|
Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu
Wściekła wegetariankaNie muszę Wam mówić jak bardzo interesuje mnie zdrowe żywienie i jak bardzo pilnuję co sobie wkładam do talerza. Im mniej przetwarzane, tym lepiej. Niestety nie jestem na tyle zamożna żeby rzucić pracę zawodową na rzecz założenia własnej farmy i hodowania własnego jedzenia, dlatego nadal polegam na przemyśle spożywczym. Kupuję gotowe placki tortilla, jak również chleb, salsę, makaron, krakersy, tofu, seitan i parę innymi rzeczy, których nie robię w domu od podstaw. Przy czym staram się dokładnie czytać skład kupowanych produktów, żeby nie kupować w ciemno. To też zabiera wiele czasu, stąd mam "sprawdzone" produkty i kupuję najczęściej te same. Odkąd przeszłam na wegetarianizm 10 miesięcy temu, bazę kupowanych przeze mnie produktów musiałam zbudować praktycznie od podstaw. W ten sposób wyrobiłam sobie listę bezmięsnych rzeczy, które kupuję. Nie daj boże zachciałoby mi się przejść na absolutny weganizm, to musiałabym przestać kupować cokolwiek przetwarzanego, bo prawie wszystko zawiera jakąś formę nabiału. Na przykład teoretycznie beznabiałowa śmietanka do kawy firmy International Delight zawiera pochodną nabiału kazeinę, która nie jest uważana za nabiał przez FDA ze względu na sposób jej pozyskiwania, natomiast przez rabina jest uważana za nabiał i naznaczona symbolem KD. Przemysł spożywczy ogólnie lubuje się w ograbianiu produktów z ich naturalnych atrybutów tylko po to, aby w późniejszej fazie przetwarzania dodać sztucznie wprowadzane atrybuty, na przykład witaminy. I tutaj dochodzę do sedna sprawy. Dziś wieczorem na obiad mieliśmy burrito. Podsmażane organiczne grzyby z cebulą, cukinią i seitanem podane na placku tortilla z salsą i kiełkami. Kiedy podsmażałam warzywa coś mnie tknęło i zaczęłam podczytywać opakowanie naszych ulubionych pełnoziarnistych placków tortilla, bo wyglądały trochę inaczej niż zwykle. Z miejsca trafił mnie szlag! W składzie placków znajdował się bowiem... olej z sardynek i śledzi oraz żelatyna z tilapi. W plackach tortilla! Moje nadzienie burritowe zjadłam z chlebem. Wkurzyło mnie, że producent zmienił skład swoich placków tak drastycznie bez uprzedzenia czy ostrzeżenia. Na opakowaniu dodano tylko, że placki są grubsze i zawierają tłuszcze Omega-3. Tłuszcze Omega-3 mogą pochodzić z siemienia lnianego, więc do głowy by mi nie przyszło szukać tam ryb. Tak, my biedni Amerykanie bez własnego rozumu. Przemysł spożywczy nas uratuje! Od samych siebie. Jedz jogurt Activia na regularne sranie, a rybkę w plackach tortilla, bo inaczej nie poradzisz. Jestem zdegustowana. sobota, 02 stycznia 2010, anetacuse
TrackBack
Komentarze
alexxela78
2010/01/02 01:01:35
A fuuj! ryby w plackach tortila niesamowite!
2010/01/02 02:39:03
Tak, my grubi biedni Amerykanie bez własnego rozumu
Zawsze bawią mnie (mniej lub bardzie zawoalowane) sugestie, że jak się nie będzie jadło organicznych pełnoziarnistych niesłonych niekonserwowanych produktów koniecznie bez wypisanych składników o długich chemicznych nazwach najlepiej z WholeFoods to się będzie grubym. Ostatnio w Wysokich Obcasach czytałem napisany w takim tonie, kompletnie idiotyczny i miejscami bezczelnie kłamiący "artykuł" (a naprawdę reklamówkę WF) napisany przez niejaką Katarzynę Bosacką, moja niemal sąsiadkę, wstyd się aż przyznać. I tylko się zastanawiam skąd u mnie BMI na poziomie zupełnie normalnym skoro nie wczytuję się w sklepie z czego to olej dodano do kupowanych przeze mnie produktów :-). 2010/01/02 03:44:27
a ja jakos nie czytam skladnikow, no nie mam nawyku i juz. wiem, ze powinno sie czytac, ale nie czytam. choc moze lepiej nie czytac? sie powoli gubie w tym wszystkim.
