|
Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu
2010Minęły czasy, kiedy wracało się z imprez sylwestrowych o 4-tej czy 6-tej nad ranem, po czym przesypiało się pierwszy dzień Nowego Roku. Teraz nie tylko wątpię, czy wytrzymałabym do takiej nieludzkiej godziny, ale nawet mnie takie imprezowanie nie pociąga. Poza tym, żeby się dostać na jakąkolwiek imprezę z amerykańskiej suburbi trzeba jechać samochodem, a jak jechać, to nie pić. Żalu nie mam, tylko naturalnie nasuwające się porównania. W tym roku moją sylwestrową rocznicę ślubu spędziliśmy z mężem niezwykle sympatycznie. W ciągu dnia odwiedziliśmy teściów w odległym o niecałą godzinę miasteczku i zabraliśmy ich na lunch. Wieczorem poszliśmy na romantyczną kolację do eleganckiej restauracji całe pół mili od naszego domu. No, może milę. Mąż spożył wykwintnie podany stek z tuńczyka Ahi, a dla królika sałata, edamame i dwie boskie truskawkowe martini. Reszta wieczoru odbyła się na skórze niedźwiedziej* przed kominkiem, przy świecach, choince, dobrej muzyce i winie. Program wieczoru, między innymi, zawierał obejrzenie naszego ślubu na laptopie i sesję fotograficzną głupawych-szczęśliwych zdjęć. Na koniec załapaliśmy się jeszcze na obejrzenie opadającej kuli na Times Square i noworoczny pocałunek. Nie ma to jak dobry początek Nowego Roku! *czyt. dwie izolowane wygodne maty kempingowe WSZYSTKIM WAM SERDECZNIE ŻYCZĘ SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! piątek, 01 stycznia 2010, anetacuse
TrackBack
|
|