|
Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu
Pies a język polskiU mnie w domu mówi się tylko po angielsku. Przedwczoraj oglądaliśmy z mężem "Dzień świra" z angielskimi napisami. Za każdym razem kiedy główny bohater wysyczał kolejne siarczyste "kur**!" mój pies z niepokojem podnosił głowę. Wstyd mi przyznać, że nauczył się od pani. wtorek, 01 grudnia 2009, anetacuse
TrackBack
Komentarze
aniabuzuk
2009/12/01 18:44:41
Jakby ze mna mieszkal, tez by sie nauczyl. To moje "ulubione", oprocz angielskiego "f..ka" przeklenstwo. Niestety, musze zaczac sie odzwyczajac, coby zlego przykladu corce nie dawac.
2009/12/01 18:54:57
Ania: niestety te dwa to i moje "ulubione" - polskie "K" i angielskie "F." Też bym chciała się odzwyczaić, bo mój mąż nie klnie nigdy (przepraszam, dla ścisłości w ciągu 6 lat razem zaklął przy mnie 2 razy), a wiem, że nie lubi jak klnę. Pies też nie lubi, bo to zwykle wtedy jak jestem wściekła, a pies się mnie boi jak się wściekam, choć przecież nie na niego, a na coś.
2009/12/01 19:21:35
Ja ne uzywam slowa k... i generalnie denerwuje mnie to slowo - zwlaszcza w polskich filmach oraz stosowane przez niektorych jako "przecinek", ku to ku tamto ku owo. Jak juz przeklinam to po angielsku bo jakos tak bardziej niewinnie brzmi moim zdaniem. Jak juz klne to chyba glownie w pracy na klientow.
Ale - mysle, ze moze Twojemu psu to "..rwa" sie kojarzy z warczeniem:) 2009/12/01 19:32:07
Kasia: mnie też denerwuje w filmach i na ulicy, a sama używam ;). Całe szczęście tylko sporadycznie i w naprawdę ekstremalnych sytuacjach, stąd pies nauczył się, że jak to słyszy to jest źle. Natomiast angielskie przekleństwa dla mnie nie brzmią niewinnie, a nawet gorzej. Jak jestem z Amerykanami i mi się wymsknie "k***" to pół biedy, gorzej jakby mi się "f***" wymsknęło, wtedy wstyd.
2009/12/01 20:34:54
ja klne jak szewc. ale po angielsku ;-)
2009/12/02 03:02:16
Ja klne w jednym i drugim jezyku jak szewc.
Na szczescie mam przyjaciol, ktorych to nie rusza. a film swoja droga swietny. Mojemu chlopu sie podobal :) 2009/12/02 04:08:46
przekilnanie po polsku jakos mi nie lezy, ale nie ma to jak przeklnac sobie pod nosem po angielsku lub niemiecku ;-)
2009/12/02 05:07:58
A ja tam klne i to dosc duzo. W obydwu jezykach. Tylko w pracy sie hamuje. No i przy dziecku (choc jej to sie nawet podoba, ja mi sei cos wymsknie... :)
2009/12/02 07:58:02
Mi tam sie czasami tez cos wypsnie - raczej wole jak mi sie wypsnie po polsku:) szczegolnie w pracy. Bo glosna kurwa jest lepsza od cichego faka;)
Natomiast - moj S.W. pamieci cocker-spanielek - amerykanski od urodzenia - umial mowic tylko po polsku. Wszystkie komendy, lacznie z "rob kupe" znal w moim ojczystym jezyku. Problem byl u veta i groomera, kiedy to wogole nic nie potrafil robic, nie potrafil siadac, i podwac lapy, no ale juz go pozniej znano jako "polish dog" i nawet wierzyli, ze on jest tak specjalnie szkolony w obcym jezyku:) - jak psy pracujace w sluzbach specjalnych, ktore uczone sa komend np po francusku, aby roznego typu bandyci i zbrodniarze nie mogli sie nimi posluzyc. Cos w stylu: napad na magazyn zlota pilnowany przez pudli ktore zagryzaja dopoki nie uslysza: s'asseoir! 2009/12/02 15:19:35
No proszę ile mamy poliglotek o niewyparzonych gębach ;).