ale podziwiam cie za wytrwalosc! no i ta ryba zabrzmiala jednak troche zniechecajaco... pozdrowka! 2010/01/02 03:54:54
Alexxela78: To są placki tortilla robione przez Wegmans. Rybą ich nie czuć, tak przynajmniej twierdzi mąż. I nie o to mi chodzi, że jest w nich ryba, mnie to nie brzydzi, tylko o fakt, że moim zdaniem jej tam nie powinno być i jakbym chciała zjeść rybę, to bym zjadła rybę.
Hjuston: Obejrzałam "Food Inc.", "King Corn", "Killer at Large: Why Obesity is America's Greatest Threat" oraz przeczytałam "Animal, Vegetable, Miracle: A Year of Food Life" Barbary Kingsolver oraz "Omnivore's Dilemma" Micheala Pollan'a. I najbardziej wkurwia to, że nawet z tą wiedzą dałam się wrobić. Tak jak TSA pilnuje lotnisk, a i tak facet z materiałem wybuchowym w gaciach wsiadł do samolotu. Miski: Denerwuje mnie protekcjonalne podejście przemysłu do konsumenta. Zamiast dać mi placek tortilla, producent na siłę "ulepsza" moje życie zakładając, że jestem na tyle głupia, że nie zauważę, albo jak zauważę to się ucieszę. Stąd mój ton. Nie mówię, że produkty o długiej ilości składników tuczą. Jest się grubym z przejedzenia. Jeśli jesz więcej kalorii niż spalasz = przytyjesz. Ale Ty to przecież wiesz. 2010/01/02 04:05:44
Evek: To wyłącznie kwestia priorytetów. Dla jednych ważna jest marka kosmetyków, dla innych fason spodni czy platforma komputera, a dla mnie czytanie składników. Jak dla psa żarcie kupuję to też czytam składniki. Dla mnie czytanie składników rozwiązuje dwie kwestie: czy kupić i co kupić jeśli wybieram z kilku podobnych produktów. Zgadzam się jednak, że w niektórych sytuacjach wolę nie wiedzieć. Również pozdrawiam :).
Gość: Alicja, adsl-69-109-189-22.dsl.pltn13.pacbell.net
2010/01/03 16:34:38
Z pewnej perspektywy takie sprawdzanie wszystkiego nie ma sensu. I tak wszyscy jesteśmy maleńkimi robaczkami, trybikami w systemie. I tak chodzi o to, jak ogólnie (a nie szczególnie) odżywiasz się, więc jakaś tam ryba w plackach nic nie zaszkodzi, ani dietetycznie ani moralnie. A oszukiwana to jesteś i tak codziennie wiele razy dziennie, i przez Whole Foods i przez innych. Czyżbyś starała się wybierać sobie kiedy jesteś oszukiwana i jak bardzo? Tylko jaki ma to sens? Czy te placki tortillowe robione są z genetically modified corn? Czy GM żywność przeszkadza Ci czy nie? A jak z kwestią moralną tej sprawy? Ryż GM zapobiega wielu uleczalnym chorobom, np. ślepocie w Afryce. Czy jesteś sama za dobra, za ważna na żywność GM? Ktoś musi zapłacić za badania prowadzące do produkcji takiego ryżu dla biednych dzieci w Afryce. Najlepiej taką kukurydzę (w plackach np.) sprzedać Tobie, no ale Ty jesteś z bogatego świata, więc na to nie zasługujesz.
