|
Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu
Dieta a savoir-vivreOdkąd przeszłam na wegetarianizm, temat konwenansów towarzyskich w kontekście bycia gościem i przyjmowania gości zaczął mnie frapować. Sfera zróżnicowanych kulturowo diet jest dla mnie nowa i poruszam się w niej po omacku. Podczas moich lat w Polsce rzadko spotykało się kogoś o odmiennych nawykach żywieniowych. Słowo "dieta" odbierane było najczęściej jako dieta odchudzająca, a nie sposób żywienia. Szło się w gości i gospodyni podawała posiłek. Z grzeczności próbowało się wszystkiego, co było podane, gdyż słowo "nie" nie było akceptowane. Nie, dziękuję. A może jednak? Nie, naprawdę, więcej już nie mogę. Ale tylko odrobinkę, dla spróbowania. No dobrze. W "polskim kontekście," że tak pozwolę to sobie nazwać, niezjedzenie czegoś w gościach uznane byłoby raczej za afront. Podobnie jest z namawianiem do picia. Bardzo to było uwypuklone podczas moich wizyt w Polsce, kiedy mój amerykański mąż zdecydowanie nie chciał zjeść pewnych potraw i często wprawiał nasze gospodynie o złotych sercach w konsternację. W Stanach większość imprez albo odbywa się w restauracjach, gdzie każdy zamawia sobie na co ma ochotę, lub w formie bufetu domowego. Nawet jeśli się siedzi przy stole, każdy nakłada sobie sam i gospodarz nie piluje każdego gościa, ani nie namawia każdego z osobna do spróbowania każdej potrawy. Jest to zupełnie inny styl i nawet jeśli się nie zje ani kęsa, można ujść z tym niezauważonym. Mimo wszystko, odrębny styl żywienia może wprowadzić w konsternację. Kiedy goszczę u siebie, zawsze podaję coś mięsnego, ale przygotowuję też dużo różnych przekąsek wegetariańskich. Jeśli nie piję, mimo wszystko podaję alkohol, a jeśli goszczę byłego alkoholika, alkoholu nie podaję - nikomu. Jeśli goszczę kogoś, o kim wiem, że ma inne nawyki żywieniowe (alergię na orzechy, dieta bezglutenowa), zawsze staram się przygotować coś odpowiedniego. Kiedy idę do kogoś, a nie jest tu w zwyczaju przychodzić z pustymi rękami, najczęściej przynoszę wegetariańską przekąskę, gdyż nie oczekuję od gospodarzy, żeby podali jedzenie bezmięsne. Wtedy moja przekąska daje mi pewność, że przynajmniej będę miała co zjeść. Na imprezach gospodarze często nie mają pojęcia, że nie jem mięsa, a ja prawie zawsze znajdę sobie coś bezmięsnego do jedzenia i wychodzę obronną ręką. Sprawa zwykle wychodzi na jaw dopiero wtedy, kiedy widzę jakąś potrawę-niespodziankę i pytam o składniki. Wtedy następuje konsternacja ze strony gospodarzy. Zdarzyło się też, że gospodarze wiedzieli i gotowali coś specjalnie dla mnie, przez co czułam się niezręcznie. Zdarzyło się też, że gospodarze wiedzieli, a mimo to podali prawie wszystko z mięsem. Chociaż staram się być niezauważona i nie informuję innych o swojej bezmięsności, sporadycznie jest to problemem. Jeszcze inna sytuacja była w pracy, kiedy mieliśmy składkowe śniadanie z okazji przejścia na emeryturę jednej z koleżanek. Osoba odpowiedzialna za organizację zamówiła pizzę śniadaniową z mięsem, wiedząc doskonale, że ja mięsa nie jem. Z jednej strony mój sposób żywienia to mój własny wybór i nie oczekuję od swojego otoczenia, żeby się dostosowało. Wyznaję zasadę dostosowania mniejszości do większości, czyli mnie do innych. Z drugiej strony