|
Z Syracuse o kajakarstwie i życiu w USA
Blog > Komentarze do wpisu
Zagadka dietetycznaObiecuję, że już ostatni raz Was męczę kontemplacją składników spożywczych, ale kiedy to zobaczyłam, nie mogłam się powstrzymać. Oto zagadka: na podstawie niżej wymienionych (spisanych żywcem z opakowania) składników, zgadnijcie jaki to produkt. Dodam, że znalazłam go w rezultacie uprzątania własnych szafek kuchennych. Enriched Bread (Enriched Wheat Flour, Malted Barley, Niacin, Ferrous Sulfate, Thiamin Mononitrate, Riboflavin, Folic Acid, High Fructose Corn Syrup, Corn Syrup, Partially Hydrogenated Vegetable Oil, [Soybean Oil and/or Cottonseed Oil and/or Canola and Corn Oils]). May Contain Salt, Yeast, Sugar, Honey, Sesame and/or Poppy Seeds, Molasses, Wheat Gluten, Whey, Soy Flour, Whole Wheat Flour, Butter, Skim Milk, Buttermilk, Lactic Acid, Distilled Vinegar, Soy Lecithin; Dough Conditioners (Mono and Diglycerides, Sodium and/or Calcium Stearoyl Lactylate), Yeast Nutrients (Contains One or More of The Following: Monocalcium Phosphate, Calcium Sulfate, Ammonium Sulfate); Calcium Propionate (Preservative), Potassium Sorbate (Preservative), Romano Cheese (Sheep's Milk, Cheese Culture, Salt, Enzymes), Salt, Oregano, Garlic Powder, Dehydrated Parsley, Black Pepper. poniedziałek, 31 sierpnia 2009, anetacuse
TrackBack
Komentarze
kobieta.pracuyaca
2009/08/31 06:03:51
rany... jakas zupka w proszku? chociaz Ciebie nie podejrzewam o zupki w proszku...
2009/08/31 14:47:10
Bułka tarta (taka smakowa, nie czysta)? Czyli w sumie to co tierralatina, tylko rozdrobnione.
Nawaisem mówiąc, nie widać to nic strasznego ani zaskakującego, jaki ma być morał z tej notki? 2009/08/31 14:59:36
No i mamy zwycięzcę: Miskidomleka.
Morał notki? Nie kupuj sklepowej bułki tartej, rób swoją :). 2009/08/31 15:10:17
tiaaaa... zrob swoja. Najlepiej z wypieczonej wlasnorecznie bulki. A ta zrob z maki wlasnej produkcji, ktore powstalo ze zboza, ktore sam zasiales... :)
2009/08/31 17:36:44
Myślę, anetacuse, że w twoim rozumowaniu (w tej i w poprzedniej notce) jest więcej luk, niż wytknął tierralatina. Niniejszym przeprowadzam krytyczną analizę :-).
1. (z poprzedniej notki) "Czy kiedykolwiek przyglądaliście się uważnie liście składników amerykańskiego chleba" Tu chciałem tylko zauważyć, że użycie słowa "amerykańskiego" może zostac odebrane jakby nieamerykańskie (np polskie) było lepsze. Ale z faktu, że polska bułka tarta ma zapewne na etykietce napisane "skład: bułka" i tyle - nie nalezy wyciągać daleką idących wniosków na temat składu. Skład jest zapewne bardzo podobny, z paroma wyjątkami. Różnią się tylko normy dotyczącego tego, jak szczegółowo skład się wypisuje. Te wyjątki o których wspomniałem to drobiazgi wynikające z lokalnej specyfiki, w rodzaju syrob skrobiowy z ziemniaków zamiast z kukurydzy. W Polsce chyba też nie wzbogaca się mąki w kwas foliowy (czyli witamine B9, zapobiegającą wadom cewy nerwowej jak rozszczep kręgosłupa, anencefalia i inne) czy żelazo. 2. "mniej znaczy lepiej", "Składnikiem jabłka jest... jabłko." Jest to gigantyczne uproszczenie i wypaczenie. Jakbyś zrobiła porządną i naprawdę wnikliwą i szczegółową analizę tego jabłka, czy będących składnikami twojej bułki tartej drożdży czy ziarenek maku, czy natki pietruszki, czy słodu jęczmiennego, byłaby z każdej z tych analiz cała książka (a raczej szafa książek), pełnych nazw wyglądających znacznie groźniej i dłuższych niż te kilka, które zgodnie z normami wymieniono. 3. Dlatego nawet postępowanie zaproponowane przez tierralatinę (tierręlatinę?) nic nie da. Biologia to potwornie skomplikowana chemia organiczna, i każdy produkt naturalny, zwierzęcy czy roslinny, organiczny czy nie, zawiera ogromną rozmaitość związków chemicznych. Zwykle o długich i zawiłych nazwach. Stwierdzenia typu "jabłko zawiera tylko jabłko więc ma mniej 'chemii' niż sos jabłkowy który zawiera jabłko, syrob skrobiowy i kwas cytrynowy" świadczą o, ekhm, niezrozumieniu tego, jak działa i jest zbudowany świat. Przypominają argumenty przeciw GMO w rodzaju "nie zjem kotleta ze świni z wprowadzonym genem łososia, bo boję się, że wyrosną mi skrzela". Ojej, a jak jesz kotleta ze zwykłej świni to wyrasta ci ryj i zakręcony ogonek? 