Nie mam na myśli krytyki tutaj, ale chciałam podkreślić, że warto jest swoje prywatne koniki (moje "zdrowie") umieścić w perspektywie. Za kilkadziesiąt lat umrzesz niezależnie od tego co jesz dzisiaj. Czy uda Ci się wygrać kilka dodatkowych lat przez unikanie ryb czy niezdrowych tłuszczy? Być może, wtedy będziesz mieć 90 lat i umrzesz zdrowa. Ale szkoda! Już chyba lepiej umrzeć na ten zawał, szybko i bez kłopotów i bez żalu rodziny "ależ taka zdrowa była"! Vide Linda Eastman. Te żywieniowe obsesje rozbawiają mnie bo ludzie, którzy im się oddają z wielkim poświęceniem, są zwykle niesamowicie zapatrzeni we własne pępki. Tylko po co?* * to są moje filizoficzne, a nie osobiste obserwacje. Nie jest to ani atak, ani krytyka, więc proszę nie jeż się. 2010/01/03 16:52:34
Alicja: Ależ Ci się zebrało. Tak, jestem za dobrym, za ważnym niemoralnym snobem z bogatego świata i wybieram sobie, że w dni parzyste nie lubię być oszukiwana, a w dni nieparzyste mi wisi. Do tego jestem w humorze na niejdzenie ryb, uwielbiam własny pępek, a w niedziele zwłaszcza uwielbiam się jeżyć. Kurcze, strasznie mnie dobiłaś faktem, że jednak umrę. Do tej pory nie przyszło mi to do łowy. Pójdę się chyba zapić z rozpaczy organicznym winem.
2010/01/03 23:13:17
Aneta:
hm... placki tortilla akurat mozna samemu dosc latwo zrobic od zera, latwo sie przechowuja w lodowce, wiec zapas na tydzien i z glowy. Z chlebem juz znancznie trudniej, ale tez, mozna sobie kupic maszyne do chleba, malo czasu zajmuje. Niestety, wegetarianizm i zdrowe zarcie w obecnych czasach i warunkach (USA) sa drogie i czasochlonne. I bedzie tak dopoki rynek produktow zywnosciowycyh jest opanowany przez korporacje. 2010/01/04 00:49:37
Nina: Powoli właśnie do tego dojrzewam. Tak samo miałam z kiełkami: kupowałam, kupowałam, aż zaczęłam hodować swoje. Chleba jemy mało, więc trudno mi się zebrać do kupienia maszyny do chleba, choć od zawsze taką chciałam. Ale robieniem placków tortilla muszę się bliżej zainteresować. Chcę też kupić dehydrator i sokownik. Problem w tym, że pomimo dużej kuchni już nie mam miejsca na gadżety.
Gość: Alicja, adsl-69-109-189-22.dsl.pltn13.pacbell.net
2010/01/04 00:51:40
Lenin miał pewno określenie na członków "the movement". Określenie to jest do dzisiaj ważne, może teraz nawet bardziej. Należy wspierać ruch żywności biologicznej (nie "organicznej" bo to coś innego po polsku), dbać o swoją świątynię czyli ciało i resztę mieć gdzieś. No i oczywiście nie dać się korporacjom za wyjątkiem tych aprobowanych czyli Apple i parę innych. Co z tego, że są korporacjami, jak są aprobowane. Tak trzymać! Oby być zdrowym do śmierci i umrzeć ze zdrowia. Organicznie! :)
2010/01/04 18:54:27
Dehydrator to jest strasznie fajowa rzecz. Szczegolnie jak sie lubi beef jerky albo inne jerky, no ale w Twoim przypadku ta opcja odpada:) Tak czy siak mozna machnac "domowy" kompot z suszu na przyklad. Inna sprawa, ze zbyt czesto sie tego nie uzywa, a miejsca zajmuje kupe.
2010/01/04 21:06:00
Aneta:
przeciez nie wszystkie gadzety musisz trzymac w kuchni. Masz dom, prawda? Da sie chyba wygospodarowac jakies pomieszczenie na spizarke, a nawet jesli nie - jeden closet, polki a na nich zamiast ciuchow sprzety kuchenne. Moj znajomy tak zrobil, calkiem niezle funkcjonowalo. Rzeczy uzywane najrzadziej moga sobie stac w takiej spizarce/szafce poza kuchnia i juz. 2010/01/04 21:23:40
Milusiaki: No ja mam wielkie plany dla mojego przyszłego dehydratora - całe torby zapasów na zimę robić. Suszone grzybki, wiśnie, żurawiny i inne takie nabyte w sezonie na miarę możliwości z lokalnych farm. Do tego gotowe potrawy na biwaki.
Nina: Dokładnie do tego zostałam zmuszona. Blender, ekspres do kawy, nadmiar kieliszków i jakieś dzbanki od dawna mieszkają w szafie w łazience :). 2010/01/04 23:02:12
Gotowe potrawy na biwaki z dehydratora?