jest wiele kultur o odmiennym systemie odżywiania o korzeniach religijnych, jak na przykład Żydzi. Zignorowanie ich koszerności "bo akurat są mniejszością" uważam za duże faux-pas. Kiedy się żyje w wielokulturowym skupisku należałoby znać podstawy żywienia innych kultur. Umiejętność dostosowania się do wyborów pewnych grup społecznych, czy nawet jednostek, jest miłą myślą. Czy więc powinno się uprzedzać gospodarzy, że się nie jada mięsa, czy milczeć? Jakie jest najlepsze wyjście z takiej sytuacji? piątek, 26 lutego 2010, anetacuse
TrackBack
Komentarze
Gość: Alicja, adsl-69-109-114-52.dsl.pltn13.pacbell.net
2010/02/27 00:18:18
Oczywiście powyżej to gospodarz to osoba święta i nie można urazić (swoją dietą, innymi tzw. widzimisię). Chyba trzeba powiedzieć wcześniej (jeżeli wypada), a jak nie, to wtedy zjeść wszystko "co dadzą". Moje podejście jest bardzo nieamerykańskie, zdaję sobię sprawę, ale kilka razy natknęłam się na Amerykanów i Amerykanki, które zachowały się z taką klasą, o którą, wstyd mi przyznać, nie podejrzewałam ich. Przełknęłi dosłownie wszystko i dokładnie tak trzeba było się zachować. Pozdrawiam.
2010/02/27 01:44:04
Alicja, mąż nie odmówił z braku zrozumienia kulturowego, a z instyntku samoozachowawczego. Skoro śledzie w moim mężu powodują wymioty (raz spróbował), a od mleka prosto od krowy można dostać biegunki (to akurat byłam ja), to czy warto się zmuszać w imię gościnności? Myślę, że kompromis dla innych kultur powinien być obustronny, jak zresztą napisałaś.
2010/02/27 02:17:38
Jako gospodarz chcialabym wiedziec, ze moj gosc nie jada miesa i przygotowac sie na taka ewentulanosc. Czulabym sie niezrecznie, gdybym dowiedziala sie przy stole zastawionym zeberkami, ze ktos nie je miesa, wiec z wlasnego punktu widzenia powiedzialabym, zeby uprzedzac gospodarzy.
Co do polskiej gosciny i Jankesow, to u nie akurat nie ma wiekszego problemu, bo maz probuje wszystkiego z ciekawosci, choc drugi raz nie sprobuje raczej flakow, salcesonu i sledzi w smietanie. A wodeczki nigdy nie odmowi. 2010/02/27 02:32:30
ja gdy robie jakas impreze czy zapraszam kogos na obiad zawsze pytam sie czy czegos ktos nie jada. mam na przyklad znajoma, ktora nie je w ogole cebuli.
sama raczej zjem wszystko. no ale na przyklad flakow w polsce bym tez nie ruszyla ;) 2010/02/27 04:02:33
My w pracy organizujemy duzo spotkan na ktore zamawiamy posilki, i zawsze zamawiamy danie bezmiesne. Wegeteria jest coraz wiecej, a takze ludzi ktorzy np. nie jedza wie[przowiny i wolowiny, a jedza ryby i drob. Kiedy organizujemy warsztaty dla ludzi ktorych nie znamy zawsze pytamy czy maja jakies zapotrzebowanie dietetyczne.
2010/02/27 11:22:55
Gdy zapraszam gości staram sie zawsze podać to co oni lubią, jak również robię wywiad kto czego nie je, proste, naturalne, i nie ma wpadek, nie chcę by moi goście czuli się niezręcznie i tylko dla mnie poświęcali się jedząc to czego w domu nie zjedliby za żadne skarby!
Pozdrawiam
Gość: stardust1-2, 207-38-225-56.c3-0.43d-ubr10.qens-43d.ny.cable.rcn.com
2010/02/27 13:24:43
Jako gospodyni zdecydowanie chce wiedziec o restrykcjach dietetycznych moich gosci i jako gosc informuje gospodarzy przed faktem, zeby nie sprawiac klopotu w czasie przyjecia. Uwazam, ze taka forma jest wygodniejsza dla obu stron.
