do czasu. Kiedy ostatni raz leżałam plackiem na trawie? 15-20 lat temu? Było bosko. Rytm dnia również odpowiadał naszemu kudłaczowi, który zdecydowanie nie lubi biwakować. Zrelaksował się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bo byliśmy wszyscy razem: on nie znosi, kiedy na biwaku się rozdzielamy. Był wyluzowany, leżał koło mnie i obserwował otoczenie. Mąż poszedł biegać, ale pies poznaje kto i po co się wybiera, wiedział, że to tymczasowe. Po południu poszliśmy z psem na spacer a potem pojechaliśmy na wycieczkę krajoznawczą do North Creek, gdzie mają fajną stację kolejową z chodzącymi pociągami dla turystów. Wieczorem zrobiliśmy obiad i siedzieliśmy przy ognisku. Pies spał jak zabity.

Druga noc była cieplejsza i tym razem spałam świetnie. Kolejny ranek i podjęliśmy decyzję powrotu do domu o dzień wcześniej. Nie dlatego, że było źle, ale dlatego, że było świetnie wg. zasady quit while you're ahead, czyli (z hazardu) - odejdź od stołu póki wygrywasz. Miało padać. Już było widać zmianę pogody, nadszedł gwałtowny wiatr. Biwakowanie w ulewę w zimnie do przyjemnych nie należy, więc zwinęliśmy się szybko i wyruszyliśmy z powrotem okrężną drogą zatrzymując się na lunch w Old Forge. Dobrze wyszło, bo wczoraj faktycznie lunęło, a my mieliśmy czas się ogarnąć, wyspać i trochę odpocząć od odpoczywania, bo jutro znowu jadę do Nowego Jorku.

W góry wracamy na jedną noc w najbliższy weekend, ale będziemy spali w przyczepie kempingowej przyjaciół. Swoją drogą, marzy nam się coś takiego:

Teardrop Trailer

Fot. http://www.cozycruiser.com/

poniedziałek, 23 września 2013, anetacuse

Polecane wpisy

  • Kopciuszek

    Rok temu pisałam o sprytnym cacku, jednopalnikowej kuchence turystycznej BioLite zasilanej drewnem , na której można nie tylkogotować, ale przy okazji naładować

  • Joga powietrzna (antygrawitacyjna)

    Romansuję z jogą już od wielu lat, ale ostatnio wzięłam się za to troche poważniej. Znalazłam świetne studio jogi, które oferuje nie tylko różne typy jogi, ale

  • Kettlebell swing (wpis uzupełniony)

    Nie wiem jak najlepiej przetłumaczyć nazwę tego ćwiczenia, ale jest to trening z girią (kulą odlaną z żelaza), a ściślej jej huśtanie, jakkolwiek idiotycznie b

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/09/23 03:55:03
Pokój dzienny, sypialnia? Na taki biwak to ja jestem za stary.
-
2013/09/23 05:20:03
Zdecydowanie podpisuje sie pod tytulem wpisu :)
Jestem juz za stara, za wygodna, do szczescia potrzeba mi juz ciut wiecej niz spanie w namiocie i mycie sie pod prysznicem za 25 centow za minute biezacej wody.
Nie mowie zdecydowanego NIE, bo dla Kuby w tym i poprzednim roku pojechalismy na pole kampingowe w Rhode Island i jakos przezylam. Lubie ogniska i przy nich rozmowy, kielbase na patyku i rzeskie powietrze o poranku .Majac jednak do wyboru biwakowanie i wygodny hotel, wybieram to drugie.
-
2013/09/23 11:25:43
pharlap: Chodzi o jeden normalny namiot do spania, a drugi bez podłogi od deszczu - shelter, nie wiem jak po polsku.

ania-usa: No, prysznice w parkach stanowych NY są za darmo, ale poza tym to dobrze jest jak nie pada. Ale przeważnie pada.
-
2013/09/23 13:38:15
Nie wiem czy mozna byc za starym na biwak, ponoc ludzie biwakuja do poznej starosci. Wiem natomiast, ze mozna byc stanowczo za wygodnym na biwak:)) Ja jestem i bylam cale zycie za wygodna. Nie wyobrazam sobie isc/jechac gdzies bo chce wziac prysznic, czy umyc rece.
Czasem mysle o tym, zeby spedzic wakacje podrozujac w RV, ale takim pelny wypas, gdzie mam wszystko na miejscu. Namiot? Na pewno NIE.
-
2013/09/23 14:50:09
Biwakowanie pod namiotem? NIE, nie i jeszcze raz nie;) Kiedys lubilam a teraz lubie pokoj hotelowy z lazienka i prysznicem. Wyroslam z campingu, stalam sie zbyt wygodna i chyba zycie mnie troche rozpiescilo. Tak, tak to moge okreslic. Podobaja mi sie wypasione RV i tak sobie mysle, ze byc moze na emeryturze skusze sie na cos takiego (mozna przeciez wypozyczyc) problem jednak z tym, ze moj D zarzeka sie, ze on nigdy nie bedzie podrozowal takim autobusem;) Mamy jeszcze kilka ladnych lat aby rozwiazac ten "dylemat":)
-
Gość: m., 12.233.255.*
2013/09/23 16:09:08
namiot jest OK jak jest ladna pogoda. a za cene dobrego namiotum mozna znalezc uzywany pop-out camper - to juz jakis upgrade :)
-
2013/09/23 19:52:49
Rozumiem doskonale.
Ja z worem na plecach, namiotem etc. chodzilam tylko tam, gdzie inaczej sie nie dalo: w wysokie Sierra Nevada w Kalifornii, gdzie mozna dosjc tylko na wlasnych nogach i spac oraz zywic sie tym, co sie na grzbiecie przyniesie.
Tez bylo zimno, komary, dralowanie 10 min po wode do mycia i ugotowania zarcia.