4. Wreszcie - to, że coś ma długą i chemicznie brzmiącą nazwę nie oznacza, że jest szkodliwe czy niedobre. Powtarzam, biologia składa się z bardzo skomplikowanej chemii. Nierozumienie tego prowadzi do pisania bzdur. Jak to się kiedyś zdarzyło pewnej dziennikarce Gazety Wyborczej, która w zapale walki o zdrową żywność porównywalnym z zapałem autorki tego bloga :-), dokonała przeglądu soków dostępnych na polskim rynku. Niektóre pochwaliła za zawartość witaminy C, inne zganiła bo zawierały "chemię", tzn. kwas askorbinowy. Czy ktoś na sali nie wie, że kwas askorbinowy to chemiczna nazwa witaminy C? Parę przykładów z twojej bułki tartej: Niacin - witamina B3, Ferrous Sulfate - siarczan żelaza, źródło żelaza (przeciw anemii), Thiamin Mononitrate - witamina B1, Riboflavin - witamina B2, Folic Acid - witamina B9. 2009/08/31 18:51:44
Miskidomleka:
1. Napisałam "amerykańskiego" bo ten znam, a innych nie, nie mam też po ręką listy ich składników. Nie zamierzałam sugerować, że inne są lepsze czy gorsze. 2. Ależ w popzedniej notce od razu przyznałam się do uproszczenia: "Oczywiście mowa tu o składnikach z punktu widzenia produktu końcowego matki natury, a nie o analizie pierwiastów przez mikroskop, ani też o pestycydach czy antybiotykach użytych w hodowli." 3. Wiem, że biologia jest skomplikowana, stąd w szczegóły biologiczne nie wnikam, bo ich po prostu nie znam. Chodzi mi o to, że jabłko zawiera mniej chemii dodawanej sztucznie niż sos jabłkowy, który zawiera to właśnie jabło + inne dodatki i konserwanty. 4. "Wreszcie - to, że coś ma długą i chemicznie brzmiącą nazwę nie oznacza, że jest szkodliwe czy niedobre." - prawda, rzeczywiście nie oznacza. Niestety tak jak napisałam przeciętny śmiertelnik nie jest wstanie odróżnić tych dobrych od tych złych i właśnie o to mi chodziło pisząc, że często nie wiemy, co jemy. 2009/08/31 19:57:34
"nie zamierzałam sugerować, że inne są lepsze czy gorsze. "
OK. "Ależ w popzedniej notce od razu przyznałam się do uproszczenia:" Owszem, ale cały czas piszesz jakby to, co "matka natura" wkłada w jabłka było lepsze od tego, co włozy człowiek. I nie chodzi "pestycydy czy antybiotyki użyte w hodowli" - tylko o to, co w tych naturalnych produktach znajduje się samo z siebie. Mam też nadzieję, że "analiza pierwiastków przez mikroskop" to świadomy żart? "Chodzi mi o to, że jabłko zawiera mniej chemii dodawanej sztucznie niż sos jabłkowy, który zawiera to właśnie jabło + inne dodatki i konserwanty" Oczywiście, że zawiera mniej. Tylko, że całe to twoje pisanie moim zdaniem sugeruje, że ta chemia "dodana sztucznie" jest w jakiś sposób gorsza od chemii którą jabłko wyprodukowało samo w sobie. Kiedyś opowiedziano mi taką historię, z czasów wczesnego boomu na "organiczne" w USA. Otóż "organiczni" nie stosowali żadnej "chemii" zapobiegającej szkodnikom, i oczywiście produkty (powiedzmy, jabłuszka) wyglądały brzydko, bo jakiś tam szkodnik je atakował. Potem drogą cierpliwej hodowli wyprowadzono odmianę jabłek która, o dziwo, bez dodawania owej "chemii" była odporna na szkodnika. Fani organicznego jedzenia z zadowoleniem powitali fakt, że teraz ich czyste i zdrowe organiczne jabłuszka są równie piękne jak te pryskane "chemią". Ich zadowolenia nie zmieniło wykazanie przez analizy, że nowa odmiana jabłek sama produkuje dokładnie ten sam związek przeciwszkodnikowy, jakim pryskano jabłka nieorganiczne... 2009/08/31 20:20:14
Miskidomleka: Czyli sugerujesz, że składniki chemiczne dodane sztucznie są wymienione na opakowaniu, podczas gdy składniki chemiczne zawarte naturalnie nie są wymienione na opakowaniu, ale może być, że i jedne i drugie są tymi samymi składnikami. Hm, przyznam że nigdy w ten sposób nie myślałam.