Moj Amerykanski i zydowski maz nie mial zadnych problemow w Polsce:)) Przed wyprawa ludzie pytali mnie czy jest cos czego nie jemy, wiec powiedzialam jedyne czego nie jemy to KUKURYDZA poza tym wszystko. Maz nie lubi bigosu i flaczkow, ale nie chcial zebym uprzedzala, bo w domu jak ugotuje to tez zje i zyje. Koszerne jedzenie moj maz i jego dzieci znaja tylko z opowiesci, wiec tu nie ma zadnego problemu. Najwiekszy problem byl z pieczonym pstragiem, ktorego moja bratowa podala w calosci:)) A Wspanialy boi sie osci, ja kupuje glownie filety, a w restauracji kelnerka na zyczenie filetuje;)) No i spocil sie biedak, ale zyje i dzis sie smieje z tej przygody. 2010/02/27 14:37:12
Hjuston i Aniabuzuk: Dzięki za opinie, czyli mamy podobny stosunek do sprawy.
Robin: To, że firmy pilnują tego typu spraw i starają się być zarówno poprawne politycznie, jak i culturally competent, zauważyłam od początku mojego pobytu tutaj i bardzo mi się to podoba. Zresztą nawet w samolocie dają kilka opcji. W sumie od zadowolenia klienta zależy ich biznes. Jadwiga: Witam serdecznie! Oczywiście masz podejście dobrej gospodyni :). Również pozdrawiam. Stardust: To masz łatwego męża :). Ja mieszkałam z rodziną żydowską przez 5.5 roku i oni jedli koszernie. Zaskakująco szybko nauczyłam się reguł i były dla mnie łatwe i nieuciążliwe do przestrzegania. Oczywiście ja nie musiałam jeść koszernie, ale jadłam tak w ich domu z szacunku dla nich. Mój mąż też okazał się bardzo łatwy. Kiedy przeszłam na wegetarianizm, nie oczekiwałam tego po nim. Tymczasem on on początku oświadczył, że w domu będzie jedna kuchnia - wegetariańska i tak też jemy. Na mięsko to on sobie poluje w gościnie u ludzi i w restauracjach, a lunch kupuje, więc problem z głowy. O, pamiętam jeszcze jak mąż z przerażeniem patrzył na mnie kilka lat temu jak w Polsce zajadałam się tatarem. On tego nie tknął, ma głęboko zakorzenione uprzedzenie do jedzenia surowego mięsa.
Gość: stardust1-2, 207-38-225-56.c3-0.43d-ubr10.qens-43d.ny.cable.rcn.com
2010/02/27 19:59:28
Popatrz a moj je tatara:))) co czlowiek to inne upodobania, zwyczaje i tak jest dobrze.
2010/02/27 23:29:07
Ja wole zeby mnie uprzedzono wczesniej o jakichkolwiek restrykcjach.
