Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

Czwartek przeklęty

Zwykle lubię czwartki, bo to wigilia wigilii weekendu. Niestety to już trzeci z kolei czwartek kiedy rano przytrafia mi się coś irytującego. Dwa tygodnie temu zapomniałam laptopa. Tydzień temu oblałam się olejem napędowym. Dziś wylałam kawę.

Może wylanie kawy nie jest specjalną tragedią, ale kiedy się ma ranek napchany do szczytu możliwości, miele się kawę ręcznym młynkiem i z namaszczeniem parzy w prasie francuskiej zalewając wodą o odpowiedniej temperaturze i parząc dokładnie 4 minuty, a potrąci się wystający tłoczek dosłownie kilkanaście sekund przed końcem parzenia wylewając CAŁĄ zawartość naczynia - to JEST tragedia. Nie przyznam się ile k* poleciało, ale wpadłam w kompletny amok i furię na skalę, jakiej nie doświadczyłam od dawna. Nie dość, że trzeba było posprzątać, to jeszcze zaczynać nową kawę kompletnie od zera. To nie był piękny poranek.

Mimo wszystko miałam dziś szczęście w nieszczęściu, bo 90% kawy wylało się do zlewu, bo tam akurat strąciłam prasę, a tylko trochę poza zlew, nic na podłogę. Sprzątanie to był pikuś, ale i tak ledwo się opanowałam żeby czegoś nie zdemolować.

Jest ciepło, letnio i świat staje się piękny. Niestety pomyłki i furie, które mi się przytrafiają, są bezpośrednim skutkiem tego piękniejącego świata. Robi się gorąco. Kiedy jest gorąco, źle śpię. Nigdy nie przystosowałam się do tutejszego klimatu letniego, nie mam klimatyzacji centralnej, a spanie z wiatrakiem lub klimatyzatorem okiennym nie poprawiają mi jakości snu. Latem jestem jak zombie. Zmęczona i poirytowana. A to dopiero wiosna...

czwartek, 02 maja 2013, anetacuse

Polecane wpisy

  • Trudna nauka partaczenia

    Czasem się okazuje, że można nauczyć starego psa nowych sztuczek. Albo przynajmniej spróbować. W wieku 40-stu lat uczę się - proszę państwa - partaczyć. Może "p

  • Złość i parada

    Ostatnio (bez definicji - ale wydaje mi się dość długo) nie jestem zadowolona z życia. Nie lubię siebie, jestem pełna złości, niecierpliwości i coraz głębiej za

  • Zostawić Syracuse!

    Przeprowadzamy się do Południowej Karoliny. Dogryzła nam zima. Planowaliśmy to od lat, ale plan został przyspieszony, a wszystko potoczyło się niespodziewanie s

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/05/02 17:02:03
dla mnie jakos ta wiosna nie moze sie rozkrecic. dzien ciepla i 4 zimnego wiatru... ale czwartki to masz zaj... ze tak powiem :D
-
2013/05/02 17:53:30
Cutie: Fakt, wiosna rozkręca się niestabilinie i nierówno, teraz jest upał, jutro może być śnieg. W następny czwartek schowam się pod łóżko, ale znając życie, pewnie tam będzie siedział pająk ;).
-
2013/05/02 19:08:32
Ojjjjj...jutro juz sie bedziesz tylko smiala z przygody z kawa;) Latwo powiedziec, wiem jednak sama jak to jest, bo tez potrafie sie tak wsciec:) A wszystko wina tego, ze czlowiek sie zawsze spieszy.....

O, to az tak goraco u Was? U nas od wczoraj naprawde ladnie i cieplo ale na szczescie jeszcze nie za goraco. W pracy wprawdzie kobitki juz wlaczyly klimatyzacje ale dla mnie osobiscie nie bylo to jeszcze konieczne. Siedze wiec w swetrze.

-
2013/05/02 20:21:34
Ja najbardziej lubię wlasnie czwartek, bo u mnie to pierwszy dzień weekendu.
Z kawą tez problemu nie mam, bo kawe przynosi managerom "napojowy", a jesli coś rozlejemy, to tez nie nasz problem - do taki zadań, tez oddelegowany specjalny pracownik w firmie.

ps.U mnie wiosna juz w pełni i +34 stopnie w cieniu :)
-
2013/05/02 21:27:02
Monika: No właśnie, nie wiem co jest z tym spieszeniem, bo zawsze się spieszę niezależnie od tego, o której wstanę. Co do klimy, to mi zawsze ręce opadają. Tylko się temperatura zmienia na "normalną" i do życia, zaraz wszyscy przykręcają termostacik na lodówkę i całe lato można zamarznąć na kość. Nigdy tego nie zrozumiem. Ani to energooszczędne, ani przyjemne. Jak się w końcu dorobię klimy, będę jej używać z rozsądkiem, bo ja lubię temperaturę "pokojową' a nie "lodówkową" jak większość tubylców.

