Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu

Mieszczuch kontra rolnik, czyli znowu nic nie wiem

To już mój piąty tydzień zamawiania warzyw i owoców prosto z farmy. Jest to doświadczenie diametralnie różne od wybierania taśmowo produkowanych i identycznie wyglądających warzyw w supermarkecie. W supermarkecie wiadomo czego oczekiwać. Z farmy jak się okazuje – niekoniecznie.

Moje ogólne doświadczenia są bardzo pozytywne. Tygodniowy rachunek za jedzenie zmniejszył się znacznie, a zjadane przeze mnie warzywa są sezonowe, uprawiane lokalnie oraz wyjątkowo smaczne, soczyste i pachnące. Bardzo jestem zadowolona. Ponieważ zamawiam przez internet, nie zawsze widzę co kupuję, gdyż zdjęcia nie są dokładnym odzwierciedleniem produktu jaki otrzymuję, albo ich nie ma wcale. To prowadzi do komicznych sytuacji.

Rozmiar. W supermarkecie wybieram małe produkty na moją dwuosobową rodzinę. Farma ostatnio dostarczyła mi tak wielką głowę kapusty, że ledwo zmieściła mi się w lodówce. To samo z porami. Zamówiłam tylko trzy, ale były ogromne. Z kolei pomidory były tak maciupkie (taka odmiana), że mi zabrakło. Do tego całe pęki ziół, których nie jesteśmy w stanie przejeść. Rozmiar bywa nieprzewidywalny i to często rzutuje na to, co akurat gotuję na obiad.

Wygląd. Moje warzywa często dostarczane są z całą nacią i korzeniem, przez co ledwie są rozpoznawalnie w porównaniu z ich oczyszczonymi odpowiednikami w supermarkecie. Nierzadko zajmują masę miejsca w lodówce.

Odmiana. Ostatnio zamówiłam szpinak nowozelandzki, który okazał się zupełnie inny i w wyglądzie i w smaku od znanego mi szpinaku, o czym nie wiedziałam. Liście miał grube i trochę włochate, a w smaku nie przypadł mi do gustu. Podobnie było z bazylią cytrynową. Krzaczek zupełnie do zwykłej bazylii nie podobny, a i w smaku inny. No i koper. Taki, jaki pamiętam z Polski, cała łodyga i góra. A mi się marzyła sama natka, miękkie listki. Myślałam, że szpinak to szpinak, bazylia to bazylia, a koper to koper. Takie, jak w supermarkecie. Tymczasem odmian jest wiele, więc bądź tu mądry.

Myląca nazwa. Pierwsze zaskoczenie było z liśćmi mlecza, kiedy nagle odkryłam, że nie są żadną tam cudowną odmianą sałaty, a li i jedynie liśćmi mlecza. Ale nic nie przebije mojego ostatniego zamówienia na karczochy. Pisało, że to karczochy jerozolimskie. Zdjęcie było niewyraźnie. Zamówiłam. Kiedy zamówienie dotarło, zamiast karczochów otrzymałam bulwy przypominające skrzyżowanie małego ziemniaka z imbirem. Ani z Jerozolimą, ani z karczochem nie miało to-to niczego wspólnego. Był to słonecznik bulwiasty (ang. Jerusalem artichoke) znany też jako topinambur lub bulwa. Nadaje się do spożycia zarówno na surowo jak i gotowany, wystarczy umyć, obierać nie trzeba. Zawiera inulinę. Po ugotowaniu smakowo nie przypadł mi specjalnie do gustu, natomiast na surowo w sałatce jak najbardziej. W konsystencji przypomnina rzodkiew, a w smaku water chestnut - jak ktoś zna polskie tłumaczenie, to poproszę.

Ciekawe jakie jeszcze czekają mnie niespodzianki...

środa, 07 października 2009, anetacuse

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/10/07 20:01:03
Water chestnuts to kasztany wodne.

Z koprem rzeczywiscie jest problem, bo są różne odmiany. Nie jestem wielkim miłośnikiem tego zielska (poza dodatkiem do ogórków kiszonych i chłodniku), ale do chłodniku zawsze daję naciowy. Do ogórków zdaje się daje się włoski, choć może to jedno i to samo.