Slucham z ciekawoscia... 2010/01/04 23:22:07
Milusiaki: Jak jedziesz na biwak, to możesz kupić gotową suchą potrawę w formie, do której dodajesz tylko wodę, ale te kosztują 6-8 dolców za jeden obiad dwuosobowy. Możesz też ugotować obiad jak w domu i go zmienić w suszony. Są do tego specjalne książki kucharskie, na przykład ta: www.amazon.com/Trail-Food-Cooking-Backpacking-Paddling/dp/0070344361/ref=sr_1_3?ie=UTF8&s=books&qid=1262643605&sr=1-3
Gość: Michal, 216-80-81-193.c3-0.lem-ubr1.chi-lem.il.cable.rcn.com
2010/01/05 16:28:50
rozumiem ze "prosta" zywnosc preferujesz ze wzgledu na zdrowie (a w kazdym razie tak sadzisz na podstawie dostepnych nam teraz informacji) - a czy moge sie spytac czemu zostalas wegeterianka?
2010/01/05 16:40:46
Michał: Bardzo trafnie to ująłeś - preferuję "prostą" żywność ze względów zdrowotnych na podstawie tego co wiem z dostępnych mi informacji. Więcej na ten temat tu: syracuse.blox.pl/2009/08/Mniej-znaczy-lepiej.html
A dlaczego zostałam wegetarianką, tu: syracuse.blox.pl/2009/04/Wegetarianizm-i-ja.html
Gość: Michal, 216-80-81-193.c3-0.lem-ubr1.chi-lem.il.cable.rcn.com
2010/01/07 20:35:08
no tak - kazdy pewnie mial lub ma jakies plany "lepszego" jedzenia, ale najczesciej nic z tego nie wynika bo jestesmy zaprogramowani na jedzenie miesa i tyle - a lenistwo i ogolnodostepnosc dodaja do tego
kiedys mialem girlfriend vegan - bardzo absorbujacy i trudny wybor nieustanne martwienie sie czy nie popelnia sie "grzechu" - prawde powiedziawszy byly czasy ze mnie to irytowalo - ilez mozna jesc wylacznie w hinduskich restauracjach... moim zdaniem nie ma sie co az tak bardzo przejmowac - jak ktos Ci przemyci troche zwirzecej proteiny ( czy rybiego tranu) to chyba nic sie nie stanie - wazne jest ogolna postawa i generalne podescie do zywienia a nie kawalek miesa przelkniety przez pomylke
Gość: Nora, cm-84.208.90.122.getinternet.no
2010/01/08 11:09:41
Od ub. roku zaglądam regularnie i z duzym zainteresowaniem na Twój blog. Jak najbardziej zgadzam się zTobą, że wszystkie te dodatki, które nam serwują bez naszej zgody, doprowadzają do szału. Ja sama jestem wegetarianka, a ściślej peskowegetarianka - czyli jem niektóre ryby i owoce morza. Od lat sprawdzam dokładnie skład wszystkich produktów. Mieszkam w Norwegii i mój repertuar jest niezwykle zawężony. Nie tylko smak mi zupełnie nie odpowiada, ale skład również. Tu wszystkie mniej lub bardziej dopuszczalne E to podstawa. Chleb musi mieć przymnajmniej tuzin składników i nikogo nie dziwi, ze dodaje sie rownoczesnie kolumnę ulepszaczy i tłuszczy typu margaryna i oleje, a często jeszcze olej palmowy...Tylko po co? Masła norweskiego nie jadam, bo jest przeważnie extra solone. Sławny łosoś norweski stanowi dla mnie do dziś zagadkę nie do rozszyfrowania - dlaczego tyle mówi się o jego walorach smakowych? Nie dość, ze produkt sztucznie hodowany, to jeszcze najczęściej to co dostępne w sklepach nie jest najlepszej jakości i świeżości. Np. moja kotka nie tknie norweskiego łososia.