Moje mieszkanie jest malutkie, ale pare razy robilam proszony obiad - menu bylo uzgadniane z wszystkimi. Bardziej podoba mi sie podejscie amerykanskie - czlowiek je, to co chce. W Polsce bardzo mnie denerwowaly proszone obiady u rodziny i wmuszanie zjedzenia czegos, czego sie nie lubi. W wypadku jednej ciotki wyrobilam sobie stosowna opinie po pewnym incydencie. Kiedys otoz, bedac dzieckiem jeszcze, usilowala we mnie wmusic salatke z selera. Akurat tej jedne rzeczy nie znosze i nie toleruje, sam zapach przyprawia mnie o mdlosci. Tak sie napierala, napierala, ze nie mialam wyjscia i przelknelam kawalek... i zaraz potem zwymiotowalam prosto na stol (nie zdazylam sie nawet odsunac). Od tamtej pory do niczego mnie juz nie zmuszala ;) Sytuacja w pracy jaka opisujesz jest niezreczna i niefajna, ale zdarza sie dosc czesto... moj facet tez jest wegetarianin, w pracy raz w tygodniu zamawiali wspolny lunch. On nigdy nie jadal, bo zwykle byla to albo miesna pizza albo jakies tam hamburgery albo chinskie zarcie z miesem etc. Wszystko byloby ok, ale koledzy czesto-gesto sie go czepiali, oskarzajac o celowe ignorowanie i takie tam (wiedza, ze jest wegetarianinem). Kiedys nie wytrzymal i pyta sie: dobra, to co mam jesc? frytki z salata czy moze sucha bulke? U mnie w pracy bylo troche lepiej, pracowy lunch zawsze mial na skladzie jakies dania wegetarianskie, ale to chyba tylko dlatego, ze w firmie pracowalo wielu hindusow. Zignorowac kilkanascie osob byloby juz ciezko i niezrecznie ;) 2010/03/01 18:00:53
Nina: No bo byłoby miło, żeby jedzenie zamawiano biorąc pod uwagę różne preferencje. Np. można zrobić pizzę, która nie jest cała zakryta mięsem, albo zamówić veggie patty w kanapce submarine.
Wygląda na to, że zdecydowana większość opowiedziała się za tolerancją wobec mniejszości oraz za tym, żeby goście mówili o swoich preferencjach gospodarzom. Może więc zmuszanie się do jedzenia w gościach czegoś, co się nie zgadza z naszym żołądkiem lub poglądami przechodzi powoli do lamusa? Swoją drogą, oglądał ktoś film "Everything is Illuminated" i jak tam przyjęto wegetarianizm głównego bohatera? Uśmiałam się przy tym do łez!
Gość: http: czaszmian.blog.onet.pl, 109.255.123.24*
2010/03/01 23:45:14
Narzeczony nie jada swinki, z uwagi na swe tradycje kulturowe. Jednak kiedy jestesmy na imprezie gdzie dominuja polskie potrawy i Polakow ulubiona np golonka zawsze czuje sie skrempowana posilkiem na stole myslac o Narzeczonym. Jednak ten uwaza, ze nie wszyscy musza znac jego podejscie do sprawy i nie wymaga naginania sie innych do wlasnego stylu zycia. Cale szczescie!!!! Bo w tej sytuacji nie jedna bitwa zywieniowa byla by przed nami. Jednak goszczaca nas rodzina, wraz z gronem najblizszych przyjaciol stara sie dostosowac do calosci grupy gosci i to mi sie podoba.
Ja natomiast z uwagi na obustronne kompromisy odrzucilam swinke na zawsze. I dzieki temu czuje sie duzo lepiej. Dostosowanie sie do innych jest milym gestem wobec nich. Pozdrawiam cieplo
Gość: magda, ftppxgso.srv.volvo.com
2010/03/02 14:52:40
U mnie w NC (na prowincji NC) latwo nie jest z "dieta", wiekszosc znajomych uznaje kuchnie ze smalcem, barbeque, no i wszechobecny bekon. W restauracjach wiekszosc dan warzywnych jest antywegetarianska. Ale zauwazylam, ze na przyjeciach domowych zawsze sa jakies bezmiesne dania. W pracy gorzej, ale ja wtedy nie wypytuje o skladniki a po prostu unikam nieznanych mi potraw. czesto jem krakersa, ale robiac przyjecia u siebie mam z reguly jakies danie miesne dla gosci.Przynoszac cos do pracy po prostu cos kupuje, bo wiem, ze nikomu nie bedzie smakowalo to co ja bym przygotowala, znajomi uczcili moje urodziny w hinduskiej restauracji i 80% z nich NIGDY nie jadlo hinduskiego jedzenia wczesniej.mocno tutaj kotlet wieprzowy rzadzi w tym moim stanie:)
2010/03/02 16:00:21
Czaszmian: Wydaje mi się, że wejście Polski do Unii i migracja na szerszą skalę przyczyniła się do większej tolerancji żywieniowej.