Rzeczywiście uważam, że składniki chemiczne znajdujące się w jedzeniu naturalnie są lepsze, niż te dodane sztucznie, ale mam głównie na myśli te składniki chemiczne, które nie służą odżywaniu, a jedynie przedłużeniu życia produktu na półce supermarketu. Biologiem ani chemikiem nie jestem i robię co uważam za słuszne na podstawie różnorodnych publikacji dot. żywienia, natomiast nikt nie musi się z moimi opiniami zgadzać.
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/08/31 23:40:54
Moim zdaniem te całe hece z kupowaniem "zdrowego"jedzenia to nic innego jak szarlataństwo wykorzystujące naiwnych. Sama nazwa i po angielsku i po polsku jest podejrzana: "zdrowe jedzenie". Każde jedzenie jest zdrowe jeśli jest spożywane w umiarkowaniu. Wielbiciele takowego wolą na przykład miód od cukru, bo jest "zdrowszy". To prawda, że miód zawiera mikroelementy nieobecne w cukrze, ale żeby skorzystać z dobrodziejstw tych mikroelementów, miodu należałoby zjeść kilka taczek albo wiader.
Ani jedzenie tofu zamiast sera nie jest zdrowsze. Wręcz przeciwnie, tofu ma kilka raczej niezdrowych efektów, jeśli nie jest stosowane w ilościach umiarkowanych. Jakie to efekty? Na przykład zwiększone ryzyko raka piersi i macicy. Przy niewielkich ilościach spożycia jest być może efekt ochraniający, ale naukowcy nie są tego pewni. Warto naprawdę jeść rzeczy jak najmniej przetwarzane, ale też nie panikować widząc chemiczne nazwy, bo na elementy znajdujące się w sałacie, można też długie chemiczne nazwy znaleźć. Ja po dwóch ciążach i trójce dzieci nie mam tzw. oponki. Nie ćwiczę regularnie i intensywnie, ale za to codziennie chodzę piechotą co najmniej godzinę. Z wyboru. Jem dosłownie wszystko, ale w wielkim umiarkowaniu. Uwielbiam boczek, ale jem go tylko od święta bo wiem jaki jest tłusty. Lody to to samo. Nie jem dużo mięsa, ale za to jem ryby. Mój mąż, 40 latek, nosi ten sam numer dżinsów co nosił w szkole średniej (12 klasa), nie ma absolutnie oponki. Dzieci nie są otyłe zupełnie, bardzo dużo bawią się na dworze i na placach zabaw i w lesie. Nie jesteśmy chorzy. Mam wrażenie, że coś dobrze robimy, bo geny to tylko część całego obrazka. Jedna rzecz której pilnuję to to, aby nie jeździć za dużo samochodem. W Kalifornii nie jest to łatwe, ale da się zrobić. Mam nawet miesięczny bilet autobusowy, bo z autobusu do domu mam z 750 m, a więc zawsze to spacer a nie...wjazd do garażu. Wiem, że to nie wszędzie da się zrobić, ale jak się człowiek uprze, to dokona wszystkiego. A więc dla mnie to chodzenie, chodzenie i nie obżeranie się to najlepsza recepta i na zdrowie i na sylwetkę. Poczucie głodu to najlepsza przyprawa do każdego dania. I tyle moich mądrości na dziś. Nie daj się zwariować przemysłowi "zdrowej żywności", Aneta. Pozdrawiam. 2009/08/31 23:40:55
Czyli sugerujesz, że składniki chemiczne dodane sztucznie są wymienione na opakowaniu, podczas gdy składniki chemiczne zawarte naturalnie nie są wymienione na opakowaniu, ale może być, że i jedne i drugie są tymi samymi składnikami.
