Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

Woda wtedy i dziś

Nigdy nie wychodzę z domu bez przynajmniej jednej butelki z wodą. W większości miejsc publicznych w Stanach są fontanny z wodą pitną, z których można pić bezpośrednio lub napełnić butelkę. We wszystkich restauracjach woda podawana jest za darmo. Piję dużo wody i często, jest moim głównym napojem i nieodłączną częścią mego dorosłego życia. Tylko dorosłego.

W czasach mojego dzieciństwa, nie licząc zawsze popularnej mineralnej wody gazowanej, woda w ogóle nie była napojem samym w sobie. Nie znałam NIKOGO kto piłby samą wodę. Wychowałam się na piciu mleka, kakao, kompotu, herbaty, kawy inki, ewentualnie wody z sokiem, a w późniejszych latach kawy. W domu była mineralna woda gazowana, ale jej nieznosiłam. Oranżada była sporadyczną radością kupowaną w szkolnym sklepiku do wypicia "na miejscu." Do szkoły zabierało się drugie śniadanie, ale najczęściej bez żadnego napoju. Teraz w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić jak potrafiłam funkcjonować pijąc tak małą ilość płynów. Coca-cola była rzadkością i ósmym cudem świata.

Po 1989 zaczęły królować napoje gazowane, w coraz większej ilości domów na stałe zaistniały półtoralitrowe butelki Coli czy Fanty. Rynek zalały też wszelkiej maści soki. Potem nadszedł trend wody. Kupowało się zgrzewki gazowanej lub niegazowanej wody mineralnej, bo wszystkie media trąbiły, jakie to zdrowe. Dopiero wtedy woda naprawdę zaistniała na polskich stołach. Miałam 19 lat kiedy po raz pierwszy, za radą mojej kosmetyczki, zaczęłam pić wodę. Szczerze wtedy wody nie znosiłam i praktycznie zmuszałam się do jej picia. Teraz nie wyobrażam sobie życia jedynie na kompotach i herbacie.

Powyższe spostrzeżenia są subiektywne i niekoniecznie odzwierciedlają prawdziwy stan tamtych lat. Proszę podzielcie się swoimi doświadczeniami: co piliście w czasach Waszego dzieciństwa, co pijacie jako dorośli, co podajecie do picia Waszym dzieciom? Jak było/jest w Polsce, a jak na obczyźnie?

sobota, 14 stycznia 2012, anetacuse

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/01/14 23:55:29
U nas tez sie pilo wode mineralna gazowana, pakowana w male butelki i kupowana skrzynkami, zwlaszcza latem. Pijalam ja, ale nie byl to moj ulubiony napoj. Poza tym obowiazkowo kompoty, zwlaszcza latem a zima te ze sloika do niedzielnego obiadu :) Czasem pojawiala sie oranzada w butelce, ale moja mama nie chciala tego kupowac, bo przeciez w ogrodzie byly owoce ktore my musialysmy zbierac a z ktorych mozna ugotowac kompot. Latem razem z siostra podpijalysmy czasem wode prosto ze studni, ale nas goniono bo bylo niezdrowo pic taka zimna wode :) A jak bylam gdzies w czwartej albo piatej klasie, w naszym domu bardzo czesto pilo sie napoj gazowany pt. "Ptys" - takie slodkie i kleiste niby pomaranczowe w smaku cos. No tez wlasnie litry herbaty oraz inki. Ale masz racje, pilo sie ogolnie mniej, zwlaszcza zima kiedy nie bylo swiezych owocow na kompot. A! Zapomnialam o syfonie! Syfon na naboje, z ktorego wode gazowana pilo sie z sokami. Oczywiscie robionymi z owocow ktore zbieralysmy niewolniczo...:)