Twój blog przestał działać, wyświetla mi wiadomość, że taki adres nie istnieje. Czyżbyś go zamknęła? Magda: Witam u siebie :). Bywałam na południu i trochę mnie przerażało jak tam się je. Mówię o restauracjach, bo w prywatnych domach nie byłam. Najlepiej było jak w hotelu nałożyłam sobie miskę pełną gravy do biscuits myśląc, że to są sławne grits :P. Moi współpracownicy żyć mi przez to nie dali przez następne parę dni. Podoba mi się Twoje podejście dot. unikania nieznanych potraw zamiast pytać o składniki. Wiele razy sama żałowałam, że spytałam, bo wychodziło na jaw, że nie jem mięsa i była nieprzyjemna konsternacja. Chyba przyjmę Twoją metodę. Z kolei do pracy zwykle robię coś wegetariańskiego pysznego i ludzie zawsze się dziwią, że takie smaczne, a na dodatek zdrowe. 2010/03/03 00:48:09
Mysle, ze gospodarze imprezy powinni sie zapytac, kiedy gosci zapraszaja. Spotkalam sie z tym pare razy, ze sie mnie zapytali. Ja staram sie zawsze cos bez miesnego przygotowac. Szkoda, ze ludzie, ktorzy wiedza, ze nie jesz miesa nic nie robia w tej sprawie, przykre.
2010/03/03 01:16:27
Alexxela: Ano przykre. W jednym konkretnym przypadku mam podstawy przypuszczać, że zrobili to specjalnie.
2010/03/03 09:59:02
Kiedy ja jestem zapraszana do kogoś, nigdy nie informuje gospodarzy, czego nie jem, żeby nie robić im dodatkowego kłopotu. Zawsze znajdzie się na stole coś do wyboru Uważam, że to mój problem, jeśli czegoś nie jadam. Na przyjęciu staram się tego nie okazywać. Tak samo w odwrotną stronę, kiedy zapraszam, nie wypytuję o jedzeniowe preferencje, chociażby dlatego żeby nie mieć kłopotów z przygotowaniem. Jeden nie jada mięsa ,inny śledzi, ktoś jeszcze papryki, brokułów, itp. Jak to pogodzić? Staram się przygotowywać posiłki urozmaicone i na ogół nikt głodny nie wychodzi.
A jesli chodzi o polską gościnność, uważam, że powinnismy ją pielęgnować. Ta tradycja pozytywnie nas wyróżnia od innych. 2010/03/03 14:58:02
Ewo, prawdą jest, że polska gościnność jest niezwykła. Rzuciło mi się to bardzo w oczy jak pierwszy raz przyjechałam do Stanów i bycie w gościach różniło się diametralnie, przez co moje pierwsze odczucia były mieszane.
Gość: http: czaszmian-tabdel.blogspot.com, 109.255.123.24*
2010/03/03 20:21:17
Hej Aneta,
Automatycznie wyswietla mi sie adres poprzednie bloga. Przenioslam sie w zeszlym miesiacu na: czaszmian-tabdel.blogspot.com/ Znacznie milej tutaj ;-) Pozdrawiam serdecznie. Czytam wpisy regularnie.;-) Usmiechu na twarzy zycze,E 2010/03/03 20:28:33
Czaszmian: Nooo, teraz to i ja mogę poczytać :). Pozdrawiam serdecznie!