W PL dokładnie czytam skład, żeby nie przywlec do domu np. jogurtu z dodatkiem żelatyny wieprzowej, a robiąc zakupy w tureckich sklapach patrzę, żeby ciasto proszkowe, na które sporadycznie ma apetyt moja córka, nie zawierało tłuszczu wołowego...Moim zdaniem jedząc tak `prosto` i `czysto` czlowiek może osiągąć stan `lekkosci`- tej fizycznej, duchowej i intelektualnej. Śmieszą mnie komantarze, pytania, próby przekonywania wszystkich mięsożernych, że jak to, przecież jestesmy stworzeni do jedzenia mięsa, dlaczego? po co? przeciez to niezdrowo i nienormalnie. Bzdura! W moim przypadku to blisko ćwierć wieku na takiej diecie. I tylko pozytywne efekty. Żadnego niedoboru witamin czy minerałow. Wszystkie wyniki b.dobre. Kondycja świetna. Aneta, pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego w nowym roku! P.S. Komentarzowi brak lekkosci, ale jestem po 17 godz. dyżuru w szpitalu, rano powrót do domu z przygodami, bo temp ok minus 20 wiec i problemy z komunikacja. Ale mój dzień się jeszcze nie zakończył.... 2010/01/08 16:04:22
Michał: Masz rację, że nie chodzi tu o irracjonalny ekstremizm, a o ogólne zasady. Nie jestem wegetarianką ze względów religijnych i włos nie spadłby mi z głowy gdybym niechący czy bezwiednie zjadała coś mięsnego. W pewnych sprawach lubię jednak mieć jasno określoną granicę i wolę traktować je binarnie: on/off, 1/0 i nic pomiędzy.
Nora: Miło, że się odezwałaś, witam :). No właśnie, dodawane składniki coraz bardziej zaskakują. Ostatnio odkryłam, że organiczny jogurt Wegmans zawiera żelatynę z ryby i wołowiny. Myślę, że ten stan rzeczy zdenerwowałby nie tylko wegetarian, ale także Żydów i Hindusów. Osobiście nie uważam, że człowiek został stworzony do jedzenia mięsa, a jedynie że, całe szczęście dla naszego gatunku, został stworzony jako wszystkożerca, co ułatwia przeżycie w różnych klimatach i porach roku. Mamy jednak luksus, że nie musimy jeść mięsa, żeby przeżyć. Przeczytałam gdzieś przykład, że jakby zostawić kota z wielką michą owoców bez dostępu do innego jedzenia to umrze z głodu. A my mamy wybór. Co do ryb, u nas też hoduje się ryby, które są karmione kukurydzą. To znacznie obniża ich wartość odżywczą w porównaniu i ich kuzynami wyławianymi z naturalnego środowiska. Ja również mam bardzo dobre wyniki krwi włącznie z poziomem żelaza, co zdziwiło pielęgniarkę kiedy jej powiedziałam, że jestem wegetarianką. Witam w klubie emigrantów z zimnych stron świata ;). 2010/01/08 17:16:43
ja tylko napisze, ze mi sie marzy wegetarianizm, no moze bardziej ta odmiana, ktora Nora stosuje (tak tak mimo tej nieszczesnej rteci w rybach ;-) ale jakos samozaparcia brak, szczegolnie z bardzo miesozernym mezem w domu i rownie miesozernym dzieckiem...
2010/01/08 18:44:04
Atsanik: No faktycznie trudno każdemu inny obiad gotować. Ja miałam szczęście, że mąż dobrowolnie i bez żadnych namów z mojej strony przeszedł na "wegetarianizm domowy," a mięsko sobie poluje poza domem (kupuje lunch). Czasem kupujemy rybę, którą on sam sobie przyrządza jako dodatek do głównego dania bezmięsnego.
2010/01/09 07:35:36
@Nora
Tu wszystkie mniej lub bardziej dopuszczalne E to podstawa Co złego w E? Czy odrzucasz wszystkie E bo są E? Co masz do E100, E150a, E300, E307, E322, E330, E551, E920, E939, E948, E1510? często jeszcze olej palmowy I cóż złego w tym, że palmowy? dlaczego tyle mówi się o jego walorach smakowych To że ty i twój kot nie lubicie, nie znaczy chyba, że wszystkim ma nie smakować? Nie dość, ze produkt sztucznie hodowany I dlatego gorszy? Jak sobie radzisz ze złowrogimi "sztucznymi" hodowlami, wegetarianko? Grzybki i jagódki w lesie? A może wiesz, gdzie można w dzikiej przyrodzie znaleźć, bo ja wiem, kaszę? Ryż? Buraki? @anetacuse Ostatnio odkryłam, że organiczny jogurt Wegmans zawiera żelatynę z ryby i wołowiny. Myślę, że ten stan rzeczy zdenerwowałby nie tylko wegetarian, ale także Żydów i Hindusów. Coś pomyliłaś chyba :-). Żydzi jedzą i ryby, i wołowinę. Z Hindusami też nie masz do końca racji, bo hinduizm (religia) wbrew dość powszechnego mniemania nie zakazuje jedzenia wołowiny, w ogóle mało czego zakazuje. Wielu hinduistów wybiera powstrzymanie się od wołowiny, ale nie jest to twardy nakaz religijny jak u żydów. nas też hoduje się ryby, które są karmione kukurydzą. To znacznie obniża ich wartość odżywczą Dlaczego? 2010/01/09 15:36:07
Miski: Żydzi jedzą wołowinę oraz rybę, ale nie jedzą produktów mlecznych łączonych z mięsem, bo to niekoszerne, więc wołowina w jogurcie dyskwalifikuje ten produkt z żydowskiej kuchni. A skoro część Hindusów nie je wołowiny, tym Hindusom fakt wołowiny w jogurcie przeszkadza.