Między innymi. I nie tylko. Składniki zawarte naturalnie mogą być gorsze dla zdrowia niż składniki dodane. Albo naturalne mogą być obojętne (większość jest) a coś może być dodane sztucznie dla zdrowia. Jak jod do soli, czy kwas foliowy do mąki. W sumie chodzi mi o to, że chemia naturalna nie jest ani lepsza, ani gorsza od sztucznej. Szkodzić czy pomagać (albo jedno i drugie - choćby w zależności do stężenia) może równie dobrze składnik naturalny jak i sztuczny, a rzeczywiście szczegółowego składu chemicznego składników naturalnych nie masz na opakowaniu. Ważne jest, że dla organizmu nie ma znaczenia, czy dany związek był wytworzony przez jabłoń lub krowę, czy przez fabrykę chemiczną. Witamina C z cytryny i witamina C z fabryki niczym się nie różnią. Rzeczywiście uważam, że składniki chemiczne znajdujące się w jedzeniu naturalnie są lepsze, niż te dodane sztucznie, ale mam głównie na myśli te składniki chemiczne, które nie służą odżywaniu, a jedynie przedłużeniu życia produktu na półce supermarketu. Składniki służące przedłużeniu życia produktu są dokładnie przebadane pod względem bezpieczeństwa - ale oczywiście, jak im nie ufasz, nie możesz je omijać. Ja wolę zjeść trochę dobrze przebadanego konserwantu niż produkt w którym z braku konserwantów namnożyły się szkodliwe bakterie czy pleśnie. Co ważniejsze, załamujesz ręce nad wielką liczbą składników bułki tartej. Ale z nich konserwantami są tylko dwa (propionian i sorbinian) , a dwa inne (sól i ocet) moga być użyte do konserwowania żywności - ale tu są dodane raczej nie w tym celu. Biologiem ani chemikiem nie jestem i robię co uważam za słuszne na podstawie różnorodnych publikacji dot. żywienia A z tym trzeba uważać, bo w publikacjach jest mnóstwo ściemy i siania niepotrzebnego strachu. Sprzedawcy żywności "organicznej" i rozmaitych publikacji ujawniających czego to straszliwego się nam jako żywność nie sprzedaje z tego właśnie strachu żyją. Łatwo znaleźć i nagłośnić informację, że związek X jest toksyczny, połączyć ją z faktem, że związek X znajduje się w chlebie czy maśle, i zrobić wielki szum. Pomijając fakt, że X jest toksyczny tylko w odpowiednio dużych dawkach, do których w chlebie czy maśle nawet się nie zbliży. Ale strach można zasiać i na nim zarobić. Jak łatwo jest ludziom robić wodę (pun intended) z mógu, pokazuje ta strona: www.dhmo.org/truth/Dihydrogen-Monoxide.html - dla kogoś, kto nie rozumie nazwy dihydrogen monoxide byłaby dośc przekonująca, nie? Wiki podaje, że w Nowej Zelandii jedna posłanka zaczęła dopytywać się w mnisterstwe zdrowia dlaczego nie zabroniło stosowania DHMO. natomiast nikt nie musi się z moimi opiniami zgadzać. Nie musi. Ale polemizować chyba wolno? 2009/09/01 16:34:20
Miski- ja słyszałam, że witaminy akurat nie wydalają się dobrze z organizmu jeśli nie są podane w postaci naturalnej. Stąd na przykład wypryski na skórze u niektórych.
2009/09/01 19:07:36
Miski- ja słyszałam, że witaminy akurat nie wydalają się dobrze z organizmu jeśli nie są podane w postaci naturalnej. Stąd na przykład wypryski na skórze u niektórych.
A możesz to rozwinąć? Bo po pierwsze witamina witaminie nierówna - mają różne drogi metabolizmu czy wydalania. Po drugie, załóżmy że np mówimy o witaminach wydalanych z moczem - skąd nerka miałaby "wiedzieć" czy dana cząteczka witaminy pochodziła z owoca czy z tabletki, i jedną wydalić, a drugą nie? Po trzecie, co to ma wspólnego z wypryskami? 2009/09/02 04:16:00
Aneta, a moze wszystkie te nasze oponki sa nie z braku cwiczen, czy tez objadania sie tylko z powodu nie jedzenia tego co przysluguje naszemu typowi krwi. Jest taka ksiazka, jedz wedlug swojego typu krwi ( musze ja kupic i przeczytac), slyszalam, ze ludzie lepiej sie czuja jak ja stosuja. Slyszalas o tej ksiazce?
2009/09/02 04:18:30
A co do witamin. Ja slyszalam, ze te naturalne ( np. vision) sie po prostu rozkladaja i organizm potrafi je wykorzystac, niz te apteczne, ze sie wyraze, ktorych organizm w stu procentach nie wykorzystuje i je wydala.
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/09/02 04:30:35
Alexxo, elementarna biologia (szkoła podstawowa) dyktuje, że żywienie się wedle grupy krwi to są straszne brednie. Żeby to wiedzieć, nie trzeba być lekarzem, ale trzeba mieć elementarne umiejętności oceny tego co się czyta i o czym się słyszy. Sama teoria jest idiotyczna, zapytaj swojego lekarza albo nauczyciela biologii w szkole podstawowej. Bez czytania i wgłębiania się (i marnowania cennego czasu) powinnaś wiedzieć, że to brednie. No ale może nie miałaś biologii w szkole podstawowej? Pozdrawiam.
2009/09/02 05:15:35
Alicjo,
Do szkoly podstawowej chodzilam i biologie mialam. W szkole sredniej tez ( chyba jak wszyscy?), ale nie wiedzialam, ze"zywienie sie wedle grupy krwi to sa straszne brednie". Mozesz wyjasnic mi dlaczego, bo z twojego komentarza wynika, ze jestes wszystkopamietajaca/wszystkowiedzaca ( pasowaloby tutaj dopisac wiedzma ple ple). Dzieki z gory! 2009/09/02 12:50:32
Alex: książki nie kupuj, tylko przyślij mi swój adres na maila, to Ci ją przyślę w prezencie - nową, nieużywaną. Interesuję się dietetyką w szerokim zakresie i czytuję różne książki, z których prawie zawsze wynoszę coś dla siebie. Aczkolwiek w tym przypadku, kiedy książkę kupiłam i przekartkowałam i wyszło, że przy mojej grupie krwi O+ mam jeść mięso, to straciłam ochotę na czytanie. Właśnie ostatnio się zastanawiałam, czy by jej nie oddać do biblioteki :). Więc pisz!