Co robisz z tą kapustą? My prawie w ogóle nie kupujemy kapusty, bo jest ciężkostrawna. Wyjątkiem jest bigos, który gotujemy raz do roku z kiszonej i surowej.

-
2009/10/07 20:10:14
Resvaria: z kapusty robię cole slaw, dodaję do stir fry i sałatek (np. czerwona kapusta bardzo poprawia smak różnym mieszankom sałatowym), liści używam do robienia burrito zamiast placka tortilla oraz gotuję z niej bigos wegetariański. Ogółem to dopiero od niedawna zaczęłam wprowadzać kapustę do mego menu, bo strasznie tania jest i ma wiele zastosowań.
-
Gość: Alicja, adsl-69-109-118-154.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/07 20:21:43
Topinambur jest pyszny a najlepiej podsmażany. Nie trzeba go obierać, wystarczy bardzo dobrze umyć. Ma pewien znany skutek uboczny, podobny do fasoli. Ja bardzo często dodaję do sałaty w niewielkich ilościach na raz.
Water chestnut to orzech wodny lub ponikło wodne. Mi niespecjalnie smakuje, ale w pewnych daniach chińskich takie chrupiące warzywko jest miłą niespodzianką.

Takie dowożenie warzyw do domu jest ruchem bardzo rozprzestrzenionym w całych USA. W Północnej Kalifornii (Bay Area) jest to właściwie wszędzie dostępne, tylko trzeba być zainteresowanym. Ja lubię chodzić na Farmers' markets i tam właściwie robię wszystkie zakupy warzywne. Natomiast nie narzekam co co wyboru warzyw w sklepach. One też pochodzą z farm i często nawet z farm niedaleko stąd i niektórzy rolnicy sprzedający na Farmers' markets dostarczają swoich warzyw do sklepów, więc nie ma różnicy. Natomiast bardzo nie lubię Costco i tych innych wielkich hipermarketów (za wyjątkiem Targetu) i nie kupuję tam właściwie nic. Co wcale nie świadczy o tym, że ich warzywa czy owoce są złej jakości - wręcz przeciwnie. Słyszałam wiele o tym jakie są świetne. Niestety, sam rozmiar sklepu jest nie na moje nerwy no i te wielkie ilości wszystkiego są trochę ciężkie do strawienia, nawet psychicznie.


(orzech wodny, ponikło wodne)
-
Gość: Alicja, adsl-69-109-118-154.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/07 20:26:33
Kapustę też uwielbiam, we wszystkich formach, od surowej, przez kim-chi oraz bigosik. Czasem robię też wegetariański bigos, lecz bez tofu. No i oczywiście - kapuśniaczek!
Moje dzieci bardzo lubią sałatkę z kapusty, marchewki, rodzynek, z sosem jogurtowo-musztardowym. Tygodniowo na pewno zużywamy więcej niż jedną kapuścianą głowę.
A kapusta kiszona - to już najukochańsza rzecz wszystkich. Od dawna już robię ją systematycznie w domu i trzymam w garażu. Jest super zdrowa.
-
2009/10/07 20:32:27
Alicja: fakt, mój supermarket też sprzedaje niektóre warzywa lokalne, co mnie bardzo cieszy i staram się kupować. Tyle tylko, że jest to bardziej czasochłonne niż zamawianie z farmy, bo każde warzywo trzeba włożyć do torebki, zważyć i okleić nalepką z ceną, co każdy robi sam używając dostępnych wag. Ponieważ żywię się głównie warzywami i owocami, ważenie wszystkiego zajmuję mi ogrom czasu, a z farmy tylko zamawiam, odbieram i płacę. Co do farmers market to jedynym mankamentem jest dla mnie niewygoda - jest ode mnie daleko, nie po drodze i w niedogodnym czasie, stąd nie korzystam.