PS. Nie moge sobie przypomniec starego loginu i hasla i musialam zalozyc nowe konto...
-
2012/01/15 00:10:36
Magda: U nas też był syfon, ale używało się go tylko fazamu tu i tam. Ptysia pamiętam z nazwy, ale nie wyglądu czy smaku.
-
2012/01/15 03:41:43
Mhmm... na pewno kompoty glownie latem, a tak najczesciej to pilo sie herbate. Pamietam czasy kiedy pilam ja z cukrem, brrr! Byly tez soczki, glownie kubusie, albo robione wlasnorecznie. Pojawienie sie wody pamietam na studiach. U nas w domu bylo przekonanie aby pic cos cieplego, ze lepiej na zoladek. Z dziecinstwa pamietam jeszcze kakao, kawe zbozowa, inke tez, ale wolalam zbozowa. Teraz glownie herbata- uwielbiam, smieja sie ze mnie, ze moglabym reklamowac sklep herbaciany bo mam wiele roznych, i woda, ktora zdecydowanie powinnam pic wiecej, musi byc w temperaturze pokojowej, nie lubie z lodowki jak jest zima, o i saltzer tez lubie :) reszta odpada, ze wzgledu na kwasy zoladkowe, wiec od czasu do czasu pozwalam sobie na sok pomaranczowy i ulubione kubusie :)
-
2012/01/15 16:31:22
ja pilam oranzadke w woreczku. no i kompoty. glownie wisniowe. zawsze sobie stawialam szklanke kompotu przy lozku na wypadek jakby mi sie chcialo pic.
jakbym miala te kompoty teraz to bym je pila, ale ze nie mam to wode (z butelki nie kupuje, ale jak mieszkalam w stanach to kupowalam w wielkich baniakach wielorazowych). dzieci pija glownie wode. ale takze kakao, inke (tez pije), soki (rozcieczane). kompotu nie znaja.
-
2012/01/15 17:34:55
U mnie bylo tak samo. Nie wiem jakim cudem nie uschlam!
Teraz co najmniej litr wody plus inne napoje.
Moje dzieci pija wode bez problemu. Wszystko kwestia przyzwyczajenia :)
-
2012/01/16 02:26:34
ja w dziecinstwie pilam wode. z kranu. wodociagu wtedy nie bylo, woda byla pobierana przez tzw. szpic, z wod gruntowych. teraz u mamy wodociag jest. bylam w Polsce.. i dalej pilam wode z kranu.
tutaj tez pije wode. seltzer albo zwykla z butelki. w pracy z butelki, w domu seltzer. Emma pije wode i sok. no i oczywiscie cole, choc robi to tylko wtedy kiedy ja nie 'widze' :D
-
2012/01/16 18:56:24
W dziecinstwie generalnie pijalam to co ty, z naciskiem jednak na kompoty domowej roboty oraz duza ilosc herbaty.
W doroslym samodzielnym zyciu w Polsce pijalam codziennie morze herbaty oraz stosunkowo duzo piwa, wode bardzo rzadko - w Wawie kranowa nie nadawala sie w ogole do niczego, na zupe czy herbate szlo sie do najblizszego ujecia wody artezyjskiej. Na mineralna rzadko kiedy bylo mnie stac.

Po przeprowadzce do USA nadal pilam bardzo duzo herbaty, ale dolaczyla do niej woda mineralna gazowana, czasami mieszana z odrobina soku wycisnietego ze swiezej cytryny albo pomaranczy. W lecie robilam sobie caly dzban herbaty z cytryna i trzymalam w lodowce.

W Argentynie zastapilam herbate yerba mate - nie umiem bez tego zaczac dnia. Oprocz tego do obiadu zawsze obowiazkowo czerwone wytrawne wino no i woda mineralna. Jesli jestem gdzies na zewnatrz, dzien goracy i chce mi sie pic wtedy za rada miejscowych albo gatorade (ale jest bardzo drogi tutaj) albo 7up.
W goracym i wilgotnym klimacie picie duzych ilosci wody moze sie bardzo zle skonczyc, czego doswiadczylam na sobie - odwodnienie z wyplukaniem elektrolitow. 3 dni z tego wychodzilam.

Generalnie uwazam, ze picie zbyt duzej ilosci czystej wody nie jest korzystne. Zaburza sie wtedy rownowage elektrolitowa i zeby ja spowrotem uzupelnic organizm zaczyna sie domagac a to czegos slonego, a to slodkiego czy kwasnego. I zaczyna sie jesc, kiedy przeciez wcale nam jedzenie potrzebne nie jest.
-
2012/01/21 01:28:15
Woda z syfonu na naboje :)
-
Gość: pewnapani, 91.84.132.11*
2012/01/23 00:37:12
Kompoty, herbata i tzw Orange:) pepsi od święta. Obecnie herbata, kawa, soki, woda i moja ukochana choć niezdrowa cola diet...
-
2012/01/29 10:50:27
Z PRL-owskich czasów pamietam głównie herbatę, później oranżadę. No i wodę ze studni , tak smaczną w upalne dni. Dopiero gdy wyjechałem do Kuwejtu uznałem, że picie to powazna sprawa; zacząlem od wody mineralnej w temperaturze pokojowej. Gdy dołączyła do mnie reszta rodziny pojawił się 7-up ( w Kuwejcie Coca-Cola była zakazana). W Australii zaczęło się od fascynacji owocami i sokami. Po kilku latach przestawilismy się na wodę z kranu.
Wg mnie ilości wody zalecane przez dietetyków są zbyt duże. Tu nie chodzi o potrzeby organizmu lecz o to, że człowiek opity nie da rady tak dużo zjeść.
Przez kilkanasnie lat uprawiałem w Australii sporty wytzrymałościowe. Tu też spotkałem się z wielką przesadą. Podczas intensywnego wysiłku powinieneś wypijać 2l na godzinę. A nasze imprezy trwały 12 godzin. To co? Miałem wypić 24 litry wody? To jest zresztą bardzo indywidualna sprawa. Ja podczas takich zawodów wypijałem może 3 litry wody i czułem się dobrze ( z tym , ze potem przez kilka dni piłem więcej niż normalnie), innym to nie wystarczało.
-
2012/01/30 03:08:43
pharlap: Witaj na blogu i dziękuję za interesujący komentarz. Swój rozum trzeba mieć i własnego ciała słuchać, zgadzam się z tym zdecydowanie.
-
2012/01/30 03:09:09
Merkę 1986 też witam!
statystyka



free counters