Aniabuzuk: Mężowi film podobał się średnio, na początku nawet bardzo, ale szybko mu się znudził. Evek: papuga jest narcyzem, powtarza tylko: Columbi-Columbi, pretty-pretty-pretty, night-night i pretty boy. Klnę (całe szczęście) za rzadko, żeby się nauczył. Ania2000: super historia z Twoim polskim psem :). Nie wiedziałam, że psy pracujące szkolone są po francusku. 2009/12/02 19:04:02
na przyklad po francusku.
moze byc inny jezyk, np niemiecki - chodzi o to, zeby byl inny niz obowiazujacy w danym kraju. 2009/12/02 20:16:14
Ciekawy temat. Ja raczej nie klnę, jak już to niemiecka (Scheisse) albo angielska, ale głównie sam do siebie. Za to Kobiecie Pracującej czasem się coś wymyka, po polsku, ale to cecha nabyta, w Polsce nigdy nie klęła. Z przeklinaniem w obcym języku trzeba uważać, bo to co dla nas brzmi niewinnie dla native speakerów czasem za mocno.
Dzień świra osobiście uważam za makabrycznie beznadziejny film, ale to oczywiście moje osobiste zdanie. Bardzo się na tym męczyłem i w sumie uważam za żałosną produkcję. Nasz pies jest anglojęzyczny z przyczyn praktycznych. Właśnie pomyśleliśmy, że jak go nauczymy po polsku to potem u veta i na psich farmach będą mieli problem. Ciekawe w jakim języku szkolą psy w Kanadzie, skoro angielski i francuski są językami oficjalnymi:) Jak już o filmach i języku mowa to zobaczcie sobie kanadyjski kryminał/komedię "Bon Cop, Bad Cop", bardzo zabawnie gra kanadyjskimi stereotypami językowo-kulturowymi i hokejowymi. www.imdb.com/title/tt0479647/ 2009/12/02 22:17:43
No i proszę! Jeszcze niedawno takich słów używali tylko mężczyźni z tzw. rynsztoka, a teraz przeklinają kobiety i jeszcze same to ujawniają. Oj, szybko zmieniają się te obyczaje. Dla mnie za bardzo!
2009/12/02 22:22:43
Resvaria: jedyny mężczyzna wśród komentujących, a prawie nie klnie. Chyba mamy równouprawnienie ;).
Ewa777: wiem, że nie znosisz przeklinania i wcale się nie dziwię. Na swoją obronę dodam, że nie klnę publicznie, jedynie w domowym zaciszu i raczej rzadko. Kiedy coś mi spadnie, rzeczy ciurkiem idą nie tak, przeklinanie przynosi mi ulgę. A jak Ty radzisz sobie z takimi sytuacjami, gdzie zdenerwujesz się i para z uszu leci?
Gość: Alicja, m3a0f36d0.tmodns.net
2009/12/02 22:39:05
Temat mi zupełnie obcy, bo nie przeklinam ani ja ani mąż, w żadnym języku. Wyżywamy się po prostu inaczej, pewnie na dzieciach. :) Żartuję, ale zawsze byłam zdania, że kulturalny człowiek zawsze znajdzie kulturalne słowa nawet w najbardziej podbramkowych sytuacjach. A takich życie nikomu nie szczędzi.
