|
Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu
Elektrykiem być, o jasny gwintWszystko zaczęło się niewinnie. Nasz dom w momencie zakupu miał niewielką wyspę w kuchni. Jednym z pierwszych projektów były nowe blaty i powiększony blat wyspy. Aż się prosił o światło. Mój teść - elektryk, zamontował nam światło nad wyspą trochę niekonwencjonalnie: kable poszły od gniazdka w sypialni na górze, gdzie zaistalowany został włącznik (tak, włącznik do światła w kuchni jest w górnej sypialni), a w kuchni do ściany przyczepiony został zdalny włącznik na baterie. Jak ktoś nie wie, to się nawet nie pokapuje. Światła nad wyspą to potrójne zwisające lampy miernej jakości robione w Chinach, ale takie akurat wtedy znaleźliśmy. Przy sporej ilości kabli dało się je umocować na "słowo honoru" za pomocą tylko jednej śrubki, bo druga nijak nie poszła. W tym stanie oświetlenie wisiało dobre 6 lat z przygodami nie większymi niż brak styku którejś z trzech żarówek, które trzeba było szturchnąć, żeby świeciły. Irytujące, ale nie koniec świata. Bardziej irytujące było to, że oświetlenie wymagało żarówek o wąskim gwincie, które ciężko było dostac w wersji świetlówkowej, a jedyne jakie były to świecznikowe, które wystawały dużo poniżej klosza. Tak więc używaliśmy żarówek zwykłych. Dzisiaj, przy okazji polowania na coś innego, znaleźliśmy świetlówki o wąskim gwincie, które radośnie zakupiliśmy. Przy okazji montażu, zdecydowałam się poodkręcać klosze do mycia, po czym zamontowałam całość lubując się jasnym i energooszczędnym efektem końcowym. Przez jakieś pół minuty, bo nagle wszystko zgasło. Wniosek był taki, że przy odkręcaniu kloszy poluzowały się (jeszcze bardziej!) kable, oraz że czas najwyższy pozbyć się tej irytującej chińskiej miernoty na rzecz czegoś nowego. Postanowiliśmy zdjąć zepsute oświetlenie. Kiedy przyszło do wyłączenia odpowiedniego obwodu elektrycznego, okazało się, że włączniki opisane są kompletnie na opak. Tak więc mąż wyłączał w ciemno, a ja latałam po domu i informowałam, co właśnie zgasło. Na wszelki wypadek wyłączyliśmy obwód do sypialni na górze i dwa obwody w kuchni, po czym odłączyliśmy oświetlenie i zabeczpieczyliśmy końcówki gołych drutów plastikowymi nakładkami i taśmą elektryczną. Pojechaliśmy do Home Depot w poszukiwaniu nowego oświetlenia wiedząc dokładnie jakie kupić, żeby nie było problemu z montażem. Znależliśmy fajne poczwórne oświetlenie halogenowe typu track lighting, które było najlepszym wyborem z niewielu odpowiadającym naszym wymaganiom. Estetycznie bardzo fajne i po naprawdę przystępnej cenie oraz, jak się pewnie domyślacie, również robione w Chinach. Do zamontowania żarówek halogenowych w wąskich kloszach zaledwie parę milimetrów szerszych w obwodzie dołączono gumową przyssawkę, którą za nic się nie dało przekręcić żarówki na właściwe miejsce. Dzięki szczupłym placom i dłuższym niż zwykle paznokciom, wkręciłam je opuszkami palców dorabiając się rozcięcia na prawym kciuku, bo żarówki okazały się niespodziewanie ostre. Wdrapaliśmy się z mężem na wyspę kuchenną celem przymierzenia lampy i zaplanowania