2009/09/02 15:33:48
Na wstępie zaznaczam, że miałem biologię w podstawówce i liceum, ale na studiach już nie, bom humanista, choć czytuję artykuły popularno-naukowe w kanadyjskich czasopismach. To takie wyznanie win w ramach prewencji dla Alicji.
Wydaje mi sie, ba, jestem pewien, że Alicja krytykuje teorię o grupach krwi i żywieniu trochę na wyrost. Sęk w tym, że z wielu powodów, głównie polityczno-historycznych badania nad różnicami genetyczno-biologicznymi są śliskim tematem. Co nie znaczy, że ludzie się między sobą nie różnią na tym właśnie poziomie. Temat jest nieco bardziej skomplikowany niż "masz grupę A jedz X, masz grupę O jedz Y" ale w ostatnim czasie coraz więcej pojawia się informacji o potenjalnym wpływie genów na trawienie i predyspozycje do chorób. Najlepszym przykładem tego, że nasz "skład genetyczny" ma wpływ na metabolizm jest tolerancja lub też jej brak na laktozę. Z badań wynika, że o ile laktoza jest przyswajana przez większość ludzi pochodzących z Europy Północnej to u Azjatów jest dokładnie na odwrót: pl.wikipedia.org/wiki/Nietolerancja_laktozy#Nietolerancja_laktozy_u_r.C3.B3.C5.BCnych_grup_etnicznych Wydaje mi się, że z czasem podobnych badań będzie coraz więcej. Oczywiście ważne jest to, żeby tego typu problemów nie traktować jak uogólnienia. Dystrybucja grup krwi nie pokrywa się na przykład wcale z dystrybucją nietolerancji laktozy. Poza tym w każdej grupie etnicznej część populacji nie ma objawów a często bywa odwrotnie. Moja siostra, północna Europejka, nie może pić mleka właśnie z powodu nietolerancji laktozy a mój szwagier, Azjata pije mleko do obiadu. Ja też nie mam problemu... Najważniejsze żeby słuchać swojego organizmu. Coś o tym wiem, bo jestem alergikiem od dzieciństwa. Co do witamin i minerałó to przypominam sobie artykuł sprzed jakiegoś czasu. O ile mnie pamięć nie myli tez była taka, że witaminy w tabletkach to marnowanie pieniędzy, bo organizm nie ma czasu przyswoić dawek. Nie znaczy to jednak, że są one gorsze od witamin w marchewce albo jabłkach. Po prostu kiedy je się jabłko to organizm ma więcej czasu na przyswojenie witaminy C i innych składników niż kiedy wrzuca się w siebie pastylkę i popija wodą. Co do konserwantów zgadzam się z Miskamidomleka. Demonizowanie czegoś tylko dlatego, że to "chemia" jest nieporozumieniem, bo wiele z tych dodatków ma pozytywne działanie. Witamina C (kwas askorbinowy) zapobiega utlenianiu się produktów a benzoesan sodu zapobiega powstawaniu bardzo szkodliwych i toksycznych substancji w wędlinach i innych produktach. Pamiętajcie, że w czasach kiedy ludzie jedli "naturalnie" średnia życia była dosyć niska a zatrucia pokarmowe były częstą przyczyną zgonów. Natomiast zgadzam się, że warto patrzeć na skład i wybierać to co wydaje nam się zdrowsze kierując się zdrowym rozsądkiem. Mając do wyboru jajka od kur, które faszerowane są antybiotykami i hormonami oraz jajka od kur wolnobiegających, które mogą sobie grzebać w ziemi a do ich karmy nie daje się antybiotyków oczywiście wybieram te drugie. Również dlatego, że o wiele lepiej smakują.
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/09/02 16:36:16
Nie widzę najmniejszego problemu z nietoleranją laktozy u wielu Azjatów, ani z wyjątkami od tej zasady. Natomiast widzę wielki problem ze stosowaniem wiedy dla odpowiedniej grupy krwi. Żeby tę krytykę zrozumieć, trzeba mieć lekkie (podstawowe) pojęcie o tym co znaczy grupa krwi, jakie róźnice są pomiędzy grupami krwi i dlaczego. Nie mam na myśli wiedzy wyspecjalizowanej, wręcz hematologicznej. Z czytania popularnonaukowej literatury też można wywnioskować, że nie ma źadnych podstaw do tego, aby opierać dietę na swojej grupie krwi. Szrlatani piszą książki, sprzedają je i krąg się zamyka. Daję słowo, że jakby jakiś wariat napisał, że sok wyciśnięty ze starych opon pomaga w straceniu wagi i jest "zdrowym" suplementem, to byłoby sporo chęnych. Nie tylko grupy "A".