Zrobiło mi się niedobrze w trakcie Dnia Świra. Mężowi (oglądającemu z angielskimi napisami) też się film nie podobał i nie widział w nim nic z tego co czytaliśmy w recenzjach. Strasznie naciągany, prostacki, pod agresywną publikę w wieku pewnie poniżej 18 lat. Niestety był to błąd, że wypożyczyliśmy ten film (ja jestem bardziej winna, bo to był mój pomysł). 2009/12/02 23:05:25
Ale najbardziej odjechane i "bezecne" limeryki pisują właśnie bardzo kulturalni ludzie:) A w nich aż roi się od wszelkich -filii, przekleństw i herezji. Ja uważam, że każdy ma prawo mówić jak chce, choć publiczne przeklinanie mnie drażni. Z drugiej strony wolę pomysłowe siarczyste przekleńswo (Sapkowski jest mistrzem i jego chędożyć weszło do mojego słownika) niż idiotyczno-infantylne zdrobnienia typu "papatki" albo potworki typu "urokliwy" :)
2009/12/02 23:08:23
PPS. Zakładam, że ci nieprzeklinający znają biernie angielskie przekleństwa? Bo ignorancja w tym temacie może być niebezpieczna:)
Gość: Alicja, m270f36d0.tmodns.net
2009/12/03 00:03:49
Ja na przykład znam. Mąż też zna. O dziwo, w języku pisanym nic mi przekleństwa nie przeszkadzają. Jednak używanie ich w języku mówionym, a zwłaszcza przez kobiety (przez facetów też, ale u kobiet bardziej mnie to razi) napawa mnie niesmakiem. Może to faktycznie rozładowuje jakieś emocje, kto wie. Bardzo doceniam wariacje na temat przekleństw w języku literackim, no ale to już jest zupełnie inna sprawa. No i język sprośny a przeklinanie tak jak w tym beznadziejnym filmie Świr, to też zupełnie inna sprawa.
Kiedyś dzieci pytały nas dlaczego nie przeklinamy (oczywiście po wykładach co to znaczy, co to jest przekleństwo etc.) no i zamknęło się to w prostym "bo nie podoba nam się to". Nie trzeba było więcej wyjaśniać, przynajmniej na razie. Może jeszcze sprawy będą się dalej rozwijać. Wolałabym, aby nie przeklinały, no ale... 2009/12/03 18:46:38
Oje! Jak fajnie, ze mnie znalazlas! Jeszcze nie czytalam Twojego bloga, ale niedlugo sie do niego zabiore. Juz po kategoriach widze, ze mamy duzo ze soba wspolnego. Mieszkam na obrzezach Adirondacks niedaleko jeziora Champlain. A co do tematu notki, to jak jeszcze mieszkalismy w Connecticut przychodzil na nasza posesje pies sasiada i godzinami szczekal na dom. Nie moglismy sie go pozbyc. Nic nie pomagalo nawet angielskiei "fa*#i ". W koncu moj zdeterminowany maz krzyknal spier#@*aj i pies zawinal ogon pod siebie i uciekl. Potem dowiedzielismy sie od sasiada, ze kiedys zatrudnial w domu polskich dacharzy :)
2009/12/03 19:04:57
Ankabaranka: witam u siebie :). Czysty przypadek, że Cię znalazłam i też się cieszę. Lake Champlain to spory kawałek ode mnie, byłam w Plattsburgh'u dwa razy po kajak :). A historia z psem świetna.
2009/12/04 04:19:35
W Plattsburghu robie zakupy spozywcze a mieszkam w Willsboro, 20 minut na poludnie.
Gość: stardust1, 207-38-225-56.c3-0.43d-ubr10.qens-43d.ny.cable.rcn.com
2009/12/05 01:14:36
Kryste, az strach pomyslec jakby sie ten pies osluchal gdyby mieszkal w moim towarzystwie:))) Ja klne w obu jezykach rowno. Tylko jak Tatek z E. przyjezdzaja to f*** zastepuje sie slowem "cheney" Za cholere nie moge tego slowa napisac z duzej litery;)))
2009/12/05 21:49:21
Stardust: no że Ty klniesz, to wszyscy wiedzą ;). Podoba mi się z tym "cheney," może pożyczę w ramach zmiany złych nawyków :).
|
|