instalacji. Podczas mierzenia spadł jeden z plastikowych kapturków na końcu druta i dostałam prądem po lewym kciuku. Mąż poszedł czym prędzej poodłączać obwody, ale znów trzeba było latać po domu i sprawdzać, bo poprzednim razem poodłączał zbyt wiele na raz, żeby wiedzieć, który jest który. Zaopatrzyliśmy się w turystycznie latarki zakładane na głowę niczym górnicy i przystąpiliśmy do instalacji. Robota okazała się wymagać niezwykłej zręczności placów i precyzji, a do tego była niespecjalnie wygodna. Śrubki to spadały, to nie chciały się wkręcać. Niespodziewanie dostałam prądem po środkowym palcu. Zaklęłam siarczyście, powodując taki niepokój u psa, że próbował się wdrapać na wyspę żeby mnie pocieszyć. Zapomnieliśmy odłączyć drugiego obwodu w kuchni... Mąż poszedł go wyłączyć i znów przystąpiliśmy do pracy. Trzeba było dobrać kąt, pod którym będzie wisiało oświetlenie, oraz połączyć trzy różne kable. Poszło całkiem nieźle i przy próbie generalnej jasne, wesołe światło zalało całą kuchnię. Zwycięstwo! Przy tak dobrym świetle okazało się jednak, że z jakiegoś powodu górna część nie przylega równo do sufitu i przy dotyku kolebie się nieco, a zainstalowaliśmy wszystko naprawdę solidnie. Wniosek był taki, że zdarł się gwint w pudełku w suficie, do którego przymocowaliśmy oświetlenie, co być może tłumaczy problemy z poprzednim. Żeby to naprawić, trzeba wymienić element w suficie, co raczej zleciłabym elektrykowi. Póki co zostawiliśmy jak jest, w końcu tamto światło, sporo cięższe, wytrzymało sześć lat, to pewnie też wytrzyma. Instalacja estetycznie okazała się bardzo udana. Kuchnia wydaje się większa nie tylko dlatego, że jest jaśniej, ale również dlatego, że nie ma już "kurtyny" trzech zwisajacych na kablach kloszy dzielących kuchnię na pół. Niestety żarówki halogenowe nie są energooszczędne, co mnie trochę boli. Jeśli zaś chodzi o gwinty, to te od oświetlenia nie były jedynymi, które dziś pomieszały nam szyki. Pierwszą były gwinty od choinki, made in China oczywiście. Okazało się, że gwinty do trzech śrub utrzymujących choinkę w stojaku też były zerwane, więc choinki nie dało sie prawidłowo umocować i trzeba byłą ją zwrócić. Na pocieszenie dodam, że instalacja dwóch wykrywaczy dymu poszła jak z płatka. Doświadcznie okazało się wysoce edukacyjne i rozrywkowe, chociaż absolutnie nie chciałabym zostać elektrykiem. Przy najbliższej okazji mam w planie testy i opis obwodów elektrycznych.
niedziela, 11 grudnia 2011, anetacuse
TrackBack
Komentarze
miskidomleka
2011/12/11 08:37:25
Z prądem nie ma żartów. Jeśli już musisz tak się bawić, kup sobie "probe screwdriver/voltage tester" (zwykle kosztują <$5) i sprawdzaj nim każdą metalową część, zanik dotkniesz palcem.
2011/12/11 13:57:04
Od samego czytania jest mi slabo;) Ja sie do takich rzeczy zupelnie nie nadaje i cale szczescie, ze nie posiadam domu, bo niestety jak sie ma wlasny to raczej nie da sie uniknac roznych napraw. A juz w przypadku pradu, to pewnie by mnie pokopalo na smierc.
2011/12/11 14:44:55
Miski: Oczywiście masz rację. Od wczoraj tester też jest na naszej liście zakupów.