W zamian niewzruszone szczyty gorskie, podniebne jeziora, cisza.. cisza i zywego ducha wokol.

W kazdym inny wypadku jesli moge to wole sie zatrzymac w motelu a trasy opracowac tak, zeby nie byly dluzsze niz jeden dzien.
Przyczepa campingowa oczywicie lepsza niz namiot, ale nie wszedzie sie da nia dojechac...
-
2013/09/23 20:24:06
Ja uwielbiam wakacje na kempingu. Chatka wygodniejsza niż namiot, na pewno, ale w najładniejszych okolicach często chatek nie ma i namiot pozostaje jedynym sposobem na spędzenie nocy. Na przykład nad brzegiem Atlantyku w Nowej Szkocji gdzie spaliśmy prawie na samej plaży. Bardzo byśmy chcieli, żeby nasza córka też lubiła wakacje pod namiotem.
Trochę przekornie napiszę, że bardzo się cieszę, że spora część ludzkości namiotowania nie lubi, bo dzięki temu jest cicho, spokojnie i bez tłumu. Natura i my, o co w sumie w tym wszystkim chodzi, przynajmniej dla mnie.

Nie wiem czy bym się za to zdecydował na namiot tam gdzie są grizzly, bo mam świadomość, że zagrożenie jest spore i lepiej spać w czymś bezpieczniejszym jak trailer.
-
2013/09/23 21:42:59
Star: Pewnie, że za wygodna, nie za stara, ale mimo wszystko niewygody wydają się przeszkadzać mniej kiedy jest się młodszym.

Monika: Tak, nam też się marzy RV jako metoda na spędzenie emerytury (jako dodatek do innych pomyłów), ale dopiero czas pokaże na czym się skończy.

m.: Pop-up camper to dobry pomysł. Nam, jeśli już coś kupować, zależałoby na hard topie, żeby można było zostawić psa i papugę na parę godzin i nie zeżarły ich niedźwiedzie.

Nina: Mam takie samo podejście. Kiedy robimy backpacking i kayak camping, ma się satysfakcję, że się jest w miejscu odludnym, gdzie można dobić tylko wodą lub pieszo i z tego nie zrezygnuję nigdy, bo naprawdę lubię wyzwania. A tu, poza samym biwakiem, człowiek się nieźle napracuje fizycznie, to i mu się lepiej śpi.

Kris: Jest namiotowanie i "namiotowanie" - mam odwrotne spostrzeżenia - Amerykanie uwielbiają namiotować, tylko trochę inaczej: syracuse.blox.pl/2008/09/Amerykanie-biwakuja.html
Więc zależy, gdzie się wybierzesz i o jakiej porze roku. Bywają pustkowia i miejsca tłumne.
-
2013/09/23 21:57:24
A tak, oczywiście, zwłaszcza kampingi KOA wyglądają jak mrowisko. Miałem na myśli raczej małe prywatne kempingi i oczywiście parki stanowe/prowincjonalne i narodowe.
-
2013/09/23 22:21:41
@resvaria:
tam gdzie ja chodzilam z przyjaciolmi prawda, grizzly sa a przynajmniej tak twierdza rangers, bo ja zadnego nie widzialam. Faktem jest, ze niedzwiedziom chodzi i ojedzenie, ktore maja ze soba turysci, nie zas koniecznie o samych turystow.

Dlatego zanim ci wydadza permit w stanowym parku upewniaja sie, ze masz specjalna puszke metalowa na jedzenie albo ze wiesz jak (i masz dlugi sznur) zeby zarcie co wieczor zapakowac w specjalny worek i w dosc sporej odleglosci przerzucic go przez galaz, na ktora niedzwiedz nie bedzie mogl wejsc.

Coz, nic takiego nie robilismy...worek z calym zarciem lezal sobie w bezpiecznej odleglosci od namiotow. Dobraly sie do niego tylko wiewiory i jakies inne stwory.
Co ciekawe, niedzwiedzi jest znacznie wiecej tam, gdzie sa tlumy "stacjonarnych" turystow, np. w okolicach Yosemite. Potrafia sie wlamac nawet do samochodu. Podobnie jak w South Lake Tahoe - wlasciwie kazda chalupa ma specjalny smietnik z zamknieciem "przeciwniedzwiedziowym" bo mimo, ze to miasto kilkadziesiat tysiecy ludzi, to jednak niedźwiady w nocy wylaza buszowac po smietnikach...
-
2013/10/05 19:36:43
Aneta, za stara? Ty? Żarty..
statystyka