Co do topinaburu to ponoć właśnie wielu ludzi nie radzi dobrze z trawieniem inuliny, stąd efekty uboczne.
-
2009/10/07 20:58:16
ja zrobilam kiedys to z tymi karczochami
www.jamieoliver.com/recipes/salad-recipes/warm-salad-of-crispy-smoked-bacon-and-je
niestety z boczkiem wiec pewnie nie wyjdzie ci taka sama ;)

burrito w kapuscie powinno znalezc sie w przepisach na blogu majeranek i cilantro
-
2009/10/07 21:05:31
Alicja, orzech wodny to "water caltrop" a nie "water chestnut". Ponikło to nazwa gatunkowa i nie używa się jej do tej konkretnej odmiany. Wygoogluj sobie "kasztany wodne" i zobaczysz co sie pojawia. Odkąd sięgam pamięcią w polskich przepisach kuchni orientalnych zawsze używało się formy "kasztany wodne". I z tą właśnie formą zetknąłem się jeszcze kiedy mieszkałem w Polsce.

U nas też dowożą do domu, ale ceny są zaporowe. Taniej iść na farmers' market.
-
Gość: Alicja, adsl-69-109-118-154.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/07 21:43:42
Resvario, oczekiwałam Twojego komentarza. No ja spotkałam się właśnie z orzechem wodnym i to na puszkach w Polsce. To może nie świadczy o wszystkim, ale moja tradycyjna metoda (nazwa łacińska plus polski Słownik Botaniczny) potwierdzają, że water chestnut to orzech wodny. Wiadomo, taksonomie wbrew ich własnej naturze nie są zawsze ścisłe i istnieją nazwy i zamienne i błędnie używane. Więc większym autorytem dla mnie jest Słownik Botaniczny niż na przykład Wikipedia. No ale prywatnie to ja nazywam owe warzywko kasztanem wodnym.
-
2009/10/07 22:09:21
Może w jednej części Polski używa się "kasztan" w innej "orzech". Tak jak z "borówką" i "czarną jagodą" albo "jeżyną" i "czernicą". Pal licho, nie chce mi się ciągnąć tej dyskusji.
-
2009/10/07 22:10:57
Hjuston: fajny przepis, dzięki, choć nie wydaje mi się, żeby specjalnie ucierpiał na braku boczku.

A propos kapusty, ciekawe, że nikt nie wspomniał gołąbków. Ja nie robię, bo raz, że nie umiem, dwa, że za dużo roboty. No i farsz musiałby być bezmięsny.
-
2009/10/07 22:38:43
aneta:
a jak robisz burrito z lisci kapusty? Obgotowujesz najpierw czy bierzesz surowe?
-
Gość: Alicja, adsl-69-109-118-154.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/07 22:48:38
Resvaria: dokładnie tak. Ja też zawsze jestem bardzo skonfundowana co do nazw na przykład jagód, i to właśnie regionalnych nazw polskich. Dlatego....heheheh..naturalnie, kupiłam sobie A Dictionary of Berries. Poważnie! Dla mnie jest istotne, że jest dokładny botaniczny opis, rysunek (nie zdjęcie) oraz....święta nazwa łacińska. Z tym słownikem konsultuję Słownik Botaniczny (polski, ale z indeksem i po łacinie). No i wtedy ustalam sobie te nazwy polsko-angielskie. Ten słownik jagód jest nawet całkiem spory, chociaż jest niewielkiego formatu (taka książeczka). No a to, że w Polsce są używane różne nazwy na te same rzeczy to tylko wzbogaca nasz język.
Ciekawy przykład literacki: Ja byłam zawsze święcie przekonana, że "czarna polewka" to była zupa z czarnych jagód (czyli potocznie po angielsksu to blueberry soup, a ściślej botanicznie to bilberry soup), bo taką zupę bardzo często w lecie jadałam. I tylko ona przypominała czarny kolor. Kiedyś postanowiłam to zbadać i okazało się, że to zupa z soczewicy.....a że za moich czasów w Polsce soczewicy nie jadło się często, to dla mnie to była wielka niespodzianka, że to nie zupa z czarnych jagód! Pozdrawiam.