Stardust: Od czasu zakupu domu mieliśmy wiele "zrywów" projektowych. Np. we dwóję pokryliśmy siding'em szopę i zrobiliśmy całą masę innych "drobnych" projektów. Doświadczenie pokazało, że nie ma czegoś takiego jak drobny projekt, bo najprostsze rzeczy zajmują amatorom dłużej i efekt końcowy nie zawsze jest taki, jaki był zamierzony, a do tego prawie zawsze coś idzie nie tak, nie ma się potrzebnych narzędzi itp. Np. przy wycinaniu (ręcznie) sidingu zastosowałam twierdzenie Pitagorasa do wycięcia kawałka kątowego to szczytu tylko po to, żeby odkryć, że mało co jest budowane pod kąt i oczywiście kawałek nie pasował. Nasz dom był zbudowany we wczesnych latach 50-tych szybko i tanio i zawsze jakieś niespodzianki w nim czekają jak się coś rozbabrze. Więc z czasem coraz częściej zatrudniamy pana złotą rączkę, bo raz że zrobi dobrze, a dwa, że czas cenny i zwykle go nie mamy. Twoją niechęć do napraw zdecydowanie podzielam :). Szacun dla Resvarii i Kobiety Pracującej, bo oni się na projekty naprawdę grubego kalibru z powodzeniem porywają, przy czym ich dom ma pewnie jeszcze więcej "niekątowych" niespodzianek. 2011/12/11 15:13:20
Niezle. Zmeczylam sie tylko czytajac. Niezle z tym wlacznikiem, ktory umieszczony jest w sypialni? Czyli wylaczacie swiatlo bedac juz w sypialni? Domyslam sie, ze pewnego slonecznego dnia zaprosicie pana elektryka co by Wam wszystko ladnie na swoje miejsce poukladal :) ja pamietam dom w ktorym wlacznik do elektrycznego mielnika byl w living roomie zamiast blisko zlewaka kuchennego :) o wypadek latwo :) my kupilismy dom z wieloma na opak zrobionymi rzeczami, ktore wkurzaja czlowieka, ale powoli naprawiamy/prostujemy. Ten weekend mija nam pod tematem malowanie, sobota przygotowanie pokoju plus zakrywanie dziur, dzisiaj malowanie i mam nadzieje zdazymy z wyczyszczeniem wykladziny choc chetnie wywalilam ja w czorty :)
2011/12/11 15:34:30
Alex: Mamy zdalny włącznik do tego światła umocowany do ściany w kuchni (działa jak pilot), więc to nie jest problemem, tylko od czasu do czasu trzeba w nim wymieniać baterie. Wyprostowywanie wszystkiego jakbym chciała mieć zainstalowane od początku kosztowałoby za dużo i w niektórych przypadkach nie jest warte zachodu. Ja najchętniej założyłabym całą instalację od nowa, zarówno elektryczną jak i ściekową, ale oczywiście tego nie zrobię.
Gość: monika, broadband-vinylwindowdesigns-211.ica.net
2011/12/12 16:54:22
Aneta, zarowki halogenowe tez maja swoje energooszczedne odpowiedniki i sa to zarowki LED (wygladaja podobnie jak halogeny, zobacz tutaj: www.lc-led.com/ledhalogenlightbulbs.html ) Niestety nie sa tanie ale warto zainwestowac, bo sie szybko zwraca. My mamy w kuchni osiem takich nad glowa:) A co do domowych prac z pradem, to mnie tez ciarki przeszly jak czytalam, my jak cos robimy od razu wylaczamy prad w calym domu! A do niektorych prac tylko zawodowy elektryk, lepiej czasem zaplacic niz miec po czasie jakies zwarcie i nie daj buk pozar;) Pozdrawiam. Monika
2011/12/12 23:49:51
My od pół roku mamy jedynie kinkiety. Podobały się nam i miały sensowną ceną.
Za chwilę Święta i trzeba będzie kupić żyrandol. Mam coś na oku. Może tym razem się uda... 2011/12/13 02:52:46
Monika: No wiem, że są, ale jak się komuś pali tu i teraz to kupuje, co znajduje :). Wyjątkowo tym razem pracy domowej nie odrobiłam, tylko poddałam się impulsowi. Witaj na blogu! Czy Ty tu jesteś od Koalków, czy to inna Monika?
Zamiastki: Hehe, a ja nie wiem co to są kinkiety, ale brzmią apetycznie ;). Również witam na blogu!
Gość: monika, broadband-vinylwindowdesigns-211.ica.net
2011/12/13 18:24:07
Tak Aneta, jestem ta Monika od Koalkow:)))) Pisalam juz kiedys u Ciebie w komentarzach ale dawno i pewnie dlatego mnie nie pamietasz:) Pozdrawiam. Monika
2011/12/14 03:51:28
Monika: Pamiętałam, że komentowałaś, ale nie mając pewności, że Ty to Ty, czułam się w obowiązku Cię przywitać na wypadek gdybyś była nową Moniką ;).
|
|