|
Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu
Słucham jazzu i gotujęNiezaprzeczalnie idzie jesień. Ciemno się robi już przed 8 wieczór, a zarówno poranki jak i wieczory są chłodne. To bardzo nastraja do gotowania. Z lampką czerwonego wina, słuchając jazzu krzątam się po kuchni wyciskając czosnek do swojej boćwiny (Swiss Chard) duszonej z przyprawami. A wczoraj zrobiłam sałatkę wegetariańską z ciecierzycy a la tuńczyk wg. Niny. Dokonałam przypadkowego cudownego odkrycia. Rolnicy z dwóch sąsiadujących hrabstw Madison i Chenango założyli inicjatywę zakupu produktów prosto od nich. Iniciatywa nazywa się Madison Bounty / Chenango Bounty. W w/w hrabstwach wybrane przez klienta przez internet produkty dostarczane są klientowi do domu. Dopiero niedawno inicjatywa wkroczyła do mojego hrabstwa i zamówioną żywność można odbierać w czwartki w lokalnej YMCA, która mieści się bardzo blisko mojego domu. Działa to tak, że co piątek rano rolnicy aktualizują inwentarz na internecie. Zamówienie należy złożyć do 12 w poniedziałek. Rolnicy pakują produkty wg. zamówienia i w czwartek się odbiera i płaci. Poza warzywami i owocami można także kupić mięso, jajka, nabiał, dżemy, wypieki, makaron, mąkę i nawet ciastka dla psa. Nie dość, że jedzenie lokalne i zakup wspiera tutejsze farmy, ale mi to zaoszczędzi dużo czasu i pieniędzy. Dziś pojechałam się rozeznać i udało mi się kupić parę warzyw i ziół: pomidory, bazylię, patisony, cukinię, paprykę i boćwinę. Ręce zacieram na dalszą współpracę. piątek, 11 września 2009, anetacuse
TrackBack
Komentarze
ania_2000
2009/09/11 04:44:57
Welcome back:) juz cie widze wsrod tych warzyw - krojaca, obierajaca, siekajaca, potem wekujaca - obierki latajace na prawo i lewo, chrzest salaty, lzy cebuli, krwawe jeki cwikly i burakow, no i te PATISONY!!;) prawie jak Roberty Pattinsony rozumie sie:)
2009/09/11 06:02:25
welcome back! GENIALNE!! gdyby u nas byl taki to umarlabym z zachwytu chyba. a tak to trzeba old-schoolowo telepac sie albo na targ albo do sklepu.
p.s . a co to jest patison? podziwiam Twoja determinacje w uzywaniu polskich nazw warzyw ;) 2009/09/11 15:25:12
Ania_2000: No właśnie tak to mniej więcej wyglądało, tylko że ja nie wekuję. I odkąd noszę szkła kontaktowe, przy cebuli nie płaczę. Odkryłam to dopiero kiedy kroiłam cebulę w okularach.
Evek: dzięki, zwłaszcza Louisowi by smakowało, no i może Twoim myszom ;). Ania K: też uważam to za genialne. O tym pomyśle najpierw dowiedziałam się z filmu dokumentalnego "The Future of Food" i tam właśnie podali za przykład Kalifornię, że ma taką inicjatywę. Film oglądałam zaledwie 2 tygodnie temu i strasznie wtedy Kalifornii zazdrościłam, a tu proszę. No właśnie mi tu było nie po drodze na targ i w niedogodnym czasie. Patison to Pattypan Squash, ale zdaje się, że ja nie patisona kupiłam tylko inną dyńkę. U nas jest tyle gatunków różnych dyń / squash'ów w różnych rozmiarach i kolorach, że nigdy nie mogę się połapać. 2009/09/11 16:51:29
pomysl swietny! u nas jest Farmers Market w kazda sobote, no ale trzeba pojechac samemu, przez internet nie mozna zamowic, a szkoda, bo w naszym zabieganym zyciu cos takiego by sie przydalo.
tez lubie tak przy jazzie i lampce wina :-) 2009/09/11 21:23:32
Ja tylko chcialam dodac w sprawie zdjecia, ze masz zaROMbiscie zgrabnie kajaczek:)
2009/09/11 21:36:08
Ania_2000: dziękuję, dziękuję, bardzo jestem z niego dumna :). Po miesiącach ultra dokładnego researchu i porównań specyfikacji, producentów, modeli, rozmiarów i opinii kupujących znalazłam dokładnie coś dla siebie rozmiarem i kształtem, pasuje jak ulał i wszystkie manewry w nim łatwiej robić. Nie mówiąc już, że jest dużo lżejszy i szybszy.