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/09/02 16:46:34
wiedy-wiedzy oczywiście. Coś mi się Unicode pomieszał w polskich literach. Nagle "ż" stało się "ź", ale może teraz będzie lepiej.
2009/09/02 21:14:11
alexxela78
W szkole sredniej tez ( chyba jak wszyscy?), ale nie wiedzialam, ze"zywienie sie wedle grupy krwi to sa straszne brednie". Mozesz wyjasnic mi dlaczego Jak Alicja napisała - bo nie ma żadnego związku, ani powodu, by antygeny na erytrocytach miały jakikolwiek wpływ na żywienie czy przetwarzanie pokarmów. Na Wschodzie niektórzy wierzą, że od grupy krwi zależy osobowość, a na Zachodzie, że los i osobowość zależą od znaku zodiaku. Wszystko równie bez sensu. A co do witamin. Ja slyszalam, ze te naturalne ( np. vision) sie po prostu rozkladaja i organizm potrafi je wykorzystac, niz te apteczne, ze sie wyraze, ktorych organizm w stu procentach nie wykorzystuje i je wydala. A cóż to za brednie? Nawet, gdyby naturalne były lepsze (a nie są, bo i jak), to w jaki sposób tabletki vision są bardziej naturalne niż inne? Do tej pory słyszałem mit, że witaminy z pokarmów są lepsze niż z tabletek, teraz jak widzę szarlataneria poszła o krok dalej - że jedne tabletki są naturalniejsze od innych... reservaria.net: nie sądzę, żeby tabletka wzięta z wodą przelatywała przez jelito szybciej niż jabłko - przecież w jelcie i tak zwykle coś jest. Chyba, że ktoś uprzednio głodował 3 dni. A jelito jest całkiem dobre we wchłanianiu, więc witaminki wyłapie tak czy siak. Alicja - jak najbardziej zgadzam się z tekstem o oponach. 2009/09/02 21:56:01
Miskidomleka, zerknij sam. Innym też polecam:
www.nytimes.com/2005/08/03/health/03iht-snvitamin.html?_r=1
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/09/02 22:02:41
No i jeszcze należy dodać, że na Zachodzie tyle osób pokłada nadzieje we "wschodniej, tradycyjnej chińskiej medycynie", a Chinach się z nas śmieją (ci co mądrzejsi) i pakują pieniądze w coraz lepszy rozwój medycyny zachodniej. To kopiowanie receptur, back-engineering leków i patentów farmaceutycznych -- to pokazuje dopiero zamiary i rozmiary nowoczesnej chińskiej medycyny. A tradycyjną to wolą nam, głupkom z Zachodu oddać. Pisząc to zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że wiele współczesnych leków ma swoje źródła w preparatach ziołowych. No ale jest różnica pomiędzy farmakologicznie przygotowanym preparatem Digitalin a serwowaniem niezbadanych ziół naiwnym. A jak są po chińsku to są już najlepsze. :)
Mi jest wręcz smutno, kiedy słyszę, że z pozoru wykształceni ludzie dają się nabrać na brednie szarlatanów. Najgorzej jest, jak takie rzeczy gadają znajomi, we mnie i w mężu się wtedy gotuje i ryzykujemy utratę przyjaźni przez próby zniechęcenia ich do wydawania wielkich kwot na straszliwe pierdoły. Z tym żywieniem wg. grup krwi jest podobnie. Zapytajcie swojego lekarza, wszystko jedno jakiego, co o tym myśli. Lekarz nie musi takowej książki czytać, aby rozumieć, że to jest zupełny bezsens. A ja z kolei twierdzę, że nie trzeba być lekarzem, żeby to wiedzieć. Bardzo podstawowa biologia to tego wystarczy. Przecież nie kaźdy człowiek jest w stanie czytać wszystkie brednie publikowane przez szarlatanów. W razie wątpliwości - ask your doctor and don't waste your hard-earned money! 2009/09/02 23:00:39
Alicja, akurat tuatj się z Tobą absolutnie nie zgodzę. TCM nie jest "szarlatanerią" a akupunktura jest stosowana jako metoda dodatkowa w leczeniu wielu schorzeń.