A faktycznie zapomnialam o gołąbkach. Ja robię je z liści kapusty, która jest kiszona. Można kupić całą głowę kiszonej kapusty i liście ładnie oddzielają się od głowy. To jest trochę pracochłonne, a ja robię i wersję wegetariańską (grzyby i ryż) i mięsną. Oczywiście w sosie pomidorowym. Tej sztuczki z całą głową kiszoną nauczyła mnie koleżanka z pracy - Jugosławianka, pół Bośniaczka i pół Chorwatka. Też gołąbki są w jej domu znane i lubiane.
-
2009/10/07 22:58:59
Hm... znowu wyjdzie, że się czepiam, ale czarna polewka to zupa z krwi gęsi/kaczki, zwana także czerniną...

-
Gość: Alicja, adsl-69-109-118-154.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/07 23:07:19
Nie czepiasz się, ja też w trakcie badania tego natknęłam się na tę czerninę i krew. I faktycznie, krew jest, z gęsi lub kaczki, ale zupa jest oparta na soczewicy! Znalazłam to w dwóch zdaje się przepisach kuchni staropolskiej. Czernina (i czarnina) to druga nazwa tej zupy. Nigdy jej nie jadłam, ale jako, że od czasu do czasu jem kaszankę, to chętnie takiej zupy bym spróbowała. Jadłeś kiedyś taką zupę?
-
2009/10/07 23:15:53
Nina: z surowych liści robię, zwłaszcza jeśli mam młodą kapustę. Savoy cabage ma fajne miękkie liście.

Bosz, kiedyś to ja wszystko jadałam jak leci, ale teraz to się wzdrygnęłam na myśl o zupie z krwi czegokolwiej.
-
2009/10/07 23:28:38
Soczewica może jest dodawana, ale nie jest stałym składnikiem. Żeby nie być gołosłownym pozwolę sobie zacytować Glogera (Encyklopedia Staropolska):

"Czernina, polewka z juszki prosięcia, gęsi lub kaczki, z kawałkami tegoż prosięcia, dróbkami, kluskami krajanymi i śliwkami lub gruszkami suszonemi zgotowana. Dla smaku dodawano do czerniny: pieprz, imbier, cynamon, gwoździki i sok wiśniowy. Była to polewka niegdyś ulubiona zarówno na stołach panów, jak szlachty średniej, zagrodowej i możniejszych kmieci. Gdy chciano zalotnikowi dać do poznania, że nie otrzyma ręki panny, podawano na obiad, gdy przyjechał do jej domu, czerninę."
univ.gda.pl/~literat/glogers/0005.htm

Nie jadłem, ale bardzo mnie nie brzydzi, bo podobna do kaszanki, którą onegdaj jadałem. W Czechach i na Słowacji wszelkie dobra z wieprzowiny są w cenie do tego stopnia, że krew świńską sprzedaje się w konserwach właśnie do robienia kaszanki:)

Do rzeczy które powodują u mnie obrzydzenie zaliczam śmierdzące chińskie jajka (paskudne...), móżdzek, płuca, tureckie zupę z baranich łbów, mózgu oraz z kopyt, oczy i tak dalej. Za to bardzo lubię pasztet drobiowy a więc również drobiowe wątróbki. Nie przepadam też za okrą (ketmia piżmowa? może jest jakaś normalniejsza polska nazwa), bo jest śluzowata.
-
Gość: Alicja, adsl-69-109-118-154.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/08 02:19:50
U mnie z kolei można kupić świetną w zasadzie kasankę lub jej odmianę w sklepach takich bardziej luksusowych, które sprzedają wykwintne francuskie sery oraz właśnie kaszankę. Francuskie restauracje, te bardziej autentyczne, też często podają właśnie kaszankę, z jabłkami na ciepło. Troszkę się chyba różni od polskiej, bo w polskiej - wydaje mi się -- była w środku jakaś kasza, może gryczana? A tej francuskiej chyba jej nie ma.
Aha, zdaje się gdzieś czytałam, że czarna polewka i czernica to nie wszędzie to samo i jedna z nich (właśnie chyba czarna polewka) to ma w sobie tę krew oraz soczewicę, a druga to ma chyba kurczaka, ze tego co pamiętam.

A zupa z czarnych jagód jest prawie czarna i tak smaczna, że tęskno mi do niej strasznie. Na moje specjalne życzenie robiła mi ją śp. Babcia, w każdy piątek.
statystyka



free counters