Na podstawie badań wartości odżywczych produktu końcowego (źródła moich informacji wymienione w komentarzu powyżej w odpowiedzi na komentarz Hjuston) ryby karmione ziarnem zawierają mniej tłuszczy Omega-3 w porównaniu do ryb dzikich, natomiast wołowina hodowana na karmie kukurydzianej zawiera więcej tłuszczy nasyconych i złego cholesterolu LDL niż wołowina hodowana na pastwiskach. Dlatego, że karma kukurydziana jest bardziej kaloryczna od traw i zawiera takie dodatki jak antybiotyki i tłuszcz kurczęcy. Do tego krowy nie mają okazji się ruszać, jak to czynią na pastwiskach. Ani u ryb, ani w krów karma kukurydziana nie występuje w naturze i ma inny wpływ na ich organizm niż dieta naturalna. Mieliśmy już wiele okazji się przekonać, że nie zgadzasz się z moim poglądami żywieniowymi. Ja nikogo do niczego nie przekonuję, a jedynie przedstawiam tu moje prywatne opinie jakie sobie wyrobiłam na podstawie określonych źródeł. Myślę, że powinieneś przestać marnować swój cenny czas na czytanie moich "bzdur" - jak kilka razy sugerowałeś, przez co zapewne zdjąłeś mnie ze swoich zakładek. Skoro lubujesz się w polemizowaniu i wytykaniu błędów i nieścisłości, powinieneś znaleźć sobie bardziej godnego przeciwnika i zająć się samymi źródłami. Wtedy na swoim blogu będziesz mógł im wytknąć wszystkie logistyczne, biologiczne, chemiczne i wszelakie inne błędy. Po czym ja przeczytam Twój blog i być może tym sposobem wpłyniesz na mój (i innych) punkt widzenia. Pozdrawiam. 2010/01/09 18:00:09
@anetacuse:
Ależ ja cię barzdo chętnie czytam, i zapewniam, że mimo krytycznego podejścia, ciekawych rzeczy się dowiaduję. Na przykład o żydach i łączeniu mięsa i mleka (zapomniałem o tym) - ale być może nie masz racji: "it is well accepted that gelatin produced from kosher slaughtered animals is not fleishig and may be eaten with milk-based yogurt. Although it is beyond the scope of this article to explain why meat gelatin is pareve, it is noteworthy that a major factor in that status is because the gelatin is made from animal hides which, as noted above, are inedible." www.kashrut.com/articles/gelatin_revisited/ Albo o wartościach odżywczych jest ciekawe. Nie masz jakichś linków do oryginalnych badań? Bo takie książki poradnikowe to niestety trzeba traktować ostrożnie (sam mam w domu "Zmierzch świadomości łowcy" (znasz zapewne) i roi się tam od najzwyczajniejszych kretynizmów). Częste jest cytowanie tylko badań, które popierają ich stanowisko a ignorowanie takich, które twierdzą coś przeciwnego. Albo przedstawianie minimalnych różnic jako istotnych. Coś w rodzaju: pisze się, że produkt A zawiera więcej bardzo ważnego dla zdrowia składnika X niż produkt B! Produkt B jest zły!!! Po czym okazuje się, że to było na przykład na podstawie jednego badania pokazującego, że A zawiera powiedzmy 95 mg X, a B 90 mg - jaka to za różnica z praktycznego punktu widzenia? I jeszcze zwykle okazuje się, że dobroczynność składnika X to hipoteza w ogóle niepotwierdzona lub potwierdzona bardzo słabymi dowodami, a w ogóle badania sponsorował producent produktu A. W ogóle zawsze mnie