Poza tym to może zejdziesz w końcu z konia, odłożysz kopię i przestaniesz pouczać maluczkich z pozycji kaznodziejskiej, bo przyznaję szczerze, że we mnie tez się zaczyna gotować. Każdy ma prawo do swojej opinii, każdy ma prawo się mylić. Ale nikt nie ma monopolu na rację. Nauka też się zmienia i to co dekadę temu uważano za idiotyzm dzisiaj zaczyna być uznawane za wiarygodne i odwrotnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że na świecie jest mnóstwo szarlatanerii, ale jest też sporo rzeczy, których nauka nijak wytłumaczyć nie potrafi a mimo to działają, jak choćby bioenergoterapia i akupunktura właśnie. Poza tym jeśli ktoś chce wierzyć w UFO i elfy to ma do tego prawo. I nie znaczy, że jest idiotą. Ba, ja osobiście wolę zdecydowanie towarzystwo sympatycznego, "pozornie wykształconego" "głupka z Zachodu", który wierzy w przepływ energii i amulety niż mającego niejakie skłonności do bufonady i wszechwiedzącej krytyki erudytę-nudziarza. Nie piszę tego, żeby być złośliwym, po prostu irytuje mnie ton jakim zwracasz się do ludzi na tym forum. Amen.
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/09/02 23:26:18
Hmm, to "amen" to ciekawe i trochę właśnie kaznodziejskie, nie sądzisz ? :)
Naprawdę nie pouczam, każdy wybiera i robi to co chce. A i w Tobie ma się prawo gotować i we mnie też. TCM została bardzo starannie zbadana w wielu instytutach i nigdzie nie wykazano (w żadnych porządnie skonstruowanych badaniach naukowych) że ma jakikolwiek pozytywny wpływ na cokolwiek. W Vancouver jest taki ciekawy instytut, tuż obok Vancouver General Hospital (obecnie UBC Hospital) który pobierał fundusze z budżetu prowincji przez wiele już lat. Niestety, intensywne badania nad TCM pokazały, że to strata i czasu i pieniędzy, a jedynie co ma miejsce to "placebo effect". W momencie kiedy przyznamy, że to efekt placebo, to wszelkie akupunktury wysiadają i tyle. W Vancouver prowadzono to tak intensywnie i na tak wielką skalę, bo jest tam ogromny napływ nowej ludności z Azji (głównie HK, Chiny i Tajwan). Zrobiono to więc niejako dla tej właśnie populacji. Zachęcam Cię do znalezienia i przeczytania reportażów o tej kolosalnej akcji badania skuteczności akupunktury i "chińskich ziół". Nie jestem pewna, czy owy instytut nie musiał zostać zamknięty z powodu braku powodów do dalszego utrzymywania tej szopki. Zagadnienia "wierzenia" w skuteczność medycyny i żywienia tzw. alternatywnego (czyli nie mainstream) wywołują w ludziach często odruchy właśnie gotowania się krwi. I po tej i po tamtej stronie. A przecież jest coś takiego jak obiektywna, naukowa ocena faktów. Ja nie zmienię zdania na temat TCM ani na temat "zdrowej żywności" ani na temat rzekomego powiązania grup krwi i sposobów żywienia się - dopóki nie znajdę naukowych źródeł potwierdzających skuteczność takich terapii i diet. A Ty pewnie nie zmienisz zdania....dopóki...właśnie....dopóki co? Głównym problemem jest naturalnie pomylenie korelacji i kauzacji, nie u Ciebie, ale prawie zawsze w dyskusjach na te tematy. Bardzo proszę o korekty i poprawki tego co tutaj napisałam, jeżeli podane opinie czy fakty nie są zgodne z rzeczywistością. Mi nie przeszkadza ani kaznodziejski ton, ani jakiekolwiek poprawki jeśli wszystko dokonane jest grzecznie i bez ataków ad hominem. Pozdrawiam. 2009/09/03 03:21:26
- Amen było ironiczne.
- O stanie badań nad TCM możesz sobie poczytać tutaj: en.wikipedia.org/wiki/Traditional_Chinese_medicine#Scientific_view - Nie przeprowadzam ataku ad hominem, sprowokowało mnie Twoje podejście do "maluczkich" w blogu. - nie wszystko da się, póki co wytłumaczyć, naukowo. Uważam, że są w TCM takie elementy, które mają rzeczywiste działanie jak i rzeczy, które nie działają a są jednynie zabobonem. Nie skreślałbym jednak całości. W końcu to cywilizacja, która nie powstała wczoraj, która wyprodukowała papier, kompas, proch strzelniczy i druk i to kiedy większość północnych Europejczyków chodziła w skórach zwierzęcych. Stawianie nauki opartej na cywilizacji europejskiej (z dużym wkładem Arabów) na piedestale pachnie mi nieco myszką i dwudziestowiecznym eurocentryzmem. -WHO uznała akupunkturę jako pomocną w leczeniu niektórych schorzeń -niektóre formy alternatywnej medycyny, na przykład biofeedback są zbyt mało zbadane, żeby jednoznacznie osądzić ich skuteczność -uważam, że medycyna naukowa i TCM (oraz medycyny ludowe, na przykład szamańskie, amazońskie) nie musza się nawzajem wykluczać. Podobnego zdania są jak się zdaje naukowcy, którzy odkryki, że niektóre "preparaty" szamanów mają składniki, które działają (vide Chinese wormwood) - chyba mam dosyć tej dyskusji, każdy i tak wierzy w co chce, ale uważam, że krytykowanie poglądów innych przy jednoznacznej postawie "nie znacie się, ja mam rację" nie ma sensu. Pozdrawiam:) 2009/09/03 06:33:41
po pierwsze to aneta dzieki ponownie za inspiracje. wczoraj bylam w sklepie i pol godziny czytalam pudelka i sklady chemiczne. dobrze jest o tym pamietac.