Gość: Ewa, 77-254-190-29.adsl.inetia.pl
2010/03/05 16:38:35
Ja zostałam wegetarianką 10 lat i szybko mnie zmęczył brak zrozumienia i głupie żarty Polaków spotykanych na delegacjach. Moi znajomi, przyjaciele/ółki, chłopak, część ludzi z pracy - nie jedzą tez mięsa, więc nie ma problemu (pracuję w NGO w Warszawie). A jak nieznana osoba - gospodyni na przyjęciu itp. - zaprasza do spróbowania wszystkiego, to odmawiam. Mówię po prostu bez jakichś emocji, rzeczowo, że tego a tego nie jem, albo że już jestem najedzona. Jeśli ktoś ma się obrazić to tego kogoś problem. Przemoc w otoczce kultury jest też przemocą i tyle. Wiem dobrze jak źle się czuję gdy się przejem albo gdy zjem coś co mi nie służy i nie intersują mnie względy kulturowe. Jeśli do niczego nie będziemy się nawzajem zmuszać, to świat będzie tylko lepszy. A żeby nie umrzeć z głodu warto mieć w plecaku coś do przekąszenia ;-).
2010/03/05 16:43:29
Ewa: Witam na blogu i dziękuję za opinię. Często czuję się podobnie. Nie chcę sprawić przykrości, ale też nie zmuszam się, bo to wbrew mojemu dobremu samopoczuciu psychicznemu i fizycznemu.
Gość: Magda, cpe-174-098-225-120.triad.res.rr.com
2010/03/07 18:54:58
Aneta a podzielilabys sie pomyslami na przygotowanie czegos na pracowe potluck? Masz jakies sprawdzony przepis, ktory robi furore? dodam, ze dzis tradycyjnie przyobserwowalam kolejke-korek na drodze do Biscuitville, wlasnie po niedzielna dawke gravy, esencja weekendu taki biscuit ze smalcu:) gratuluje pierzastego, piekny dziobak z niego.
2010/03/07 19:33:11
Magda: Sprawdzony przepis, który robi furorę to sałatka z pęczaku, niestety robiona na oko i za każdym razem inaczej. Ale wygląda mniej więcej tak: 1 szklanka pęczaku (surowego, bo ugowaniu będzie 2-3 tyle), ugotować. Dodać pokrojone pomidory, paprykę słodką, bazylię (świeżą), fasolę (kindey beans z puszki lub inne), orzechy i nasiona, np. orzechy piniowe, pestki dyni. Ja komponuję warzywa w zależności od tego co mam oraz pod kolor. Np. czerwone pomidory, bordowa fasoka (mniejsza jest lepsza), żółta papryka, itp. Sałatkę mieszam i dodaję 1/3 do pół buteleczki ulubionego sosu do sałatek (salad dressing). Albo tylko oliwę i sos sojowy. Balsamic vinegrette lub italian jest dobre. Mieszasz, podajesz na zimno. Ludzie ją uwielbiają.
Dzięki za dziobkowy komplement :). |
|
Jak piszesz, zwykle to nie jest problemem i da się ładnie wyjść z sytuacji. W sytuacji gdzie jest się w gościach, to gospodarz osoba święta i można go urazić. Natomiast gość jest święty (czy powinien być) dla gospodarza i starania są z obu stron. To, że Twój mąż odmówił polskiej gościnności to jedynie znaczy, że było to nieporozumienie kulturowe. Jakby wiedział w tej gościnności zawiera się znacznie więcej niż tylko obżeranie się i konsumpcja posiłku, to może by nie odmówił. Moim zdaniem ta klasyczna polska gościnność zawiera podsumowanie naszych losów: zastaw się a postaw się, bieda, brak towarów, uginające się stoły na weselu w Panu Tadeuszu, gość w dom, Bóg w dom i znacznie więcej innych. Nie ma w tym nic złego, to jest po prostu inne niż podejście amerykańskie. Ja sama wolałabym osobiście cierpieć niż obrazić gospodarzy. Kiedyś będąc w Mongolii musiałam skonsumować coś, czego normalnie w życiu bym nie zjadła - po to, aby nie obrazić ani nie dotknąć gospodarzy, którzy dali mi najlepszy według nich kąsek. To jest moja filozofia w tej sprawie i mój własny komfort psychiczny wyrzucam za okno w takich sytuacjach.