Sgsp: A tyłki managerom też tam podcierają? ;) Żartuję oczywiście, no ale z takim poziomem usług osobistych się nie spotkałam. Z drugiej strony ja jestem snob i nie tylko muszę mieć kawę zrobioną dokładnie tak jak lubię, ale też zaraz po wstaniu. W pracy mogę najwyżej pić drugą lub trzecią... Ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że ktoś może mieć weekend w inne dni niż sobota i niedziela... Fajne to w sumie. Sądząc po lokalizacji KSA, też pewnie macie parne lata za to dużo bardziej gorące - czy się mylę?
-
2013/05/02 21:36:40
@anetacuse - tutaj jest stosunkowo niska wilgotność.
Wbrew pozorom takie stanowiska jak np. "napojowy" sa dosc dobrym rozwiazaniem - dzieki temu Ci ludzie przynajmniej maja prace.
-
2013/05/02 21:42:53
sgsp: Ja jak najbardziej to popieram. Tymczasem pracuję dla firmy australijskiej, gdzie się od specjalizacji stopniowo odchodzi na rzecz "wszystko rób sam." Moim zdaniem to kiepski pomysł, ale już teraz nasi inżynierowie i kierownicy projektu sami zajmują się billingiem, a wygląda też na to, że firma powoli stara się odzwyczaić nas od sekretarek. Kupę kasy się przez to marnuje, kiedy wymaga się od osoby naliczającej klientowi za godzinę stawki premium, żeby zajmowała się administracją, którą mogłóby zrobić ktoś inny lepiej i za dużo mniejsze pieniądze.
-
2013/05/02 21:45:26
Pewnie dlatego tak bardzo podoba mi się w Saudi :)
-
2013/05/02 22:15:37
Aneto, u mnie w firmie nazwa assistent zostala zmieniona na 'coordinator' :D. chyba po to, aby CEO zamydlic oczy, ktory asystentek nienawidzi, ale sam ma 2!
-
2013/05/02 22:32:25
Cutie: No przecież bycie "sekretarką" czy "asystenką" nie jest poprawne politycznie! [Bleee...] Od kiedy to jakakolwiek praca komuś uwłacza, że aż trzeba zdobić tytuły w woalkę? U nas na kadry nie mówi się "Human Resources" tylko "People Team," a na pracowników tego wydziału "People Manager" i "People Advisor." Chociaż to już jest chyba specyfika australijska, a nie poprawność polityczna... Kto wie. No i open space, że wszyscy są równi, tylko jeden szef równiejszy i każdy może (i musi) słyszeć rozmowy innych i widzieć co jedzą na lunch. Do mnie to (jeszcze) nie dotarło z racji starego budynku, w którym są ściany. O, esej mi się zrobił, chyba powinnam zrobić oddzielny wpis ;).
-
2013/05/03 13:55:17
Podzielam opinie na temat klimatyzacji i podejscia lokalsow:))) Czasem a wlasciwie przewaznie jest dla mnie przeklenstwem, bo....marzne:) Do czego to jest podobne, ze ja latem, kiedy na zewnatrz jest upalnie zawsze i wszedzie zabieram ze soba sweter? Najgorsze sa centra handlowe i restauracje. Marzne takze w kinie, pracy i u lekarza. Ludzie tutaj sa tacy rozgrzani czy ja jestem zmarzluch???
-
2013/05/03 14:18:57
Monika: Mam dokadnie tak jak Ty, więc zdecydowanie nie jesteś sama. Organizm przystosowuje się co różnych temperatur, więc ustawienie klimy żeby było trochę chłodniej niż na zewnątrz już przynosi ogromną ulgę, ale tutaj nie, ludziska muszą mieć nastawione na 60F, kiedy na dworze jest 90. Z tego powodu wcale nie muszę martwić się posiadaniem letnich ciuchów do pracy, bo długi rękaw jest jak raz.
-
2013/05/05 15:12:00
Witaj siostro w klubie. Po 23 latach w USA nie przystosowalam sie do tych piekelnych temperatur i wilgotnosci. A w dodatku te wiosenne burze to u mnie bole glowy.
-
2013/05/06 00:23:49
Zapraszam do mnie - tutaj jest co prawda cieplej niz u Was, ale za to nie ma az takiej wilgotnosci :)
statystyka