po drugie moje (wlasne) trzy grosze sa takie, ze umiar, umiar i umiar ponad wszystko. osobiscie staram sie jesc jak najwiecej swiezego jedzenia, gotowanego w domu. luksusem kaliforni polnocej jest dostep do wspanialych, swiezych warzyw i owocow od lokalnych farmerow przez wiele miesiecy w roku. ale - nie czarujmy sie - przy 8 godzinach za biurkiem plus 2 godzinami dojazdow nie jest to zawsze mozliwe. raz w tygoniu robie lazy dinner, jakies gotowe ravioli z sosem ze sloika czy cos w tym stylu. po prostu brak mi czasu. lody jem rowniez. piwo i wino pije. mieso jem, ale organiczne albo ze sprawdzonych zrodel (np diestel farm). bottom line - wydaje mi sie, ze jest to bardzo wazne o czym piszesz: food awarness. tego tutaj caly czas brakuje, choc powoli sie to zmienia. 2009/09/03 06:36:20
acha, co do akupunktury. mialam 2 lata temu 15 sesji akupunktury, ktore byly przepisane przez tradycyjnego lekarza i zatwierdzone (=zaplacone) przez moje ubezpiecznie. w swietle tego, ze sa mocne badania powtwierdzajace skutecznosc akupunktury wobec schorzenia, na ktore bylam leczona.
2009/09/03 15:55:27
Ania K: ależ proszę bardzo :). Cieszę się, że nie zgubiłaś się w szczegółach, a odczytałaś myśl przewodnią moich wpisów.
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/09/03 18:02:42
Aniu, mam nadzieję, że nie doszłaś do wniosku, że to akupunktura wyleczyła Twoje schorzenie. Nie będę marnować nikomu tutaj czasu ani własnego na moje "wykłady", ale te zagadnienia są bardzo trudne szczególnie w przypadkach kiedy chce się wierzyć, że coś zadziała. Sam fakt, że poszłaś na zabiegi akupunktury świadczy o tym, że chciałaś w to wierzyć. Ja też kończę dyskusję bo myślałam, że ktoś przedstawi coś naukowego co zmieniłoby moje zdanie w tych sprawach (diety, grupy krwi, alternatywne metody leczenia). Lecz niestety ani Wikipedia anu anegdotalne historie tego nie sprawią. Pozdrawiam wszystkich.
2009/09/03 18:31:52
Rzeczywiście Alicjo nie masz szacunku dla przekonań innych i zdajesz się uważać wszystkich za idiotów. Z coraz większą niechęcią czytuję Twoje komentarze, gdyż Twoje ciągłe udowadnianie wszystkim, że jesteś lepsza i wszystkowiedząca jest nieprzyjemne i denerwujące. Mam nadzieję, że się trochę opamiętasz w ciągłym pouczaniu, zanim zdecyduję, że wolę Twoje komentarze po prostu usuwać.
2009/09/03 18:45:39
Alicja, ależ uparta jesteś...
British Medical Journal www.medicalnewstoday.com/articles/142119.php World Health Organization www.wpro.who.int/health_topics/traditional_medicine/ Kurs apunktury dla lekarzy organizowany przez Harvard: cme.med.harvard.edu/cmeups/pdf/00282317.pdf Status prawny i stosowanie akupunktury w Kanadzie: www.afcinstitute.com/AboutAcupuncture/RegulationinCanada/tabid/78/Default.aspx Akupunktura w Stanford University: med.stanford.edu/anesthesia/patient_care/acupuncture.html Jak sądzę, Ciebie to i tak nie przekona, ale przynajmniej trudno Ci będzie podważyć to, że tak uznane instytucje akceptują akupunkturę jako dopełnienie medycyny "zachodniej". 2009/09/04 17:23:46
alicjo, zgodze sie z aneta. traktujesz ludzi jak idiotow a Twoj kompletny brak szacunku dla innych jest nie do zaakceptowania (przeze mnie przynajmniej). rowniez i na moim blogu. i na wszystkich innych, na ktorych kometujesz.
Gość: Alicja, adsl-69-109-191-232.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/09/04 18:53:42
Czuję się jak czuła się być może kobieta w Greku Zorba. Film polecam wszystkim.
2009/09/04 19:05:18
Ojej, dajcie juz spokoj Alicji! - Kobieta musi zyc ze soba przez tyle lat.. i do tego ogladac sie codziennie w lustrze!! A wy jeszcze na nia najezdzacie;)
|
|