2009/09/12 02:22:20
W Kalifornii maja taka inicjatywe????
A gdzie???? Serio sie pytam, jak mozna cos takiego odnalezc? Ja chodze na farmers market, ale to tylko raz w tygodniu jest; ostatnio sie obkupilam jak przy innej okazji pojechalismy do Gilroy - tam jest mnostwo farm i maja duzo roznych roznosci na sprzedaz :) 2009/09/12 14:57:30
Atsanik: każdemu w życiu przydałoby się trochę wygody :).
Nina: nie mam pojęcia. Pod sam koniec filmu "The Future of Food" była o tym mowa, ale co gdzie i do czego - nie zapamiętałam. Film był z 2004 r. 2009/09/13 03:11:31
swietny pomysl!
ja ostatnio odkrylam u nas Farmers Market. jest tutaj 3 razy w tygodniu :))) 2009/09/13 05:45:42
Masz racje, jesien sie zdecydowanie coraz bardziej zbliza, nawet mnie czasem sie ostatnio zbiera na gotowanie ;)
2009/09/14 00:46:26
Podziwiam Twoją konsekwencję w stosowaniu poprawnych polskich nazw tych różnych warzywek. Dzięki Tobie dowiedziałam się, co to jest patison oraz, że Swiss chard = boćwina :)
2009/09/14 06:53:56
no wlasnie, ta bocwina....
2009/09/14 16:57:06
Cutie: 3 razy w tygodniu to już coś!
KobietaP: u Was to pewnie jeszcze szybciej się zbliża... Brr. Dzięki dziewczyny za podziwianie mojej polszczyzny od włoszczyzny. Jednym z celów tego bloga jest właśnie posługiwanie się w miarę czystym językiem polskim aby mi się zupełnie nie zatracił. Ale żeby nie Wikipedia to cienko bym przędła... 2009/09/14 21:31:07
A ja podziwiam, ze w jest cos takiego w polskim jezyku jak jarmuz;) bo - wychowana w komunie mialam dostepne tylko ziemniaki, kapuste, cebule i marchew:)) no oczywisice uproszczam bardzo ale kto by przypuszczal, ze okazuje sie jest polskie nazewnictwo. Np na squash. A jak jest spaghetti squash?
I mozna kupic rowniez w polskim sklepie cos co nigdy bym sie nie domyslila ze tak mozna przetlumaczyc- pasiflora ( btw wtf???:)) 2009/09/15 02:24:52
Ania_2000: Spaghetti squash = dynia makaronowa :). A cóż to jest ta pasiflora, bo nie mam pojęcia? Nawet google i Wiki mi zgłupiały. Męczennica???
2009/09/15 05:55:09
Nie, marakuja to marakuja po polsku. Pasiflora pojawila sie na poczatku lat 90 kiedy zaczeli sprzedawac herbaty smakowe.
Ania, nie przesadzaj z tym komunizmem. Na Śląsku, który słynie raczej z wędlin niż z warzyw jarmuż był w przydomowych ogródkach kiedy byłem mały. Tak samo jak kalarepa (zielona i granatowa), fasolka szparagowa, pomidory, dynie (zwane na Śląsku banie), kabaczki i patisony własnie. Kabaczkami w cieście zajadliśmy się na obiad, mniam mniam. W Kanadzie do tej pory nie znalazłem, patisonów też nie, za to są różne squashe. We Wrocławiu w tamtych latach sprzedawano boćwinę a w Krakowie bób (na Śląsku nieznany do tej pory za bardzo). PS. Wielu Polaków po tej stronie myli pasternak (parsnip) z pietruszką (parsley root) i seler naciowy (celery) z korzennym (celeriac). No i oczywiście kminek (caraway) z cumin (kmin rzymski, w Polsce nieużywany). 2009/09/15 06:32:41
resvaria ,prosze nie czepiac sie slowek- przeciez napisalam, ze uproszczam bardzo.
2009/09/15 15:12:10
Aniu, przepraszam, nie mialem zamiaru Cie urazic.
Wydaje mi się, że wszyscy mają po trochu rację: pasiflora i marakuja to po polsku dwie nazwy na męczennice. Tyle, że są różne gatunki więc nie wiem czy używa się jednej dla jednego a drugiej dla innych gatunków czy nie. Może granadilla (grenadia) to marakuja a passion fruit to pasiflora? Aneta, wiesz może jak po polsku się nazywa bok choy? Znacie pigwy (quince)? Lubicie? |
|