interesuje, skąd bierze się skłonność do demonizowania różnych mitycznych rzeczy, jak "chemia" - która jest zarówno w cukierku zrobionym z cukru, skrobi, kwasku cytrynowego, i trzech barwników, jak w organicznym ziemniaku. Przy czym właściwie można powiedzieć, że w ziemniaku jest jej znacznie więcej, ziemniak zawiera tysiące, pewnie nawet dziesiątki tysięcy różnych związków chemicznych, a cukierek kilka. Tak samo ciekawi mnie demonizowanie literki E. Dodatki które wymieniłem wcześniej posługując się kodami E, to: E100 - kurkumina, przedmiot zachwytu naturopatów, bo "leczy raka" (tak naprawdę wykazuje pewne działania in vitro, od czego daleka i niepewna droga do "leczenia raka", ale to inna kwestia). E150a - karmel E300 - witamina C E307 - witamina E (jedna z form) E322- lecytyna - są tacy co twierdzą (jak zwykle bez specjalnie mocnych dowodów), że pomaga na pracę mózgu i obniża cholesterol, przecież w Polsce (moze w USA też) można ją nawet kupić w pastylkach w aptekach. E330 - kwasek cytrynowy, składnik wielu owoców E551 - krzemionka, znaczy, można powiedzieć, drobno roztarty piasek E920 - cysteina - aminokwas naturalnie wytwarzany przez ludzki organizm E939 - hel - gaz szlachetny, Szlachetn, czyli nie reagujący z niczym, w tym ze składnikami ludzkiego organizmu E948 - tlen - chyba wiadomo E1510 - alkohol etylowy - też wiadomo Jaki sens wobec powyższego ma demonizowanie literki E? 2010/01/09 18:15:27
Miski: Nie mam linków do oryginalnych badań, bo książki brałam z biblioteki, a filmy z Netflix i ich nie mam. Przeczytane informacje interpretuję "na chłopski rozum," co nie znaczy, że wierzę wszystkiemu w ciemno.
Gość: gosc, cpe-24-90-252-239.nyc.res.rr.com
2010/01/20 01:36:57
Bardzo sie dziwie zeby mieszkac w centrum zdrowego rolnictwa (amish people in ny state)
i jesc pasze. Ponadto moje 3 grosze: wegetarianskie jedzenie nie jest zdrowym Mieso z up state ny farm przywoze sam tudziez jaja i kartofle i inne produkty od amiszow
Gość: gosc, cpe-24-90-252-239.nyc.res.rr.com
2010/01/20 01:39:10
Plus na dodatek maka kukurydziana to na pewno GMO produkt
2010/01/20 03:20:18
Gość: Na miarę swoich możliwości i co tylko mogę zamawiam bezpośrednio od lokalnych rolników (syracuse.blox.pl/2009/09/Slucham-jazzu-i-gotuje.html). Nie wiem gdzie Ty mieszkasz, ale blisko mnie nie ma Amiszów. Co do tego, czy wegetarianizm jest zdrowy powiem to: ja jestem zdrowa i mam idealne wyniki badań. Więc dla mnie jest zdrowy.
Gość: Kamy, static-ip-77-89-85-127.promax.media.pl
2011/05/14 15:37:32
Super blog, jestem wegetarianką od pół roku, na razie mam gory i doliny, ale ciągle idę w dobrym kierunku. Przymierzam się do raw diet, ale jeszcze brak mi wiele do celu. Pozdrawiam!
2011/05/14 15:57:29
Kamy: Dziękuję! Witaj na blogu. Mój wegetariański "eksperyment" trwa już ponad dwa lata i niespecjalnie ciągnie mnie mięsa. Natomiast pożeram jajka, nabiał.
2011/10/02 20:09:41
Jestem wegetarianką od 14 lat i też jestem zdrowa, więc się nie martwcie o wyniki!
Bardziej martwcie się o jakość tego jedzenia. Inaczej wyniki drastycznie spadną i będzie zrzucanie winy na bycie "wege"! |
|